Wykolejona

Tytuł tej komedii sugeruje jakieś poważne zaburzenia psychiczne jej bohaterki, a tu chodzi jedynie o to, że dziewczyna lubi się zabawić. Amy (Amy Schumer) nie robi właściwie nic nadzwyczajnego i gdyby była mężczyzną, uznalibyśmy, że to najbardziej typowy bohater rubasznej amerykańskiej komedii (ileż jeszcze przyjdzie nam ich obejrzeć w tym sezonie?). Właściwie Apatow robi to co zawsze, tyle że jego pacynka ma inną płeć, a przez to i cały film ma inny, lekko feministyczny, a dla niektórych niesmaczny i gorszący, wydźwięk. Bo czyż niewieście wypada nie wierzyć w monogamię, mieć co noc innego partnera, a do tego upalać się i upijać do nieprzytomności?

To przez tatusia

Wykolejoną otwiera scena, w której dwie małe dziewczynki wysłuchują tłumaczeń ojca, właśnie opuszczającego ich matkę. Cały, dość zabawny, choć w sumie okrutny, monolog Gordona (Colin Quinn) sprowadza się do tego, że monogamia nie ma sensu. Po latach, gdy dziewczynki są już dorosłe, okazuje się, że jedna z nich bardzo poważnie potraktowała wskazówki ojca. Podczas gdy jej siostra jest w stanie wytrzymać z jednym mężczyzną, a nawet chce mieć dziecko, Amy robi wszystko, by stać się żywą kopią ojca. Tak jak on, robi co może, by zniechęcić do siebie każdego, kto chciałby wejść z nią w głębsze relacje i trzeba przyznać, że jest w tym znakomita. Choć w pracy (jest dziennikarką w magazynie lifestylowym dla panów) idzie jej znakomicie, to jej życie prywatne można by uznać za pasmo katastrof. Oczywiście to tylko my możemy tak sądzić, gdyż ona jej z niego bardzo zadowolona.Celebrity Sightings In New York City - July 16, 2014

Świat Amy to (jak dla mnie zupełnie niewiarygodny, a przez to zabawny) twór, w którym wszystko jest na opak. Odwrócono schemat komedii romantycznych, w których to mężczyźni nie chcą się angażować, a kobiety usychają z tęsknoty za księciem z bajki, z którym mogłyby uwić rodzinne gniazdko. Tutaj Amy narzuca zasady gry, a są one bardzo proste: nie angażować się, nie zostawać u faceta na noc, nie uprawiać seksu na trzeźwo, nie okazywać żadnych ,,zdrowych” emocji. To mężczyźni mają serca miękkie jak masło, rozmawiają między sobą o uczuciach i marzą o stałych związkach (świetna rozmowy LeBrona z Aaronem). Jestem pewna, że niejedna samotna dziewczyna na seansie rozmarzy się nad taką utopijną wizją świata damsko-męskich relacji.

Oczywiście, jak to zwykle bywa w komediach, świat naszej bohaterki wywraca się do góry nogami, gdy spotyka tego jedynego. Lekarz sportowy, z którym ma przeprowadzić wywiad, okaże się (z zupełnie niezrozumiałych dla mnie względów) zupełnie odporny na zabiegi mające na celu pozbycie się go. Obdarzony twarzą nietoperza Aaron (Bill Hader) staje do walki o serce tej bardzo ,,męskiej” niewiasty, choć tak naprawdę, to ona zawalczy o niego, bo wszak role są tu odwrócone.

Rubaszny, przesłodzony, niestrawny

Za nic w świecie nie obejrzałabym tego filmu po raz drugi. Choć zdaje się, że już się uodporniłam na amerykańskie obrzydliwości humorystyczne, które w sumie przestały robić na mnie po Tedzie jakiekolwiek wrażenie, to jednak do twarzy Amy Schumer, podobno największej gwiazdy stand-upu w USA, przyzwyczaić się nie mogę. Wiem, że to niesprawiedliwe, bo w końcu nie jej wina, że ma takie geny, a zresztą dzięki poczuciu humoru i inteligencji jest w stanie ironicznie obśmiać własną powierzchowność, to jednak ja na nią patrzeć nie mogę. To autentycznie najmniej poprawna estetycznie osoba jaką widziałam na ekranie. Siłą woli zmuszałam się w pewnych momentach do patrzenia na jej niemożebną mimikę i całą masywną posturę, chwiejącą się na niebotycznych szpilkach. Rozumiem, że to może być protest przeciwko narzucanym przez branżę modową nierealnym kanonom piękna. Przecież brzydkie dziewczyny też mają prawo chodzić po tym świecie. No ale źle ubrana, wiecznie pijana i z petem w ustach Amy jakoś mnie odstręcza i zupełnie do mnie nie przemawia w roli łamaczki męskich serc. Co niby miałoby być w niej takiego atrakcyjnego dla płci przeciwnej, skoro na pewno nie wygląd i nie osobowość. Jak widać, zupełnie nie dotarło do mnie przesłanie filmu, poza oczywistym odwołaniem się do tego, że prawdziwa miłość wszystko zmienia i że każda z nas marzy o zostaniu matką. Tak, tutaj nic się nie zmieniło, nie ma co liczyć na oryginalność.

Szkoda naprawdę, że nie zagrała tu jakakolwiek inna aktorka, bo byłby z Wykolejonej znakomity negatyw Druhen. Nawet początki tych filmów są takie same, tyle że na odwrót. Biednej Annie nikt nie chciał, a Amy chcą wszyscy, tylko że zupełnie nie rozumiem dlaczego.

Wykolejona-2

Na wielką uwagę zasługuje także drugi plan tej komedii, która, w moim subiektywnym odczuciu wprost nie zasługuje na udział takich gwiazd jak Tilda Swinton (może grać mężczyzn, anioły i wiedźmy, to dlaczego wszyscy się dziwią, że może zagrać też atrakcyjna kobietę?) czy Ezra Millera (znów razem po Kevinie). Gdy w jednej scenie z nimi pojawił się dodatkowo Randal Park, niemal przestałam żałować, że zdecydowałam się na ten seans. Niestety takich scen jest tu niewiele, bo pierwszy plan należy do Amy i jej nietoperza Aarona (do Draculi by się chłopak nadawał znakomicie). Szczególnie zapadła mi w pamięć scena dziwacznego seksu z udziałem Millera (aż miałam dreszcze obrzydzenia patrząc na to), ale i tak cały film wygrywa LeBron James, grający samego siebie. Ten podobno dość znany amerykański koszykarz, fantastycznie odgrywa zaniepokojonego przyjaciela i wyjątkowo skąpego dziwaka. Jego rozmowy z Aaronem są jak męskie wersje dialogów z Sex and the City. Naprawdę mam nadzieję, że James będzie kontynuował karierę aktorską, gdyż ewidentnie dysponuje fantastycznym poczuciem humoru, a kamera go kocha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *