Dexter

Uwielbiałam serial o szlachetnym seryjnym zabójcy pracującym w policji i zabijającym złoczyńców według precyzyjnego kodeksu. Przez lata z niecierpliwością czekałam na kolejne serie, pełna zadziwienia, że z najgorszej serii powieści ever (poważnie, książki o Dexterze to totalna porażka; są gorsze nawet od Zmierzchu, choć trudno w to uwierzyć) można stworzyć tak dobrą produkcję. Niestety, te piękne czasy już minęły. Dexter schodzi na psy. Ostatnia seria jest już tylko cieniem, żartem i parodią opowieści o fascynującym socjopacie. Z pierwotnej atmosfery została już tylko śniadaniowa czołówka. Czasami można odnieść wręcz wrażenie, że twórcy chcą sięgnąć dna absurdu by dorównać literackiemu pierwowzorowi. Cóż, udaje im się znakomicie.

Każda kolejna seria Dextera była nową odsłoną jego osobowości i skupiała się na innej cesze jego pokręconego charakteru. Był już Dexter tropiący brata, Dexter mający wspólnika, Dexter współpracujący z równie pokręconą jak on zabójczynią, Dexter mąż i ojciec, a w obecnej odsłonie mamy Dextera jako twór genialnej pani psycholog, która wraz z jego ojcem namieszała mu w głowie jeszcze w dzieciństwie. Przykro się robi, szczególnie, gdy okazuje się, że w najgorszej serii gra najlepsza aktorka, bowiem w rolę leciwej specjalistki od zbrodniczych umysłów wciela się sama Charlotte Rampling. Przy jej znakomitym warsztacie aktorskim i niebywałym doświadczeniu, jeszcze bardziej razi drewniane aktorstwo nadętego Michaela C. Halla (który ma tylko jedną minę, wyglądającą jakby robił coś brzydkiego w toalecie). Podejrzewam, że sami twórcy serialu, oglądając kolejne odcinki, zadają sobie pytanie ,,Na co nam była ta ostatnia seria?”. Warto zresztą wspomnieć, że w tej finalnej klęsce serialowej, poziomy aktorstwa świetnie się stopniują. Na szczycie mamy znakomitą Rampling, dużo dużo niżej beznadziejnego Halla, a głęboko, pod warstwą mułu i kamieni, tkwi, grająca siostrę zabójcy Debrę, Jennifer Carpenter. Trudno mi nawet opisać, jak wielkie zażenowanie czuję oglądając ją na ekranie. Kobieta sprawia wrażenie jakby cierpiała, nawet gdy się uśmiecha. Straszne to jest i sądzę, ze już niedługo powstanie osobna kategoria Złotych Malin specjalnie dla niej (coś w stylu Najgorszy odcinek Jennifer Carpenter w tym sezonie).

To, co oglądamy obecnie na ekranach, jest pozbawione wszystkiego, co wcześniej przyciągało widzów. Zostały już tylko śladowe ilości scen, w których Dexter wykonuje swoją robotę, czyli, albo na miejscu zbrodni bada ślady krwi, albo morduje czarne charaktery w pomieszczeniach wyłożonych folią. Nie ma już napięcia, nie ma romansu, nie ma krwi. Został tylko samotny ojciec, który chyba nawet nie jest prawdziwym socjopatą, bo ma ciepłe uczucia do siostry, a w tle była policjantka zapijająca się na śmierć po zastrzeleniu przełożonej. Nie takiego Dextera pokochaliśmy.

Dexter Morgan u szczytu formy (jakieś pierwsze trzy sezony) gadał co prawda do siebie i do zmarłego ojca, ale jednak nie tak głupio jak teraz. Był krwiożerczą bestią, transportem dla swojego Mrocznego Pasażera, nieomylnym i ostatecznym wymiarem sprawiedliwości dla tych, którym udało się uniknąć zasłużonej kary. Z oryginalnego Dextera zostało już tylko jego niewzruszone przekonanie, ze wciąż jest na tyle męski by pozwolić sobie na noszenie różowych koszul.

Jako zagorzała fanka onegdaj znakomitego sensacyjnego widowiska, czuję się po prostu jakby ktoś mi popsuł ulubioną zabawkę. Na pocieszenie zacznę chyba oglądanie od początku, a wszystkim, którzy jeszcze nie zaczęli radzę unikać tego sezonu Dextera, by nie spotkało ich równie wielkie rozczarowanie co mnie.

3 thoughts on “Dexter

  • Wrzesień 24, 2013 at 2:12 pm
    Permalink

    No jasne że jest gorsze, coraz mocniej odchyla się od książek o Dexterze.. :) Prawie pół pierwszego sezonu jest jak kropla w kroplę, a później jest mix wydarzeń z książek. Co fakt np. sekta Salomona była lekkim przegięciem ale uważam że książki są o wiele ciekawsze, w szczególności gdy przebrniesz przez pół pierwszej.. Styl tekstu trochę się zmienia i akcja podąża w całkowicie innym kierunku. ;)

    Reply
  • Październik 31, 2013 at 8:11 pm
    Permalink

    Zgodzę się ze wszystkim, oprócz oceny gry Carpenter – jej Debra przez wszystkie sezony, nawet fatalne ostatnie trzy, jest fucking amazing. To jedna z lepszych i lepiej zagranych serialowych postaci ever. Hands off! Natomiast gdyby nie Strahovsky i beznadziejna postać Hanny, to dwa ostatnie sezony mogłyby być znacznie lepsze.

    Reply
  • Pingback: The End of the F***ing World - Szczere Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *