Między nami bliźniętami

Nikt nie zna nas tak dobrze i nie potrafi nas zranić tak dotkliwie, jak własny brat czy siostra i właśnie o tym jest ten film. Jestem pewna, że tę nieoczywistą, wyciszoną, kameralną komedię pokochają wszyscy widzowie, którym rodzeństwo w podobnym wieku uprzyjemniało i nadal uprzyjemnia życie. Więź między tytułowymi bliźniakami została tu pokazana w absolutnie fantastyczny sposób. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że oglądany film mówi mi coś ważnego o więziach rodzinnych, depresji i ogólnie życiu, a przy tym bawi do łez i wzrusza… cóż, także do łez. Tylko tego nieszczęsnego pokolenia jedynaków mi żal. Oni mogą naprawdę nie wiedzieć, co jest w tym wszystkim ważnego lub śmiesznego.

Ekscentryczni samobójcy

Milo (Bill Hader) i Maggie (Kristen Wiig) są połączeni nie tylko identycznymi genami, ale i ogromnym nieszczęściem z dzieciństwa, które splotło ich ze sobą więzią, jaką na próżno będą próbowali zbudować z innymi ludźmi. Gdy byli nastolatkami, w tragicznych okolicznościach stracili ojca, co uwolniło w nich autodestrukcyjne zapędy. Narcystyczna wariatka jaką mieli za matkę też nie pomogła w tym, by wyrośli na poprawnych i zrównoważonych obywateli. Poznajemy to urocze i wcale nie podobne rodzeństwo w momencie, gdy na skutek nieudanej próby samobójczej Milo ląduje w szpitalu, skąd odbiera go Maggie. Zaniepokojona stanem brata zabiera go do swojego domu, w którym mieszka z poczciwym, sympatycznym i lekko nierozgarniętym mężem Lancem (Luke Wilson). Z początku wydaje nam się, że to Milo jest tym dziwnym i niedojrzałym bratem, którym musi się opiekować odpowiedzialna i poukładana siostra. Wszystko wskazuje na to, że zawiedziony porażką swojej aktorskiej kariery gej ze złamanym sercem, zamieszkał z Maggie tylko dlatego, że po sąsiedzku rezyduje nauczyciel, który go uwiódł w dzieciństwie. Milo pragnie odnowić romans, choć Rich (Ty Burrell) bardzo się wzbrania przed ujawnieniem (ale przed łóżkowymi igraszkami już mniej). Trzeba przyznać, że Milo ma problem, ale po bliższym poznaniu, zdradzająca męża i symulująca starania o dziecko depresyjna Maggie to dopiero wyzwanie dla terapeuty. Para smutnych, desperacko rozerotyzowanych bliźniaków w średnim wieku i w totalnym emocjonalnym niżu, i to ma być komedia? Jak najbardziej. Śmiesznych momentów jest tu tak samo wiele jak smutnych czy wzruszających, tyle że jest to humor nieoczywisty, który nie każdemu może się spodobać. Ja go uwielbiam i na zmarszczoną twarz Kristen Wiig mogłabym patrzeć bez przerwy.

Dziwne, ale prawdziwe

Z początku może nam się wydawać, że kierunek, jaki obrała ewolucja osobowości tych bliźniaków, jest wręcz nieprawdopodobny, ale w miarę jak coraz głębiej wchodzimy w tę historię, odnajdujemy w niej wiele życiowych prawd. Spokojnie można się identyfikować z Maggie i Mile nawet jeśli nie jest się niespełnionym aktorsko gejem czy sfrustrowaną trzydziestokilkulatką uwięzioną w nieszczęśliwym małżeństwie z wiejskim głupkiem. To są żywe postaci, z którymi rodzice obeszli się dość okrutnie, próbujący teraz, po dziesięcioletnim milczeniu, poskładać na nowo to co kiedyś było rodzinną bliskością. U obojga kryzys przyszedł w tym samym czasie, więc nie muszą tracić energii czy pieniędzy na specjalistów. W końcu rozumieją się najlepiej na świecie i mogą być swoimi terapeutycznymi lustrami.

Urzekające dla mnie są szczególnie nie te sceny, w których dochodzi do ostrych konfrontacji i wywlekania najboleśniejszych szczegółów, ale te chwile luzu, gdy z Milo i Maggie znów wyłażą małe rozbrykane dziecioczki. Rozmowa o książce Marley i ja, czy wygłupy w gabinecie dentystycznym, dają nam pewne wyobrażenie o bratersko-siostrzanej miłości, której nie zaszkodził foch trwający dekadę. A już scena z podkładaniem głosów do Nothing’s gonna stop us now z pewnością przejdzie do historii. Choćby dla tych kilku chwil występu warto obejrzeć cały film. Po Druhnach wiedziałam, że Kristen Wiig jest dobra w czymś takim, ale nie że aż tak.

Kristen Wiig i Bill Hader

Jak oni to robią!?

Nie mam pojęcia, co ci ludzie robili na planie, żeby się nie śmiać cały czas. To chyba sztuka wymagająca szalonej dyscypliny, nie wybuchnąć rechotem z własnych żartów. Przez to, że cały czas potrafią zachować powagę, rzecz jest jeszcze zabawniejsza. Najbardziej podobało mi się kamienne spojrzenie Wiig nim zaczęła niby śpiewać. Górna część twarzy się nie rusza, a dolna robi swoje. Mam nadzieję, że doczeka się jeszcze wielu pochwał za ten występ. Odrobinę mniej przypadł mi do gustu jej brat o dziwnej twarzy. Nie wiem dlaczego, ale Hader wygląda mi trochę na niebezpiecznego psychopatę, ale może dzięki temu jest większy element zaskoczenia gdy przebiera się na Halloween. Wyjątkowo także Luke Wilson zaprezentował się godnie. Nie jest wesołkowaty i nie drażni jak zwykle. Cała trójka wciela się w swoich bohaterów z jakąś taką ciepłą wyrozumiałością i akceptacją, przez co jeszcze pełniej możemy odczuć głębię prezentowanych konfliktów. Trzeba naprawdę dużo inteligencji i wyczucia by pokazać depresję w taki sposób.

Następnym razem gdy któryś z moich braci znów mnie zdenerwuje, zapodam sobie seans Między nami bliźniętami i wam radzę zrobić to samo.

Jedna myśl na temat “Między nami bliźniętami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *