The End of the F***ing World

Nastoletnie dramy już mi nosem i uszami wychodzą, dlatego pewno nie obejrzałabym tego serialu (dwoje gniewnych młodych ludzi patrzy z plakatu), gdyby nie zapewnienia wielu osób, że to coś niezwykle oryginalnego i dobrego, niepodobne do niczego wcześniej. Trochę dałam się też nabrać mężowi, który twierdził, że to będzie komedia. Już przy pierwszych scenach morderstw na zwierzakach domowych zorientowałam się, że mnie tu raczej nie będzie do śmiechu. Uważam, że nie ma gorszego początku filmu, książki czy serialu niż śmierć zwierza (z tego powodu wiele razy nie obejrzałam czegoś, co miało na początku taki incydent), ale jakoś wytrwałam i naprawdę nie żałuję. Ta produkcja idealnie parodiuje wszystkie te patetyczne nastoletnie widowiska, pokazujące jaki to świat jest straszny, gdy kogoś w szkole nie lubią, ma się dziwnych rodziców, niemodne ubrania, burzę hormonów, chaos w głowie i generalnie same problemy pierwszego świata.

Nastoletni Bonnie i Clyde

Jestem pewna, że każdy, kto tak jak ja, wychował się na telewizji i żyje serialami bardziej niż prawdziwym życiem, rozpozna w osobach głównych bohaterów kilka swoich ulubionych postaci. Jako wierna fanka Dextera, zobaczyłam w osiemnastoletnim Jamesie (Alex Lawther) jego młodszą, mniej sympatyczną wersję. Natomiast jego piętnastoletnia koleżanka Alyssa (Jessica Barden) to specyficzne połączenie sióstr Gallagher z Shameless i Minnie z Wyznań nastolatki. On zabija okoliczne koty i ptaki, i czai się z nożem w oczekiwaniu pierwszej ludzkiej ofiary. Nieszczęsny chłopak podejrzewa, że jest pozbawionym uczuć socjopatą, ale to się jeszcze okaże. Ona natomiast ma typowo serialowe kłopoty z ojcem i ojczymem (pierwszy zniknął gdzieś lata temu, a drugi patrzy na nią pożądliwie) oraz z głupią jak but matką. No i ma bzika na punkcie seksu, ale tego chyba nie muszę pisać, bo to w końcu serial o nastolatkach.

Mamy zatem potencjalnego seryjnego mordercę i gniewną nimfomankę, którzy cały czas prowadzą w swych głowach ożywiony dialog, z którego niestety niewiele wydostaje się na zewnątrz. Szybko po swoim pierwszym spotkaniu, para postanawia uciec z domu i ruszyć w nieznane. James planuje krwawe morderstwo na Alyssie, a ona marzy o tym, by spotkać się z ojcem, zatem witaj przygodo! Po drodze uda im się popełnić kilka poważnych przestępstw, wiele razy narazić siebie i innych na niebezpieczeństwo, a także postawić w stan gotowości lokalną policję i swoich rodziców. Koniec świata jak się patrzy :) Co najważniejsze jednak, czas, jaki te popaprane nastolatki spędzą ze sobą, zadziała na oboje zadziwiająco terapeutycznie, choć w dziwne chory sposób. Wybuchy, morderstwa, poważne urazy i spektakularne kradzieże, ciągną się za nimi w drodze do zatracenia, a dla nich liczy się tylko to ich pierwsze wielkie uczucie. Prawdziwe love story XXI wieku.

Ach, ta dzisiejsza młodzież!

Nie od razu polubiłam te dzieciaki, bo bardzo się od siebie różnimy. To zdecydowanie nie są tacy bohaterowie, jakich mogłabym polubić, gdy byłam w ich wieku, ale mam świadomość, że dzisiejsi nastolatkowie są w stanie się z nimi silnie utożsamić. To znudzenie, skwaszenie, apatię i zimne wyrachowanie jakie prezentuje na swym posępnym obliczu James, wiele razy widziałam na twarzy moich uczniów. Podobnie często miałam do czynienia z desperackimi próbami zwrócenia na siebie uwagę poprzez agresywne, wulgarne, a momentami wręcz szokujące zachowanie, jakie prezentuje Alyssa. Myślę, że gdyby dane nam było posłuchać monologu wewnętrznego wielu współczesnych dzieciaków, to brzmiałby on niestety tak jak to, co słyszymy w tym serialu. Oczywiście mam świadomość, że twórcy tej brytyjskiej produkcji świadomie przeginają, przesadzają w kreacjach bohaterów, którzy są niczym hybrydy bohaterów Tarantino i kreskówek Looney Tunes, ale o zgrozo, nie przestrzelili za bardzo. Myślę, że dzieciaki odnajdą w Jamesie i Alyssie dziwną swojskość.

Byłam ciekawa co o serialu sądzi ktoś, kto jest w wieku pary głównych bohaterów, więc zapytałam mojego siedemnastoletniego brata. Wojtek niestety nie odniósł się do kwestii pokoleniowych, ale całkiem poważne wskazał co mu się podobało w tej produkcji. Podobnie jak ja, docenił nieoczywistą, zaskakującą i świeżą fabułę, dobre tempo bez dłużyzn (trzeba się streszczać, gdy ma się tylko osiem dwudziestominutowych epizodów), a także otwarte zakończenie dające nadzieję na drugą serię. Minusem jest dla niego to, że James to jednak nie Dexter, ale nie można mieć wszystkiego. Zresztą może jak w kolejnej serii dorośnie, to dojrzeje też do filetowania i foliowania. Dajmy chłopakowi szansę.

Oprócz powyższych, mnie samej bardzo podobał się soundtrack (jeden z najlepszych, jakie ostatnio słyszałam; jak to dobrze, że nie była to żadna pop-sieczka) oraz poboczny wątek policyjnego śledztwa prowadzonego przez dwie policjantki, niczym żywcem wyjęte z Fargo. Mam nadzieję, że Teri (Wunmi Mosaku) i Eunice (Gemma Whelan) się ułoży w przyszłości. Bardzo im kibicuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *