Wyznania nastolatki

Ten film to czysta magia! Dojrzewanie nastoletniej dziewczyny, nie tylko do bycia kobietą, ale i artystką, jest tu pokazane w sposób głęboki, wymowny, ale nigdy wulgarny. Najbardziej spodobało mi się chyba to, jak sprytnego dokonano castingu. Jak pokazać romans niewinnej, młodziutkiej dziewczyny z dwa razy od niej starszym narzeczonym matki tak, by nie było to paskudnie odstręczające, nieestetyczne czy szokujące? To proste! Wystarczy w roli wąsatego uwodziciela obsadzić jednego z najpiękniejszych żyjących aktorów, osobnika o niebanalnym poczuciu humoru i dystansie do siebie, a także, jak się niedawno przekonaliśmy, posiadacza prawdziwe wikińskich ud, Alexandra Skarsgårda.

Mała myszka Minnie

Tytułową nastolatką jest Minnie (Bel Powley), mieszkająca wraz z matką i młodszą siostrą w San Francisco. Mamy lata 70. czyli hipisowską epokę narkotycznych odjazdów i wolnej miłości (Co za cudowny czas by być młodym!). Gdy poznajemy dziewczynę, mamy wrażenie, że to taka zwykła szara myszka, osoba zupełnie bez właściwości. Minnie nie jest szczególnie ładna, często się zamyśla, jest bardzo przeciętnym dzieckiem. Nawet matka (bardzo wyzwolona Charlotte grana przez Kristen Wiig) zwraca jej uwagę, że powinna bardziej interesować się chłopcami, bo ona sama w jej wieku miała szalone powodzenie. To dość niezwykłe, z dzisiejszego punktu widzenia, słowa, skierowane przez rodzicielkę do własnego dziecka. Rozmowy z kotem, odganianie od siebie namolnej młodszej siostry i rysowanie bardzo specyficznych obrazków, dopełniają żywota naszej bohaterki, ale oczywiście nadchodzi taki moment, który zmienia wszystko w tej lekkiej, zadymionej, przesyconej żółtym światłem atmosferze retro luzu. Moment ten następuje podczas wspólnego oglądania telewizji przez Minnie i chłopaka matki, Monroe (Skarsgård), gdy mężczyzna dotyka piersi dziewczyny. Przy każdym kolejnym spotkaniu posuwają się nieco dalej, i tak od pierwszych pocałunków, dochodzimy do pełnokrwistego i długotrwałego romansu wąsacza z piętnastolatką.

W międzyczasie, oprócz niesamowitego seksu z Monroe, Minnie staje się także coraz bardziej doświadczona w seksie z rówieśnikami obojga płci. Równolegle śledzimy także jej postępy w rysunku, chłoniemy sposób w jaki zyskuje coraz większą świadomość seksualną, która wpływa na jej świadomość artystyczną. Najciekawsze jest to, że dostajemy informacje z pierwszej ręki, dzięki temu, że wszystko co przydarza się nastolatce w tym okresie, jest przez nią opisywane i nagrywane na kasety magnetofonowe.

Kobiece supermoce

Oprócz zdumiewającego faktu, że pięknoudy wiking może wyglądać atrakcyjnie nawet z wąsem, a także prócz fantastycznie odtworzonej atmosfery lat 70. zapamiętam ten film z dwóch ważnych powodów. Po pierwsze, jego przesłaniem jest to, że kobieta (a już szczególnie stworzenie, które dopiero staje się kobietą) ma wielką moc. Jestem pewna, że właśnie z tego powodu Wyznania nastolatki pokochają wszyscy wielbiciele Pikniku pod Wiszącą Skałą. Z początkowych opisów można było wywnioskować, że biedna Minnie jest jakąś ofiarą paskudnego pedofila, kimś, kto do końca życia będzie straumatyzowany tym, co zobaczył w spodniach blond dryblasa. Tymczasem to po jej stronie jest wszelka siła, to ona może decydować o swoim ciele, a wszystko co robi, robi z autentycznego uczucia lub z popędu. Podejrzewam, że ludzie, których gorszy wybujała seksualność dziewczyny, chyba nigdy nie byli dotkniętymi przez burzę hormonów nastolatkami (może młodość spędzili w kościele na przykład). Osobiście, tam gdzie dewoci widzą promocję pedofilii, ja widzę zaspokajanie przez świadomą siebie istotę naturalnych potrzeb młodego ciała.

Drugim, ważnym dla wielu kobiet aspektem tego filmu, jest to, że Minnie jest bardzo odległa od kanonów urody. Nie jest ani wysportowana, ani ładna, w najlepszym razie można nazwać ją sympatyczną czy poczciwą (te oczęta jak spodki). W żadnym razie jednak nie wpływa to na to, jak bardzo jest ona atrakcyjna dla siebie i swoich potencjalnych zdobyczy. Normalnie Lolita się chowa:)

Uważam, że pomimo kontrowersyjnego tematu, jakim dla niektórych jest romans dojrzałego mężczyzny z nastolatką, wszystkie kobiety powinny wybrać się na niego w ten weekend do kin, choćby po to, by sobie przypomnieć, że wychudzone ciało, farbowane włosy czy przerobione nosy upodabniające nas do jednego wzorca, nie mają niczego wspólnego z prawdziwym pięknem. Minnie jest fantastyczna i patrzyłam na nią z wielkim podziwem, gdyż jest pewna siebie i spija wszelkie wrażenia, jakby wiedziała, że później wszystko będzie smakowało już inaczej niż w tej szalonej młodości. I obciachowa grzywka czy nietwarzowe ubrania nie mają z tym nic wspólnego.

Bardzo podobało mi się także to, że filmowa dziewczyna, tak jak jeszcze moje pokolenie przedinternetowe, ma to, z czym najbardziej kojarzą mi się czasy szkolne, czyli ocean wolnego czasu. Ta młoda osoba ma dla siebie niezliczone godziny, które może przeznaczyć na tak ważne dla każdego człowieka sprawy jak samotne przesiadywanie w sypialni i snucie marzeń, przenoszenie się w fikcyjne światy, gadanie do samej siebie i do kota, walki z młodszym rodzeństwem, no i oczywiście miłość. Senna atmosfera, poczucie wolności, wynikające też z zaniedbań rodziców, czy właśnie ten czas przeznaczony po prostu na życie, były dla mnie jak prawdziwy wehikuł czasu, przenoszący mnie co prawda nie do lat 70. ale do także bardzo barwnych lat 90.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *