Ameryka wielokulturowa w serialach Black-ish i Fresh Off the Boat

Gdy biali Amerykanie nabijają się w telewizji z czarnych lub Azjatów, to jest to godny pogardy wyraz braku tolerancji, a wręcz chamskiej głupoty. Co innego, gdy robią to sami przedstawiciele mniejszości, strzelając z ekranu niewybrednymi żartami opierającymi się na stereotypach dotyczących ich ras. Im wolno i choć widz może się poczuć przy tym nieswojo, to jednak trzeba przyznać, że spojrzenie prezentowane w dwóch serialach z ostatniego roku, rzuca zupełnie nowe światło na zagadnienie tolerancji w amerykańskim społeczeństwie. W obu bowiem przypadkach chodzi zarówno o to jak czują się kolorowi z białymi, ale też o to jak czują się kolorowi sami ze sobą i jak odnajdują własną tożsamość. Jeśli interesuje was to, co dziś znaczy być bogatym czarnym lub ubogim Azjatą w USA, zapraszam do oglądania. Od środka to wszystko wygląda znacznie ciekawiej niż można by przypuszczać.

Black-ish

W przeciwieństwie do większości czarnoskórych Amerykanów pokazywanych w telewizji, rodzina Johnsonów jest dość zamożna. W ich sąsiedztwie, w bogato urządzonych domach, mieszkają sami bogaci biali i wszystko jest w porządku, póki ojciec rodziny, Andre (Anthony Anderson) nie zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie zapomnieli o swoich korzeniach. W każdym odcinku Andre, który jest jakby narratorem oprowadzającym nas po swoim świecie, ma do rozwiązania inny problem związany z rasą. Trzeba od razu powiedzieć, że większość tych problemów istnieje tylko w jego głowie, bo dzieciaki i zaradna żona, spontanicznie i bez zbędnych namysłów, dopasowują się do sytuacji.

MARSAI MARTIN, MARCUS SCRIBNER, YARA SHAHIDI, ANTHONY ANDERSON, MILES BROWN, TRACEE ELLIS ROSS

Andre i jego żona Rainbow (Tracee Ellis Ross) to pozornie para jakich wiele w serialach. On jest odnoszącym sukcesy biznesmenem, a ona szanowanym i zapracowanym lekarzem, jednak kolor skóry sprawia, ze Andre uważa ich sytuację za wyjątkową i ciągle ją roztrząsa. Ich rozmowy, często przesycone zjadliwym humorem, są nadzwyczaj interesujące. On wszędzie dopatruje się przejawów dyskryminacji, a ona go uspokaja. On chce by jego dzieci pamiętały o swych Afrykańskich korzeniach, a ona słyszy, że nie ma nic do gadania bo nie jest wystarczająco biała. W dodatku, gdy sprawy nabierają naprawdę absurdalnego rozpędu, w pobliżu zawsze jest papcio, czyli ojciec Andre (Laurence Fishburne), który niby się nie wtrąca, ale wie jak sprowadzić syna na ziemię.

Cała rodzina jest przesympatyczna, a ich perspektywa naprawdę daje do myślenia. Mam jednak pewien problem z Andre, który z jednej strony stara się być w swoim zachowaniu bielszy od stereotypowych białych, a jednocześnie ciągle narzeka, że jego dzieci i żona nie są dość czarni. Mógłby się chłopak zdecydować. W dodatku jego upodobanie do ostentacyjnego luksusu jak z teledysków 50 Centa oraz niewybredne żarty, to zdecydowanie nie moje klimaty.

Fresh Off the Boat

Pomysł jak w Black-ish, ale wykonanie moim zdaniem znacznie lepsze. Tutaj po swoim świecie oprowadza nas nastoletni Eddie Huang (Hudson Yang). Mamy lata dziewięćdziesiąte, a pochodząca z Tajwanu rodzina Huangów przeprowadza się z Waszyngtonu na południe, gdzie w małym mieście tata Huang (Randall Park) postanawia otworzyć restaurację ze stekami w teksańskim stylu. Jakby nie wystarczało, że Eddie jest jedynym Azjatą w mieście, to w dodatku ubiera się jak czarny gangster i słucha tylko hip-hopu, o czym wylewnie opowiada każdemu, kogo spotyka. Od pierwszego odcinka wiadomo, że chłopak będzie miał poważne problemy z aklimatyzacją, ale znów nie aż tak wielkie jak na przykład jego matka. Mama Huang (Constance Wu) to prawdziwa sensacja tego serialu. Tak jak jej mąż całym sobą kocha i podziwia zachodnią kulturę, tak ona stara się celebrować w każdy możliwy sposób chińskie korzenie swojej rodziny. Uwielbiam ją za to, że jest wręcz stereotypową azjatycką matką tygrysicą, zmuszającą dzieci do nauki i wprowadzającą w domu surową dyscyplinę. Jest w tym wszystkim bardzo zaradna i autentycznie śmieszna, zwłaszcza, że na co dzień współzawodniczy nie tylko z innymi rodzicami czy swoimi wygórowanymi oczekiwaniami, ale i z całą rodziną pozostawioną w Waszyngtonie, której musi udowodnić swoją wartość. Ta mała nabuzowana kobietka to czysta ambicja.

Fresh-of-the-boat-1

Równie ciekawe są też postaci drugoplanowe. Uwielbiam braci Eddiego, Evana i Emery’ego, którzy za każdym razem gdy się odzywają, mówią coś mądrego i są najspokojniejszymi, najbardziej zrównoważonymi szkrabami na świecie. Ci chłopcy to wcielony ideał dziecka, który każdy chciałby mieć. No i jest jeszcze babcia Huang, wspaniale komiczna postać rozładowująca napięcie swoim wyluzowanym stylem bycia (i to nic, że nie mówi ani słowa po angielsku).

Huangowie są dokładnie tacy jak wszyscy typowi Azjaci z dowcipów. Kultywują swoje zwyczaje, są bardzo przywiązani do rodziny i niezwykle pracowici. Jednocześnie bawią nas ich usilne starania by wtopić się w okoliczną ludność, choć też serial ten pomaga zrozumieć, dlaczego bez tego nie osiągną sukcesu towarzyskiego czy zawodowego.

Z tych dwóch seriali zdecydowanie bardziej wolę Fresh Off the Boat, który jest zabawniejszy i mniej wulgarny niż Black-ish, ale sądzę, że oba wnoszą wiele dobrego do telewizji, pokazując problemy mniejszości oczami ich przedstawicieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *