Pomiń zawartość →

Tag: Wydawnictwo Znak

Życie w średniowiecznej wsi, Frances Gies, Joseph Gies

Jak już wielokrotnie pisałam, od niedawna ja sama jestem mieszkanką wsi, co codziennie okazuje się stanem szokująco innym niż miejskość (nawet małomiasteczkowość), do której przywykłam. Zupełnie inna zabudowa, zupełnie inni ludzie, odmienny stosunek do odległości między sąsiednimi miejscowościami, a przede wszystkim wszechobecność przyrody, dosłownie pchającej się do domu drzwiami i oknami, są dla mnie źródłem ogromnego zadziwienia. Jednocześnie dostrzegam, że wieś dziś nie jest już absolutnie tym, czym była kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zamiast ,,typowych” wiejskich gospodarstw dookoła roi się od agroturystyki, stylowych pensjonatów i domków wakacyjnych zamożnych mieszczuchów. Oczywiście, podróżując przez Polskę widzę też wsie nastawione na hodowlę zwierząt i uprawę roślin, ale te wielkopowierzchniowe fabryki jedzenia nie mają nic wspólnego z tym, w jakich warunkach żyli i pracowali nasi pochodzący ze wsi dziadkowie i pradziadkowie. Z tego zadziwienia i refleksji zrodziła się moja ciekawość odnośnie książki Życie w średniowiecznej wsi, klasyki opisującej od czego się to wszystko zaczęło. Jest to książka, która drastycznie i w sposób zupełnie bezbolesny zwiększy waszą wiedzę o średniowieczu, ale także (co dla mnie najważniejsze) zwielokrotni przyjemność z lektury powieści czy z oglądania filmów, których fabuły osadzone są właśnie w tej epoce. W końcu sam George R.R. Martin poleca :)

Skomentuj

Shinrin Yoku. Japońska sztuka czerpania mocy z przyrody, Hector Garcia, Francesc Miralles

Tyle ostatnio sposobów na spokojniejsze, szczęśliwsze i zdrowsze życie, że aż nie wiadomo, co wybrać. Osobiście polecam z każdego lifestylowego nurtu po trochu, bo i Szwedzi, i Duńczycy i Japończycy mają ciekawe filozofie życiowe, z których warto uszczknąć coś dla siebie. Było już hygge, lagom i ikigai, a teraz nadszedł czas na shinrin-yoku, czyli „sztukę kąpieli leśnych”. Przyznam, że z tych wszystkich mód, leśne kąpiele przemawiają do mnie najbardziej, bo na co dzień je stosuję, do życia potrzebuję dużo zieleni, wody i nieba, no i na bieżąco obserwuję jak ludzi ciągnie na łono natury i jak bardzo zmieniają się nawet podczas krótkich niedzielnych przechadzek. Teraz, wybierając się na spacer do parku, lasu czy ogrodu (mieszkam w takim miejscu Szczecina, że wszystko to mam bardzo blisko) i lawirując między tłumami spacerowiczów, rowerzystów i biegaczy, zamiast się złościć, obserwuję z naukowym niemal zacięciem, jak poprawia się wszystkim zdrowie psychiczne i fizyczne pod wpływem działania zielonego koloru, śpiewu ptaków czy świerkowo-cyprysowej aromaterapii. O tym właśnie, moi drodzy, jest to książka.

Komentarz

Wykłady Profesora Niczego, Mieciu Mietczyński

Pan Mieczysław Mietczyński jest od długiego czasu fenomenem polskiego YouTube’a, gdzie na swoim kanale przybliża odbiorcom tematykę związaną z szeroko pojętą kulturą. Możemy tam znaleźć dziesiątki filmików, w którym Profesor streszcza na swój sposób lektury ze szkolnego kanonu. Teraz postanowił wydać swoje mądrości w formie książkowej, bo w końcu czytelnictwa dotyczy jego oryginalna twórczość. Choć nie jestem w stanie oglądać jego wystąpień (przepraszam, ale naprawdę się starałam), to postanowiłam dać szansę książce. W końcu przelanie myśli na papier wymaga dłuższego pomyślunku i liczenia się ze słowami, niż, często bardzo spontaniczny, słowotok przed kamerą. Niestety, forma pisana jest dokładnym odpowiednikiem formy wizualnej. Przebrnięcie przez ten tom wywołało we mnie najpierw falę odrazy i zażenowania, następnie zdumienie i niedowierzanie, by w końcu przejść w podziw, że jednak ktoś tak może. Poniższe słowa będą krótkim streszczeniem mojej intelektualnej przygody z Wykładami Profesora Niczego.

4 komentarze

Tetsuya Honda, Przeczucie

Wszyscy piszą, piszę i ja. Przyznam, że spodziewałam się wiele po tej książce (bo wcześniej nie czytałam żadnego japońskiego kryminału), dlatego może też tak bardzo mnie rozczarowała. Czytając, miałam wrażenie, że autora interesuje tylko jedno i nie są to plastycznie napisane, wiarygodne postaci, dobrze oddane realia czy klarownie opisana acz wciągająca intryga kryminalna. Tym, w czego opisywaniu lubuje się pan Honda najbardziej, jest policyjna hierarchia. To, kto przed kim odpowiada, co można komu powiedzieć i na jakie sposoby okazuje się w tokijskich organach ścigania szacunek przełożonym, to jakieś dwie trzecie objętości tego dosyć pokaźnego tomu. W moim osobistym odczuciu, brak umiaru w rozpisywaniu się na ten temat bardzo szkodzi ogólnej wartości fabuły, ale oczywiście zachęcam każdego do wyciągnięcia własnych wniosków z lektury Przeczucia.

Skomentuj

Tajemniczy projekt wydawnictwa ZNAK (premiera 16 sierpnia)

Tym razem jedno z największych polskich wydawnictw zdecydowało się na dość oryginalną formę promocji. Zamiast standardowego egzemplarza recenzenckiego, który nie różniłby się za bardzo od tego, co trafi niedługo do księgarń, znalazłam w skrzynce pocztowej czarny anonimowy tom. Notka promocyjna informowała, że egzemplarz bez okładki, nazwiska autora i tytułu (choć ten jednak jest niestety) jest szansą na obiektywną lekturę i wyrobienie sobie zdania niezależnie od nadmiaru informacji, jaki można znaleźć na temat każdego pisarza w sieci. Zaintrygowało mnie to więc zasiadłam ochoczo do lektury, bez uprzedzeń, bez skojarzeń i bezbronna wobec tego, czego nie da się od-zobaczyć, a raczej od-czytać.

6 komentarzy

Dziedzictwo, Ann Patchett

Lekturę poprzedniej książki amerykańskiej autorki, Stanu zdumienia, wspominam bardzo miło. Pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem ogromnej precyzji wyrażania przez nią nawet najbardziej delikatnych, mglistych zjawisk, które Patchett przyszpilała z determinacją słowami. Do dziś często polecam tę książkę, nawet jeśli kogoś niespecjalnie interesuje nieskończona płodność zamieszkujących dżunglę seniorek :). Dziedzictwo to zupełnie inna literatura, jeśli chodzi o temat i o formę, jednak język pozostał nadal precyzyjny jak skalpel. I choć temat relacji w typowej amerykańskiej rodzinie może i nieco mnie nudził momentami, to jednak klarowne i cudownie trafne opinie i opisy robiły na mnie niezmiennie wielkie wrażenie. Aż sama się zdziwiłam, bo jestem dość prostą czytelniczką, zazwyczaj ślepą na podobne niuanse.

2 komentarze

Joanna Bator, Rok Królika

Książki Joanny Bator to dla mnie wyjątkowa literatura na szczególne okazje. Nie jest to w żadnym wypadku coś do odhaczenia, nowość, którą warto przeczytać, bo wszyscy o niej mówią, a potem szybko o niej zapomnieć. Te powieści to nagroda, coś do smakowania i wsłuchiwania się, okazja do śmiechu i wycieczka w odległe wymiary, dlatego też wybieram je gdy mam pewność, że starczy mi czasu i spokoju na swobodne delektowanie się i wypisywanie cytatów. Oczywiście mam świadomość, że Bator nie pisze dla każdego, że wielu osobom jej twórczość wydaje się kontrowersyjnym kiczem, który powinno się spalić. Ja jednak uwielbiam jej styl, w bohaterkach odnajduję pokrewne dusze i naprawdę doceniam właśnie ten rodzaj czarnego humoru, który niczego nie oswaja, a wręcz sprawia, że groza otaczającej nas rzeczywistości jest jeszcze bardziej wyrazista i mroczna.

2 komentarze

Elizabeth Strout, Bracia Burgess

Ta powieść bardzo mnie zasmuciła. Liczyłam na emocje podobne do tych, których doznałam czytając Olive Kitteridge czy Mam na imię Lucy, ale niestety, moje oczekiwania się nie spełniły. Wszyscy są tu dość niesympatyczni, obcy, zimni i dziwni, nie rozumiem wewnętrznej logiki bohaterów, ani (jak przypuszczam) kontekstu kulturowego opisywanych wydarzeń. Smuci mnie to, gdyż w poprzednich powieściach Strout dopuszczała nas tak blisko stworzonych przez siebie postaci, jak to tylko możliwe. Choć nadal babramy się w rodzinnych zaszłościach i dziecięcych krzywdach, to czytając, miałam wrażenie, że patrzę przez grubą szybę na zupełnie obcych ludzi. Niemiłe to było, zwłaszcza, że tak żywo mam jeszcze w pamięci Olive, której każda emocja była dla mnie czytelna jak moja własna.

Skomentuj

Ewa Madeyska, Rodzina O. Sezon I. 1968/69

Widząc zapowiedź na okładce, obiecującą czytelnikom, że oto przyszło im obcować z „pierwszym polskim serialem literackim”, pomyślałam, że mam do czynienia ze zwyczajną powieścią, która już niedługo zostanie sfilmowana. No nie zachęciło mnie to do lektury, ale się zebrałam i nie żałuję. Okazało się bowiem, że powiązania z telewizją są w tym przypadku znacznie mniej oczywiste. Pod wieloma względami powieść Ewy Madeyskiej jest naprawdę innowacyjna, choć są to innowacje dość zaskakujące. By je poczuć, musimy się najpierw w powieści zanurzyć i rozsmakować, co z początku nie jest łatwe, bo od razu wpadamy w wir wydarzeń. Ale spokojnie, mamy na uporządkowanie myśli niemal 550 stron :), nie zniechęcajcie się więc po pilocie.

Skomentuj

Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny (audiobook czytany przez Jacka Rozenka)

Zaczęłam słuchać tego audiobooka niedługo po obejrzeniu filmu Ostatnia rodzina, a skończyłam dopiero teraz. Nie dość, że jest to rzecz bardzo obszerna, to jeszcze tak bogata w treść, że nie można tego zwyczajnie odsłuchać, a trzeba się podelektować, sporo wynotować do późniejszego przestudiowania, czasem także posłuchać tego samego fragmentu jeszcze raz i jeszcze. Taki to audiobook!

Komentarz