Urszula Zarosa, Status moralny zwierząt

Dzisiaj poruszę temat bardzo bliski memu sercu, a mianowicie stosunek ludzi do zwierząt. Nie ma chyba takiej dziedziny naszego życia, która nie dotykałaby w jakimś stopniu innych żyjących stworzeń. Miliony zwierząt są codziennie zabijane na mięso, które zjadamy, dla skór i futer, które nosimy i dla licznych składników dodawanych do kosmetyków. Wielu z nas zażywa leki, które były wcześniej testowane na zwierzętach, korzystamy również ze szczepionek wytworzonych przy ich udziale. Jeśli zaś chodzi o potrzeby bardziej psychiczne, to przecież dla naszej przyjemności rozmnażamy i trzymamy w domach liczne gatunki zwierząt pokrytych sierścią, łuskami i piórami. Chodzimy też do zoo, odwiedzamy cyrki i chętnie śmiejemy się ze zwierzaków pokazywanych w TV. Z bardzo wieloma gatunkami zwierząt żyjemy tak blisko, tak do nich przywykliśmy, że praktycznie większość z nas nie wyobraża sobie by było inaczej. Ale czy to jest moralne? Zastanawialiście się kiedyś nad tym?

Zimna precyzja naukowej rozprawy

Jako osoba niejedząca mięsa i nabiału, a do tego posiadająca psa i (aż!) dwa koty (były trzy do niedawna), nieraz przekonałam się, że społeczeństwo nie wybacza jakichkolwiek odchyleń od ,,normy”. Za każdym razem gdy mówiłam, że czegoś nie zjem bo nie jest wegańskie, albo gdy wspominałam, że nie mogę na dłużej wyjechać z powodu podopiecznych, spotykałam się z falą bardzo zjadliwej krytyki i to często od najbliższych mi osób. Wśród złośliwych uwag te o tym, żebym ,,nie wydziwiała i jadła jak człowiek” czy ,,bym sobie zrobiła dziecko zamiast niańczyć psa” należały do najmniej uszczypliwych. Temat zwierząt i tego co z nimi robimy, jest dla większości ludzi szalenie emocjonalny. Coś, co postrzegałam jako mój indywidualny wybór i do czego przecież nikogo nie zmuszałam, mięsożercy uważali za atak na ich wolność i styl życia. Dziwne to i męczące, zwłaszcza jeśli, tak jak ja, nie ma się w swoim otoczeniu nikogo o podobnych poglądach.

Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że Status moralny zwierząt był dla mnie jak powiew świeżego powietrza. Rozprawa naukowa o tym, co robimy zwierzętom i jakie są na to poglądy największych filozofów, nie odwołuje się do emocji czy subiektywnych odczuć, a jedynie do logicznych filozoficznych argumentów. Żadnego ,,jedzmy mięso bo jest takie smaczne”, ani ,,Bóg uczynił nam Ziemię poddaną”. Jedynie każdy z możliwych aspektów moralnych praw zwierząt rozważony na chłodno i bardzo precyzyjnie.

Co prawda jest to filozoficzna rozprawa naukowa, ale napisana językiem dość przystępnym by nawet czytelnik, któremu obce są takie sformułowania jak utylitaryzm czy potencjalność, mógł z niej wiele wynieść. Każdy wprowadzany termin jest wyjaśniany i precyzowany, dzięki czemu ma się wrażenie, że przez świat zagadnień współczesnej etyki prowadzi nas bardzo kompetentny przewodnik. Autorka zaczyna od objaśnienia tego, kogo uważa się za człowieka, a kogo za osobę, kto (zdaniem licznych filozofów na przestrzeni wieków) ma moralne prawa i obowiązki i jakie są poglądy na wykorzystywanie zwierząt największego autorytetu w tej dziedzinie, czyli Petera Singera, współautora W obronie zwierząt. Choć to wymagająca lektura, już po kilku rozdziałach wciągnęła mnie bez reszty, tak że wchłonęłam ją przez jeden wieczór.

Moralny mięsożerca?

W świetle argumentów, przytaczanych przez Urszulę Zarosę, ktoś taki nie może istnieć. Zamiast jednak wyjaśniać szczegółów dlaczego, odeślę was do źródła, czyli Statusu moralnego zwierząt. Nie jest to bowiem ciąg argumentów, który można od tak sobie streścić, a zresztą nie czuję się do tego kompetentną osobą, gdyż wykształcenia filozoficznego nie posiadam. Mogę za to zachęcić do lektury, która (bez względu na wasze poglądy) z pewnością okaże się rozwijająca i pożyteczna. Autorka przytacza wiele słynnych eksperymentów myślowych, przykładów i pytań o to, kiedy na przykład zabijanie żywej istoty jest słuszne. Czy zastanawialiście się dlaczego nie pobieramy organów od osieroconych niemowlaków lub nie testujemy kosmetyków na seniorach z demencją, skoro ich świadomość jest porównywalna z tym, co kryje się w głowach zwierząt? I dlaczego niektóre ssaki zjadamy z przyjemnością, a inne traktujemy jak ukochanych członków rodziny? No i w końcu jak to jest, że poświęcamy codziennie miliony istnień, a w szerszym kontekście także dobro naszej planety (kto widział Cowspiracy ten rozumie) dla ulotnej estetycznej przyjemności poczucia smaku mięsa w ustach? Odpowiedź na wszystkie te pytania znajdziecie właśnie w tej książce. Co więcej, znajdziecie tu także wiele pomysłów na to, jak krzywdę moralną zwierząt znacząco ograniczyć, bez naruszenia istotnych interesów ludzi.

To, co mi się w tej publikacji spodobało najbardziej, to część pt. Umysły zwierząt, z której dowiecie się do czego zdolne są czujące i myślące stworzenia, które tak wielu ludzi uważa jedynie za pokarm. Jestem pewna, że gdyby więcej mówiło się o tak zdumiewających faktach jak to, że kury potrafią uczyć się z telewizji, świnie mogą grać w gry komputerowe, a owce rozpoznawać swoich towarzyszy ze zdjęć, ludziom paróweczki i paszteciki mniej by smakowały. Zresztą, jakoś w głowie mi się nie mieści by każdy, kto może i nie wie (bo zapewne nie chce wiedzieć, wszak nie jest to wiedza tajemna) jak wygląda chów przemysłowy, ale za to ma w domu psa czy kota, zajadał się chętnie mięsem. Czy tylko mnie się wydaje, że sposób w jaki porozumiewają się z nami zwierzęta świadczy o ich wielkiej inteligencji i osobowości?

Niezwykle ciekawa jest także część tekstu poświęcona temu, jak edukować mięsożerców by stali się mniej żądni zwierzęcej krwi, futer i cierpienia. Jeśli zastanawiacie się kiedy wtargnięcie na fermę fretek jest słuszne lub czy warto dawać bliźnim dobry przykład, Urszula Zarosa także pomoże wam w rozwiązaniu tych dylematów.

Zapewniam, że dawno nie czułam takiej wdzięczności do autora po skończonej lekturze. Nagle okazało się, że nie jestem szalona, a powstrzymywanie się od spożywania pokarmów odzwierzęcych oraz od noszenia skór i futer, czy od odwiedzania cyrku, to zupełnie logiczny wybór. Z punktu widzenia utylitaryzmu preferencji jestem człowiekiem moralnym. Cóż, przynajmniej biorąc pod uwagę aspekt zwierzęcy. Teraz pozostaje mi tylko wykombinowanie, komu książkę polecić, pożyczyć, wmusić, by również doznał olśnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *