System

Nie jestem jedną z tych osób, które przy każdej okazji zrzędzą, że film niepodobny do książki, ale tym razem chyba się nie powstrzymam. Naprawdę trzeba się było postarać, żeby zmarnować wielki potencjał kryjący się w powieści kryminalnej Toma Roba Smitha, ale Espinosie się to udało. Oczywiście i tak warto udać się do kina, choćby po to, by móc podziwiać kolejne aktorskie popisy Toma Hardy’ego, ale wielkiej sensacji filmowej się raczej nie spodziewajcie. Ja się spodziewałam i się zawiodłam. A mogło być tak pięknie… Tym, którzy nie życzą sobie spojlerów, odradzam dalsze czytanie.

Gdzie ten klimat?

Lwa Demidowa (Hardy) poznajemy podczas okresu Wielkiego Głodu. Jest nastoletnią ukraińską sierotą, która ucieka z przepełnionego sierocińca i dołącza do rosyjskich żołnierzy. No i to tyle jeśli chodzi o (tak istotny w książce) początek opowieści. Następna scena to rok 1945 i triumf wojsk radzieckich w Berlinie, gdzie pozwolono Lwu trzymać flagę, co zaowocowało słynnym na cały kraj zdjęciem. Ciach i już skaczemy do właściwej akcji. Mamy rok 1953, sam środek stalinowskiego terroru. Nasz bohater jest ważnym oficerem służb bezpieczeństwa, bezlitośnie ścigającym wszystkich wrogów systemu. Jest zimny i konsekwentny w swych działaniach, ale do czasu. Gdy na jego biurku ląduje teczka jego własnej żony Raisy (Noomi Rapace), coś w nim pęka i zaczyna się buntować. To wydarzenie splata się z serią tajemniczych zbrodni. Ktoś zabija małe dzieci, a ich porzucone przy torach ciała wyglądają na torturowane i utopione, choć żadnej wody w pobliżu nie ma. Okazuje się, że karne zesłanie Lwa na prowincję, gdzie ma pełnić podrzędną rolę prowincjonalnego milicjanta, staje się szansą na przeprowadzenie uczciwego dochodzenia i znalezienia bestii, która zabiła już 44 kilku i kilkunastoletnie dziecioczki. Dużą pomocą w dochodzeniu będzie Lwu nie tylko nowy szew, generał Niestierow (Gary Oldman), ale i lekceważona i zastraszona do tej pory żona.

Child 44

Nim jeszcze zorientowałam się, że coś z tą fabułą jest nie tak, że się zupełnie nie klei, bardzo przeszkadzał mi zupełny brak klimatu, który był najciekawszym elementem powieści. Zupełnie nie czuć w tej ledwie zarysowanej sytuacji oddechu władzy na plecach obywateli. Filmowcy nie umieli oddać tej atmosfery dusznej grozy, wiecznej podejrzliwości, brudu, biedy i okrucieństwa stalinowskiej Rosji. Bez tego opowiadana dalej historia wampira z Rostowa (autentycznej postaci, którą inspirował się pisarz) jest tylko kolejnym, nieszczególnie zresztą interesującym, czy szokującym, kryminałem, odrobinę tylko lepszym od skandynawskich inspiracji. Wielka szkoda.

Bez dobrego początku, nie ma szokującego końca

Rozumiem oczywiście, że adaptacja nie może być dosłownym odtworzeniem treści literackiej, ale nie bardzo mieści mi się w głowie, dlaczego jak już ktoś coś wycina, to akurat bierze się za sedno opowieści. Bez srogiej ukraińskiej zimy, głodu i polowania na kota, System ma niewiele wspólnego z Ofiarą 44 i w sumie może dobrze, że tytuł jest inny. Polski dystrybutor zadbał po prostu o to, by nikt nie był wprowadzany w błąd. Zresztą nieskładne pociachanie wątków nie jest tylko moim problemem. Ci, którzy nie czytali książki, a wybrali się na film, niewiele z niego zrozumieli, a wielu osobom przeszkadzało szczególnie to, w jak powierzchowny i chaotyczny sposób było to wszystko opowiedziane (dwie panie siedzące w kinie za mną, ciągle dopytywały jedna drugą co się dzieje, próbując jakoś wspólnymi siłami poskładać wątki w całość :).

No, a teraz mój ulubiony temat, czyli aktorstwo. Muszę z przykrością stwierdzić, że mimo iż jestem wielką fanką Toma Hardy’ego, a jego występ tutaj jest tak samo udany jak wszystkie poprzednie, to niestety robi on wielką szkodę reszcie obsady. Brytyjski aktor jak zwykle z werwą i szaleństwem w oku zabrał się za odtwarzanie postaci brutalnej i władczej, ale o wielkim sercu (czy wam też powoli zaczyna się wydawać, że wszędzie gra tak samo, co nie jest wcale nudne, ale jednak zastanawiające?). Niestety, reszcie aktorów nie chciało się aż tak bardzo. Giną przy nim zupełnie, nawet Gary Oldman, czy Joel Kinnaman (ten to nawet szczególnie) prześlizgują się po ekranie i nikną szybko w zakamarkach pamięci widzów. Najgorzej jest jednak z Noomi Rapace. Ładnie, że znowu gra z Hardym, najwyraźniej się polubili i spoko, ale niestety Raisa z niej kiepska. Nie widać żadnej metamorfozy postaci, żadnego charakteru. Przez cały film, aż do końcowej sceny, widzimy to samo płaczliwe spojrzenie na mysiej twarzy, która przez nieumiejętnie zafarbowane na żółto włosy wygląda płasko i nienaturalnie (ten złamany nos).

Noomi Rapace i Tom Hardy
Noomi Rapace i Tom Hardy

Szkoda mi tych wszystkich, w sumie porządnych, aktorów i szkoda całej poharatanej opowieści. Może gdyby ktoś to poprowadził nieco umiejętniej, nie byłoby aż tak dziwnie i w sumie nudno przez ponad dwie godziny. Zamiast ciekawego kryminału z masą arcydziwnych postaci składających się razem na mozaikę upamiętniającą demony radzieckiego systemu totalitarnego, dostaliśmy przedstawienie jednego aktora,w którym Tom Hardy odsyła w niebyt nawet Joela Kinnamana (swoją drogą warto zobaczyć go w szlafroku i pidżamkach, to jedyna żywsza scena z jego udziałem). Choć brytyjski aktor do szczególnie pięknych nie należy, jest raczej knypkowaty, ma pokraczny kaczy chód i wyraz twarzy wściekłego buldoga, to jednak nie Hardy, a postawny wiking Kinnaman wygląda we wspólnych scenach śmiesznie. Żaden z niego czarny charakter, podobnie jak z Rapace żadna rosyjska szpiegula.

Nad występem (i w ogóle angażem) takich sław jak Fares Fares czy Agnieszka Grochowska, już się pastwić nie będę, bo inni świetnie sobie z tym poradzili. O żenującym rosyjskim akcencie (który czasem zanika) międzynarodowej obsady też nie ma co wspominać. Jedno jest pewne, gdyby reżyser obejrzał kilka sezonów serialu Zawód: Amerykanin, a scenarzysta przeczytał Ofiarę 44 jeszcze raz i trochę się nad nią zastanowił, nie byłoby takiej wtopy.

One thought on “System

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *