Siostry

Starałam się podejść do tej komedii obiektywnie, mimo że zapowiedź nie była szczególnie zachęcająca, a reżyser Jason Moore popełnił wcześniej tak koszmarną rzecz jak Pitch Perfect. Niestety jego najnowszy twór, historię dwóch sióstr w średnim wieku, urządzających imprezę w stylu nastolatków, ogląda się z podobnym niesmakiem co fabuły poświęcone studenckim chórkom. Gdy już myślisz, że coś jest naprawdę śmieszne, za każdym razem sytuacja przechodzi w coś bardzo chorego. To chyba komedia dla ludzi znacznie młodszych ode mnie (choć wiek bohaterów wskazuje na coś innego) lub mających inne poczucie humoru, a także prób odporności na żenadę w zupełnie innym miejscu. Żałuję, że nie da się już Sióstr odzobaczyć.

Infantylne czterdziestki

Maura (Amy Poehler) i Kate (Tina Fey) są od siebie tak różne, że gdyby nie podobnie niski iloraz inteligencji, można by pomyśleć, że jedna z nich została adoptowana. Maura to bezdzietna rozwódka, na co dzień pielęgniarka, próbująca każdą minutę wolnego czasu zabić w sposób tyleż twórczy, co zupełnie bezsensowny. Jest drętwa, a jej życie zionie pustką. Natomiast Kate jest samotną matką, wieczną imprezowiczką, która nie potrafi utrzymać żadnej pracy, a dziury w budżecie łata dorabiając sobie jako kosmetyczka (oczywiście jest najgorszą kosmetyczką na świecie, o czym wymownie świadczą brwi jednego z jej klientów, a także jej własne paznokcie).

Amy Poehler i Tina Fey

Obie panie zostają wręcz nienaturalnie zszokowane informacją, że ich rodzice sprzedają rodzinny dom i przenoszą się do apartamentu we wspólnocie ludzi w podobnie zaawansowanym wieku. Kobiety, nie mogąc się z tym pogodzić, postanawiają podczas sprzątania swoich pokoi, urządzić w domu ostatnią imprezę, taką w stylu starych dobrych czasów. A że wiadomo, że dla Amerykanów najlepsze czasy, to te nastoletnie, na domówkę zostaje zaproszona niemal cała ich dawna klasa z liceum. Będzie to naprawdę dziwaczne spotkanie po latach.

Oklepane i mało śmieszne

Cała wątła fabuła tego filmu opiera się na grze przeciwieństw. Maura, uchodząca za nudną i sztywną, chce na ostatniej imprezie zaszaleć, a rozrywkowa Kate ma się przez tę noc nauczyć odrobiny odpowiedzialności. Normalnie aż się cała jeżę na wspomnienie, że oto obejrzałam kolejny film o skrajnie różnych siostrach, które i tak na końcu wszystko sobie wybaczają, a my jesteśmy świadkami zacieśniania rodzinnych więzi i porozumienia krwi ponad charakterologicznymi podziałami. No ileż można?! Podobnie oklepane jest pokazywanie ludzkich typów wedle licealnych podziałów na nudziarzy, kujonów, osiłków, imprezowiczki i tak dalej. To, że są już dorośli, nie oznacza wcale, że ich psychika opuściła już szkolne korytarze.

Bardzo nie odpowiadał mi też niski poziom dowcipasów, którymi Siostry są gęsto naszpikowane. Naprawdę wolałabym wierzyć, że w pewnym wieku wyrasta się z żartów falliczno-analnych, ale niestety ta komedia sprawia, że trudno jest mi utrzymać to przekonanie. Patrzenie na wygłupy nastolatków w co drugiej amerykańskiej produkcji jest wystarczająco przykre, ale gdy podczas szalonej imprezy dochodzi do całkowitej alkoholowo-narkotykowej demolki w wykonaniu dwóch upośledzonych kobiet w wieku przedmenopauzalnym, to widz już naprawdę może stracić wiarę w ludzkość. No a już akcja z pozytywką sprawiła, że mi (metaforycznie) ręce i szczęka opadły. I dobrze mi tak! Czego się mogłam spodziewać po filmie, w którym największego przystojniaka gra Ike Barinholtz, czyli przygłupi Morgan z The Mindy Project.

Siostry to także masakra pod względem estetycznym. Główne bohaterki dorastały we wczesnych latach 80 i niestety powrót do domu wiąże się dla nich także z powrotem do neonowych kolorów, cekinów i lycry. Osobiście uważam, że na przykład scena w sklepie odzieżowym powinna być opatrzona jakimś ostrzeżeniem. Patrzyłam na to z poczuciem rosnącej żenady i zawstydzenia, chcąc niemal wziąć te panie w obronę, bo przecież nie wypada śmiać się z upośledzonych umysłowo. A zresztą, gdybym chciała patrzeć na kobiety bardzo dojrzałe, które ubierają się i zachowują jak uzależnione od alkoholu nastolatki z poważną wadą wzroku i deficytem dobrego gustu, to wystarczyłoby mi spoglądanie przez własne okno na szczecińskie ulice lub wycieczka do centrum handlowego. Nie muszę jeszcze cierpieć oglądając film, który podobno miał być komedią.

Jakoś zupełnie nie bawi mnie także roztaczana w tej produkcji wizja, że wszystko, co nie jest ostrym imprezowaniem, jest totalną stratą czasu, a starzenie się czy rodzicielstwo to godne pożałowania i przyziemne aspekty dorosłego życia. Zamiast się śmiać, można się tylko Siostrami zasmucić. O ich rodzicach, dzieciach czy związkach już nawet nie będę wspominać.

Naprawdę odradzam wszystkim ten film. Jedynym pozytywnym aspektem był tu chyba tylko występ Johna Ceny, który jako milczący handlarz narkotyków, jest najsympatyczniejszym pakerem jakiego widziałam. O jego bohaterze, Pazuzu, powinna być ta komedia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *