Outlander

Wśród widzów same zachwyty, co zawsze wzbudza moje podejrzenia. Obejrzałam pierwsze odcinki bez większego przekonania, dalej było trochę lepiej, a teraz już prawie się wciągnęłam, już mnie prawie historia zaczęła obchodzić. Wszystko się wyjaśniło po małych poszukiwaniach, kiedy okazało się, że kręcony właśnie serial jest ekranizacją bardzo poczytnej sagi romansowej niejakiej Diany Gabaldon. Jak zwykle w przypadku łatwo wchodzących w jeden wieczór powieścideł, znalazły się całe zastępy zachwyconych czytelniczek, a teraz również i widzek (też pewno poczytam jak mnie stać będzie na kupno, na razie nieliczne egzemplarze chodzą po stówkę na allegro). Outlander to na szczęście starannie kręcona produkcja historyczna, w którą widać, że wpompowano sporo pieniędzy, dlatego też podejrzewam, że serial jest znacznie lepszy niż powieść pod tytułem Obca, pierwsza część mającej być niedługo wydanej w całości sagi.

Zakręcona w czasie

Akcja serialu Outlander rozpoczyna się od zakończenia drugiej wojny światowej, kiedy to para Anglików, spełniających do tej pory swój obywatelski obowiązek, może się na nowo połączyć. Claire Randall (Caitriona Balfe) była podczas wojny super dzielną pielęgniarka, a jej drętwy mąż Frank (Tobias Menzies) walczył jako oficer na froncie. Gdy walka się skończyła, małżeństwo postanowiło wybrać się do malowniczej Szkocji na drugi miesiąc miodowy. Pomiędzy chwilami, w których para na nowo uczy się intymności, jest zwiedzanie malowniczych ruin i pradawnych miejsc kultu. Wśród atrakcji znajduje się nawet zamek wizytowany niegdyś przez przodka Franka, pogromcę szkockich buntowników, niejakiego Jonathana ,,Black Jacka” Randalla (którego także gra Menzies) oraz kamienny druidyczny krąg, wciąż wykorzystywany przez lokalne ,,czarownice”. Akcja na dobre rozkręca się, gdy Claire wraca do kamieni sama, po tym jak z mężem podglądała tu nocne świąteczne obrządki, dotyka kawałka skały i przenosi się w czasie do roku 1743. Zaraz też, nim zdąży się zorientować kiedy i gdzie jest, zostaje uratowana i uwięziona przez grupę zarośniętych szkockich górali i zabrana do rodowej siedziby rodu MacKenzie, czyli zamku, który wcześniej zwiedzała. Teraz musi się nieźle nakombinować, by znaleźć sposób na wydostanie się z twierdzy i powrót do 1945 roku. Nie będzie łatwo, ponieważ pochopnie przyznała się do leczniczej profesji i znajomości ziół (co doznający częstych urazów Szkoci chętnie wykorzystują), a także dlatego, że pewien przystojny rudzielec w kilcie wciąż wymaga jej fachowej i czułej opieki.

OUT-Elevated_20131004_NB-0645.jpg

Irytująca koza w kraciastej spódnicy

Fabuła Outlandera jest naprawdę ciekawa. Podoba mi się taki miks historii i fantasy, choć już tyle razy pomysły z cofaniem się w czasie były w podobny sposób wykorzystywane i na ekranie i w literaturze. Szczególnie udane są kreacje braci MacKenzie, którzy budzą grozę i zaciekawienie. Świetnie wypada także cały koloryt lokalny. Serial można potraktować jako lekcję z historii dla początkujących i niezbyt obeznanych uczniów. Aż chce się na nowo sięgnąć do młodzieńczych lektur Waltera Scotta. Niestety całą atmosferę, tak pieczołowicie budowaną za pomocą zdjęć zielonych wzgórz, chmurnego nieba i cienistych komnat, a także przy udziale nastrojowej pseudo folkowej muzyki, psuje postać głównej bohaterki. Dziewczyna jest irytująca do granic możliwości, we wszystkich swoich małych intrygach jakaś niepełnosprytna, a na domiar złego na grającą ją Catrionę Balfe nie da się patrzeć. Ładna i zgrabna aktorka nie została przez bozię pobłogosławiona talentem do gry i przy innych, naprawdę niezłych aktorach, jest takim samym drewnem jak Mroczki przy Pyrkoszu w pierwszych odcinkach M jak miłość. Słania się kobiecina, wzdycha i robi wszystko ze sztucznością sklepowego manekina. Nie mogę się także oprzeć wrażeniu, że przez twarz i całą figurę wygląda zwyczajnie jak niezgrabna koza, a przebranie się w kraciastą szatę z XVIII wieku w niczym nie pomogło.

Outlander-2

Jedyny przystojny rudzielec w Szkocji

Serial jest zdecydowanie dedykowany żeńskiej części widowni, dlatego też jego główną atrakcją jest męski bohater. By zrównoważyć kanciastość postaci Claire potrzeba było wielkich pokładów wdzięku i urody, ale o dziwo się udało. Grający Jamie’go Sam Hengham z zafarbowanymi na rudo lokami, w kilcie i obnażający swoje umięśnione ciało częściej niż wymagałby tego jakikolwiek opatrunek, to największa ozdoba tej produkcji. Jego postać emanuje męską siłą (wszak ujeżdża konie) i tajemniczością, co nie pozwala nam mieć jakichkolwiek złudzeń co do romansowych podstaw całej fabuły. Jamie, siostrzeniec głowy klanu Columa MacKenzie (Gary Lewis) jest tu jedynym przystojnym mężczyzną, szczególnie urodziwym w zestawieniu ze swoim koślawym i starym wujem. Reszta panów przypomina włochate gnomy albo Talkienowskie krasnoludy. Jestem pewna, że twórcy serialu z premedytacją wykreowali taką postać, która jawi nam się jako jedyny przystojny rudzielec w całej Szkocji, co nie świadczy do końca dobrze o tej produkcji.

Outlander-amanci

Każdy kto ma oczy musi przyznać, że cierpiący na szczękościsk mąż Claire, do którego tak usilnie (choć jak na mój gust bez przekonania) biedaczka stara się powrócić, nie ma w zestawieniu z tym facetem żadnych szans.

Jednak warto

Jesienne seriale póki co nie zachwycają, więc z braku lepszych i przy dużej ilości gorszych, warto zasiąść do Outlandera. Serial szczególnie spodoba się oczywiście wielbicielkom lekkiej romansowej prozy autorki powieści, ale także każdemu kto lubi historyczne klimaty. Zachwyceni będą także anglofile zafascynowani odmianami brytyjskiego akcentu i osobliwym archaicznym słownictwem. Choć tych ostatnich może mocno zdziwić fakt, że XVIII-wieczni Szkoci uwierzyli, że dziwnie mówiąca pani jest po prostu Angolką, a tak jak ona mówią zapewne wszyscy na Południu. Nawet mnie wydaje się to mocno naciągane i nielogiczne, ale może innym widzom podobne absurdy nie psują radości z oglądania.

7 thoughts on “Outlander

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *