Ewolucja planety małp (Dawn of the Planet of the Apes)

ewolucja-planety-malpFilmowa seria o Planecie Małp to coś, do czego zawsze chętnie wracam. Podobnie jak poprzednie, nowa produkcja z tej serii nie jest dla mnie wcale przypowieścią o ludzkiej słabości (złu), czy o dylematach władzy. Ja najbardziej się przejmuję krzywdą zwierząt i naprawdę cieszą mnie filmy, w których bracia mniejsi wreszcie się buntują przeciwko szowinizmowi gatunkowemu i postanawiają zawalczyć o swoją pozycję w łańcuchu pokarmowym. Cieszy mnie bardzo to, że ktoś wydał tyle pieniędzy na efekty specjalne i zatrudnił nawet całkiem przyzwoitych aktorów, by pokazać piękno świata, w którym to ludzie są zagrożoną mniejszością. Z widzami kibicującymi ludzkim niedobitkom raczej się nie zrozumiemy.

Tym razem rozwój wypadków obserwujemy z małpiej perspektywy. Więcej tu mamy pięknych i mokrych zdjęć z lasu, niż ujęć zrujnowanego miasta, w którym gnieżdżą się ludzie odporni na przenoszony przez małpy wirus. Akcja rozgrywa się 10 lat po wybuchu zarazy. Naczelne zdążyły już urządzić się wygodnie w gęstych lasach w sąsiedztwie San Francisco, gdzie z zamiłowaniem oddają się polowaniom, prokreacji i pielęgnacji więzi społecznych. Głównodowodzący Ceaser (Andy Serkis), dobrze znany już widzom z poprzedniej części sagi, jest inteligentnym i opiekuńczym przodownikiem stada, wyczulonym na potrzeby swojej trzódki. Niestety, leśną sielankę przerywa grupa ludzi, która eksplorując teren, trafiają na dwójkę młodych goryli. Jedna małpa zostaje postrzelona, a dla obu gatunków rozpoczyna się w tym momencie wojna o przetrwanie. Jest pokaz siły ze strony goryli, a zaraz potem pokorna prośba ludzi, by Cezar, ten jeden, jedyny raz, zgodził się ich wpuścić do lasu. Muszą koniecznie naprawić znajdującą się tam hydroelektrownię, bez której nie ma dla ludzi przyszłości. Z tymi ludźmi jest oczywiście jak z małymi dziećmi; wiemy jak się kończy taki ,,jeden, jedyny raz, please”.

Nim dojdzie do ostatecznego starcia humanoidów, możemy sobie popatrzeć na urocze scenki rodzinne, odbijające się jak w lustrze to po ludzkiej, to po małpiej stronie. Każdy obóz ma swoich wodzów i ich zastępców, typową rodzinę, symbolizującą wartości, o które warto walczyć, oraz działających pochopnie, agresywnych narwańców. Oczywiście małpi obóz ogląda się znacznie przyjemniej. To wprost niesamowite, jak żywa jest mimika twarzy tych goryli i jednego orangutana-intelektualisty. No i te małpie maleństwa! Ludzkie dzieci mnie nie ruszają, ale nowo narodzony syn Cezara to wyjątkowy słodziak.

Jest w tym filmie parę rzeczy godnych podziwu i kilka, których zwyczajnie nie rozumiem. Jeśli chodzi o te pierwsze, to jestem pod dużym wrażeniem może nie samej postaci Cezara, a raczej tego jak wcielił się w niego Andy Serkis, ale tego jak umiejętnie wypunktowano w każdej scenie z jego udziałem sposoby na okazanie dominacji i wyższości. Ten orangutan, proszę państwa, zna się na mechanizmach władzy równie dobrze jak Frank Underwood z House of Cards. Jednak, jeśli już komuś należy się Oscar za grę w tym filmie, to nie Cezarowi a Kobie (Toby Kebbell). Koba jest fascynującym i bardzo złożonym czarnym charakterem. Potrafi do tego być rozbrajająco śmieszny, co nie znaczy oczywiście, że nie jest śmiertelnie groźny. A do tego jest brzydki jak piekło i wręcz intuicyjnie posługuje się bronią ciężkiego kalibru. Bardzo podobał mi się także pokaz małpiego boksu w wykonaniu Koby i Cezara.

Co do spraw, których nie rozumiem (no może brak mi wyobraźni) to na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się sprawa elektrowni. Wychodzi na to, że nawet w Polsce niepotrzebnie tyle kasy idzie na utrzymanie źródeł prądu, skoro wystarczy raz na 10 lat oczyścić korytarze i przewody tu i ówdzie, a machina działa właściwie sama. Zupełnie absurdalne wydaje się także to, że małpy między sobą rozmawiały za pomocą języka migowego, a jak już przeszły na komunikację oralną, to oczywiście w języku angielskim. Kuriozalny wydaje mi się także pomysł zbiorowego polowania na jelenie, czy też małpiej konnej jazdy (w przypadku, gdy człowiek dosiada konia, także myślę, że ssak na ssaku jest śmieszny), ale już w poprzednich filmach mieliśmy takie wątki, więc to chyba element tradycji.

Pomijając powyższe uwagi, to naprawdę doskonale zrealizowany film o przyzwoitej fabule, opowiadający o mechanizmach selekcji naturalnej (czyli ,,przetrwają najsilniejsi”). Dodam jeszcze tylko, że nie warto marnować pieniędzy na 3D, bo efekt jest rozczarowujący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *