Simona Kossak, Saga Puszczy Białowieskiej

Podobnie jak wczoraj, dziś na blogu nadal klimaty ekologiczne i zwierzęce. Wydana w znakomitej serii EKO Wydawnictwa Marginesy (w tej samej co Dobra świnka) wznowiona wersja gawęd Simony Kossak to rzecz, którą każdy miłośnik dzikiej przyrody zdecydowanie powinien mieć na półce. Jest to też coś dla fascynatów mocnych i zdecydowanych postaci, które poświęcają życie by walczyć o dobrą sprawę. Taka właśnie była Simona, którą z perspektywy osobistej przedstawiła nam w zeszłym roku Anna Kamińska w książce Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak. W Sadze mamy okazję poznać tę niezwykłą przyrodniczkę poprzez jej pracę i jest to naprawdę niepowtarzalne czytelnicze i życiowe doświadczenie.

W kolebce życia

Książka skomponowana jest tak, że możemy ją czytać na wiele sposobów (całą za jednym razem, na wyrywki o poszczególnych epokach lub zwierzętach, tylko opowiadania). W ogólnym zarysie (dla tych, którzy preferują sposób ,,od deski do deski”) jest to linearna opowieść o początkach, rozkwicie i schyłku tego skupiska roślin i zwierząt, które dziś nazywamy Puszczą Białowieską. Simona Kossak traktuje sprawę bardzo poważnie i dogłębnie (wszak życie puszczy poświęciła) i zaczyna tam, gdzie był prawdziwy początek, czyli w czasach prehistorycznych. Najpierw za pomocą krótkiego opowiadania (są w każdym rozdziale, to te fragmenty na zielono), a potem już bardziej naukowym tekstem, autorka rysuje przed nami perspektywę wieczności. Oczami duszy obserwujemy epoki lodowcowe i zjawiska przyrodnicze, które miały wpływ na pojawienie się puszczy właśnie tam, gdzie się znajduje. Pradawna ostoja roślin i zwierząt opisywana jest następnie na tle pojawiających się w jej okolicach pierwszych ludzkich skupisk. Z epoki kamienia łupanego, przechodzimy w czasy starożytne i średniowieczne, a potem dalej, aż do czasów współczesnych. Plemiona polujące na mamuty za pomocą oszczepów, zostają zastąpione przez ludy słowiańskie, kolejni władcy mają różne pomysły na to jak puszczą zarządzać, a ona sama staje się z wieku na wiek coraz bardziej uboga w występujące na jej terenie gatunki.

Każdy rozdział składa się z fabularyzowanej opowieści (tekst zielony), następującego po niej tekstu historyczno-przyrodniczego, poświęconego temu jak układały się relacje kolejnych władców tych ziem i ich poddanych z Białowieżą, po czym następuje fascynujący (bardziej ścisły) wywód na temat wybranego gatunku żyjącej w puszczy istoty (ssaka, ptaka, owada lub drzewa).

Mnie osobiście bardzo przypadła do gustu taka wieloaspektowość. Simona Kossak znakomicie czuła i rozumiała, że to co nazywamy Puszczą Białowieską to nie tylko sam teren (gleby, skały, zasoby mineralne), nie tylko drzewa czy kilka gatunków zwierzyny łownej, ale cały ekosystem, którego (niestety!) ludzie są istotnym składnikiem. W gawędach przyrodniczki puszcza jest zwierciadłem, w którym przeglądają się kolejne wieki wielkiej historii kilku narodów, ale też ostatecznym dowodem na to, że z perspektywy przyrodniczej, gatunek ludzki jest śmiercionośną zarazą kalającą oblicze ziemi.

Ludzka chciwość i głupota

Czytanie kolejnych rozdziałów Sagi to słodko-gorzkie doświadczenie, przynajmniej dla mnie (możliwe, że czytelnicy mniej emocjonalni nie odebrali tego w ten sposób). Z jednej strony ogromnie się ucieszyłam, że po raz pierwszy od czasów licealnych mogłam zanurzyć się w ciekawych i aż tak szczegółowych faktach biologicznych. Przy okazji omawiania bytowania w leśnych ostojach każdego zwierza, jest on traktowany z największą wnikliwością. Pani profesor Kossak nie tylko opisuje zwyczaje godowe czy sposób odżywiania się żubra, tura, tarpana, lisa, bobra czy rosomaka, ale także przytacza barwną historię migracji zwierząt, ich wyginięcia, a czasem też powrotu na tereny Białowieży oraz śledzi najwcześniejsze historyczne noty, pojawiające się na kartach dzieł kronikarzy i podróżników (często tylko dzięki nim, jak w przypadku tura, możemy mieć jakiekolwiek wyobrażenie jak wyglądało życie zwierza w puszczy zanim człowiek nie wytępił całej populacji). W tych opisach widać nie tylko, że Simona Kossak miała ogromną wiedzę przyrodniczą, ale że kochała wszystko co żywe (może poza człowiekiem, ale trudno jej się dziwić). Zawsze stara się napisać co w danym stworzeniu było wyjątkowe, czym mógłby ująć nawet najbardziej odpornego obserwatora. Naprawdę trzeba nie mieć serca by się nie wzruszyć na przykład opowieścią o małych rosomaczkach, czy o tym jak dziki zajmują się nie tylko swoim, ale i cudzym potomstwem (takie świńskie przedszkole:). Niestety tam gdzie się serce wzrusza, może też niemal pęknąć, jak podczas czytania opowieści o Pepsi i Koli, dwóch młodych żubrach, którym głupi ludzie zgotowali naprawdę okrutny los.

Saga-puszczy-bialowieskiej-1

I tu dochodzimy do bardziej smutnych i gorzkich aspektów tej lektury. Osoby wrażliwe może ona zasmucić na wiele tygodni. Jest tak ponieważ niemal każdy rozdział kończy się przygnębiającą informacją o wymarciu jakiegoś gatunku, kurczeniu się puszczy lub o działaniach ludzi, które prowadzić mogą do jej całkowitej zagłady. Jeśli przyjąć perspektywę wczoraj omawianego Statusu moralnego zwierząt, to gatunek ludzki w stosunku do Białowieży od wieków jest zwykłym łupieżcą i pozbawionym wszelkiej moralności zbrodniarzem. W tej historii zabijanie zwierząt, masowe tępienie całych populacji, zdarza się bardzo często i gdyby to była powieść, a nie gawęda oparta na faktach, powiedzielibyśmy zapewne, że autorka niepotrzebnie epatuje taką falą sadystycznego wręcz okrucieństwa. To co zrobiono jeleniom, bobrom, tarpanom i wielu innym żyjącym stworzeniom woła o pomstę do nieba i jest o tyle bardziej szokujące, że nie zawsze chodziło tylko o dobycie mięsa czy innych dóbr niezbędnych biednym ludziom do przeżycia. Często o życiu i śmierci całych gatunków przesądzały tu przesądy, uprzedzenia i sadystyczna przyjemność z polowań. A już o łaskawie nam panujących władcach z dawnych wieków Simona Kossak ma wiele niepochlebnych rzeczy do powiedzenia. Nie będę tego teraz streszczać, ale gwarantuję, że opowieści o tym jak naganiano, chwytano i męczono zwierzynę tylko po to, by spasiony król mógł sobie z tronu lub pomostu postrzelać ze swej pykawki, sprawiają, że krew się w czytelnikach gotuje. Szczególnie o królu Auguście III Sasie mam do powiedzenia same nienawistne rzeczy, więc może się powstrzymam od pisania o nim w ogóle (zainteresowanych odsyłam do lektury).

Czytając o losach Puszczy Białowieskiej, systematycznie niszczonej dla mięsa, skór, rogów, futer, piór, zwierzęcych wydzielin, miodu i ludzkiej sadystycznej przyjemności, chciałoby się by choć współczesny finał tej Sagi miał dobre zakończenie. Życie jeszcze go nie dopisało i pozostaje nam jedynie trzymać kciuki za niepowodzenie planów wielu rządzących polityków i codzienne wsłuchiwania się w najnowsze wiadomości z nadzieją, że w końcu ludzie pójdą po rozum do głowy i zostawią puszczę w spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *