Nienasyceni

Jestem miłością, poprzedni film Luki Guadagnino, należy do moich ulubionych obrazów wszech czasów. Jego główną zaletą (w moim subiektywnym odczuciu oczywiście) jest poświęcenie całej uwagi nie tyle postaci, którą gra Tilda Swinton, lecz samej aktorce, jej niezwykłej osobowości, wrażliwości i urodzie. W Nienasyconych jest podobnie i jak dla mnie to wystarczający powód nie tylko do tego, by wybrać się do kina, ale by obejrzeć ten film jeszcze wiele, wiele razy. Oczywiście, tak samo jak w przypadku Jestem miłością, nie jest to film dla każdego. Jeśli lubicie rozbudowane dialogi, chcielibyście znać wszystkie motywacje psychologiczne postaci, no i ogólnie w filmach szukacie czegoś innego niż piękne zdjęcia i klimat, to raczej nie jest to kino dla was. Jeśli jednak, tak jak ja, od miesięcy przebieraliście nóżkami w oczekiwaniu na ten wiekopomny moment, kiedy na ekranie pojawi się dwójka waszych ulubionych aktorów, czyli Swinton i Fiennes, to nie będziecie zawiedzeni. Zarówno jej, jak i jego, jest na ekranie bardzo dużo, momentami widać niemal zbyt wiele:)

Większy plusk

Większy plusk, czyli A Bigger Splash, to oryginalny tytuł tego filmu, który nie jest sam w sobie oryginalny, gdyż to remake produkcji z 1969 roku pt. La Piscine (Basen), w której wystąpili Alain Delon, Jane Birkin i Romy Schneider. Możliwe, że mniej osób wyszłoby z kina w trakcie seansu (na szczęście w Pionierze to się nie zdarzyło, widać, że publiczność wyrobiona), gdyby wcześniej zapoznali się z oryginałem, dzięki czemu mieliby szerszy ogląd na pokazywane sprawy. Niestety nie byłoby wtedy żadnej niespodzianki w finale, co mogłoby być dla widzów rozczarowujące. Cóż, jeśli jeszcze nie byliście na Większym plusku, to może rozważycie jednak takie filmowe przygotowanie się do seansu.

A Bigger Splash

W filmie Luki Guadagnino pluskania jest bardzo dużo, gdyż głównymi bohaterami są tu osoby wypoczywające w rajskich okolicznościach przyrody malowniczej włoskiej wyspy Lampedusa. Marianne (Tilda Swinton) wybrała się tu wraz z ukochanym Paulem (Matthias Schoenaerts) w celu podreperowania stanu swoich strun głosowych. Jej gardło to bezcenny skarb, gdyż Marianne jest legendarną gwiazdą rocka, kobietą nazywaną symbolem swojej epoki, tytaniczną ikoną kultury. Ona i Paul przeżywają tu bardzo przyjemne i zmysłowe chwile, pełne spokoju i włoskiego słońca, jednak sielanka kończy się w momencie przybycia na wyspę jej byłego partnera. Harry (Ralph Fiennes) przylatuje na wyspę, zdeterminowany by odzyskać serce dawnej partnerki. Od razu wnosi ze sobą napięcie i nerwowość, potęgowane jeszcze przez obecność jego córki, Penelopy (Dakota Johnson). Od początku filmu wiadomo, że między tą czwórka wydarzą się rzeczy gwałtowne, intensywne i zapewne nie za bardzo przyjemne. Czy Paul będzie romansował z młodziutką Penelopą? Czy Marianne wróci do Harry’ego? Jak rozwinie się konflikt między parą mężczyzn, a jak swoje porachunki załatwią kobiety? Oto pytania, które, zdawałoby się, powinny wprowadzać do akcji napięcie psychologiczne, jednak nic takiego się nie dzieje. Nienasyceni, pomimo zmysłowych sugestii, konfliktów i sporej dawki golizny, nie jest ani thrillerem psychologicznym, ani erotykiem. A czym jest? Piękną pocztówką z życia ludzi mających jedynie problemy pierwszego świata, które wydają się tym bardziej błahe, że w tle odgrywa się tu dramat uchodźców przypływających na Lampedusę. Nie jest to jednak żaden zarzut, gdyż reżyser, wraz ze swą muzą Tildą Swinton, produkuje piękno tego rodzaju, że jego intensywnością i gęstością można nasycić się jak jedzeniem (które, swoją drogą też jest tu pokazane w bardzo estetyczny sposób).

Uczta dla oczu

Nienasyceni to film, który wzbudzał we mnie podczas seansu na zmianę zadziwienie i zachwyt. Niesamowite jest przede wszystkim to, w jak doskonałej aktorskiej formie są Swinton i Fiennes. Któż bardziej niż boska Tilda zasługuje na to by wcielić się w gwiazdę będącą uosobieniem swoich czasów, prawdziwą legendą. Nieodmiennie od lat zdumiewa mnie to, jak brytyjska aktorka ożywia elementami swej własnej osoby kolejne ekranowe kreacje. Nie potrafię dobrze tego wytłumaczyć, ale zwyczajnie widać, że to osoba żyjąca sztuką i dla sztuki, mająca w głowie wszystko doskonale poukładane. Jej empatia, niezależność i wrażliwość promieniują z ekranu także w Nienasyconych. A Fiennes, co musiało wymaga wielkiego kunsztu i odwagi, zagarnia dla siebie praktycznie każdą scenę grając wyrazistego, ekstrawertycznego narcyza, który zaleca się do dawnej partnerki, a z drugiej strony ma bardzo nieodpowiednie pociągi do niedawno odzyskanej córki. Jego Harry’ego zwyczajnie nie można polubić, a myślałam, że to niemożliwe bym była w stanie znielubić jakąkolwiek kreację Fiennesa. W dodatku, choć to sprawa marginalna, bo liczy się przede wszystkim osobowość tych wielkich artystów, ale nie mogę nie wspomnieć, że oboje znakomicie wyglądają (w ubraniu i bez). Są tacy naturalni i wyraziści, zupełnie zespoleni ze swoimi postaciami. Tilda, choć jej bohaterka nie może mówić, i tak potrafi wszystkie emocje wyrazić swoją oryginalną twarzą. Przy tych tytanach kina, putinowy przystojniak Schoenaerts i mdła Johnson wyglądają jak ładne rekwizyty (takie tam ozdoby dali, żeby widz miał więcej atrakcji i tyle). Ani pod względem urody, ani talentu młodzi nie mogą się równać ze Swinton (lat 55) czy z Fiennesem (lat 53). I zapewniam, że to, iż Tilda przechadza się w spektakularnych kreacjach Diora nawet idąc do spożywczaka, nie ma z tym nic wspólnego.

Choć Nienasyceni to film gładkopowierzchniowy i przeestetyzowany, a wszystkich bohaterów łączy dziwna lepka bliskość za to nie rusza ich szczególna namiętność czy zbrodnia, i tak uważam ten obraz za najlepsze, co widziałam w ciągu ostatnich miesięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *