Złodziej tożsamości

Jeśli komedia, w której występuje półtora sławnego komika nie jest śmieszna nawet przez moment, to coś musi być z takim filmem bardzo nie w porządku. Osobiście nie przepadam za twórcami filmu TED, którzy zrobili też Złodzieja tożsamości (A czemu nie złodziejkę?). Durna komedia o gadającym sprośnym misiu wydawała mi się szczytem zdziecinnienia i ogólnie głupoty, ale i tak postanowiłam obejrzeć ich kolejne dzieło, powodowana zaciekawiającym opisem. Nie lubię także Jasona Batemana, ciapowatego męczennika, który w każdym filmie próbuje rozśmieszyć bezskutecznie widzów grając smutnego klauna, który nie wie co się dzieje. Dlatego uważam, ze jest tylko połową prawdziwego komika. Za to wprost uwielbiam Melissę McCarthy, nawet mimo jej udziału w potworku serialowym zwanym Mike&Molly. Oglądając Złodzieja tożsamości liczyłam na momenty przebłysku prawdziwego komediowego talentu takie jak w Druhnach, jednak szczerze się zawiodłam. Skoro nawet ulubiona grubaska wszystkich Amerykanów nie jest tu śmieszna, to coś jest poważnie nie w porządku.

Podejrzewam, że za klęską tej produkcji, stoi niezdecydowanie producentów, którzy z jednej strony chcieli mieć lekką, pocieszna komedyjkę, a z drugiej pouczający film familijny o tym jak to ważna w życiu jest rodzina i prawdziwa przyjaźń. Nie dało się tego pomieścić w jednym obrazie i wyszło przez to wiele zgrzytów.

Nieciekawa jest także sama fabuła, bo od początku wiadomo, że jak gruba dziwna kobieta kradnie tożsamość chudego sztywniaka (Księgowy! Nuda!), to prędzej czy później się spotkają i zmienia się pod wpływem tego spotkania oboje. Szczególnie denerwujący wydaje mi się fakt, że skoro scenarzystom i reżyserowi zależało na tym, by między głównymi bohaterami nie było napięcia seksualnego, to dali do żeńskiej roli aktorkę bardziej niż przy kości. Bo co? Jakby była jakakolwiek szczuplejsza to od razu musiałoby dojść do zbliżenia? I że niby na taką McCarthy nikt by się nie połakomił? Strasznie to stereotypowe. Właśnie przez to sceny takie jak ta, w której Diana tłumaczy się żonie swojej ofiary, że w drodze do niczego między nimi nie doszło, są żenujące, a miały być zapewne śmieszne.

A teraz jeszcze coś z zupełnie innej beczki. Wiele osób zapewne oglądając Złodzieja tożsamości będzie się zastanawiać czemu Melissa McCarthy nieco się nie odchudzi. Niedługo naprawdę nie będzie widać jej pociesznej mimiki na obrośniętej tłuszczem twarzy. Powinno jej w końcu zależeć na zdrowiu i to szczególnie teraz, gdy jej kariera tak prężnie się rozwija, a amerykańscy krytycy bardzo jej dokuczają z powodu tuszy. Myślę, ze wiem dlaczego jest coraz większa i zapewne z każdym filmem będzie jeszcze rosła. Po prostu jest duży popyt na aktorki charakterystyczne (tak jak w Polsce na Cezarego Żaka). Dzięki swoim wałeczkom utalentowana komediantka będzie miała pracę jeszcze przez długie lata, o ile oczywiście nie dopadnie jej zawał lub inne otyłościowe choróbsko. Sprytnie sobie to wymyśliła. Świetnie by było gdyby w przyszłości ktoś zaproponował jej udział w komedii razem z Whitney Cummings, będącą na drugim biegunie śmieszności. To dopiero byłby kontrast. Nie to co z jakimś tam bezbarwnym Batemanem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *