Rzucić wszystko i zamieszkać w górach

W zeszłym tygodniu spełniło się moje wieloletnie marzenie i wreszcie zamieszkałam w Sudetach. Przyjeżdżaliśmy tu na wakacje już wiele razy i zawsze czułam, że tu powinien być mój prawdziwy dom. Wiedzieliśmy z Darkiem, że to kiedyś nastąpi, ale nie było to marzenie łatwe do spełnienia. Udało się jednak, a poniżej piszę o powodach, dla których uważam, że przeprowadzka do wsi w okolicy Bystrzycy Kłodzkiej, w której na stałe mieszkają tylko dwie rodziny, wyjdzie nam na dobre.

Po pierwsze, jest to idealna destynacja dla osób, które tak jak my, pracują z domu i chcą mieć zwyczajnie święty spokój. Czego jak czego, ale ciszy i spokoju tu nie brakuje. Mała gęstość zaludnienia i góry sprawiają, że jedynymi odgłosami, na jakie jesteśmy skazani są ptasie trele i walący z tropikalną regularnością deszcz. Żadnego trąbienia samochodów za oknem, co w centrum Szczecina, nawet blisko parku, było dla nas prawdziwą zmorą, żadnych odgłosów sąsiadów, a co najważniejsze, koniec z pobudkami urządzanymi trzy razy w tygodniu przez panów od wywozu śmieci. Nie dobijają się ludzie od ulotek ani kurierzy, którzy na górę nie docierają tylko proszą o odbiór w Bystrzycy Kłodzkiej. Minęło dopiero parę dni od przeprowadzki, a ja już widzę, że gdy nie musimy w reakcji na bodźce dźwiękowe odgrywać dnia świra, jesteśmy o wiele spokojniejsi i sympatyczniejsi.

Po drugie, przyroda. Gdy się siedzi cały dzień przed laptopem, chciałoby się w rzadkich wolnych chwilach popatrzeć na coś ładnego czy powdychać świeże powietrze. Tak, naczytałam się zbyt wielu poradników o zdrowiu (o których często piszę na blogu) i też zapragnęłam widoku drzew i czystego powietrza. Do tego nie ma lepszego miejsca dla ludzi zwariowanych na punkcie dzikich zwierząt, od których aż się tu roi. Pierwszego poranka przywitał nas na naszym własnym prywatnym tarasie dziki zając (no prawdziwy zajączek jak z kreskówki!), a wieczorną i nocną porą sarny wyłażą na pola i drogi w ilościach masowych. Wczoraj na przykład, wracając z kina, myślałam, że to stado krów idzie na nas ulicą, a to były sarny, w tym takie małe Bambi z białymi plamkami. Szaleństwo! Do tego dużo tu ścieżek rowerowych i tras, którymi godzinami można wędrować przez gęsty las. Sielanka jak się patrzy.

Po trzecie i najważniejsze, własny dom, na który nie byłoby nas stać w Szczecinie, no chyba że w grę wchodziłby kredyt lub oszczędzanie do czterdziestki. W Kotlinie Kłodzkiej ceny są przyjaźniejsze i co z tego, że sporo trzeba będzie wyremontować, skoro jest własny kominek, taras, podwórko i dość miejsca by pomieścić całą rodzinę i przyjaciół, jeśli kiedyś zechcą nas tu odwiedzić. Dom to dla mnie wreszcie możliwość życia na całego w stylu zero waste, czyli segregacji i kompostwoania odpadów i uprawiania tego, na co tylko przyjdzie mi ochota. No i kto nie chciałby zamienić widoku na stare obdrapane kamienice, na okno, które jest niczym sielska ruchoma fototapeta z górskim widoczkiem i stadami pasących się u czeskich sąsiadów krów?

Po czwarte, lokalizacja, czyli nie za blisko i nie za daleko do naszych dwóch ulubionych miast, czyli do Pragi i do Wrocławia. Bliscy trochę nam współczują „mieszkania na zadupiu” i „wsiowego pustkowia”, ale oni jeszcze nie przyjęli do wiadomości, że na wielkomiejskości też nam zależało. Mamy do Wrocławia i Pragi po dwie godziny drogi, czyli akurat tyle by wybrać się na weekend na zakupy, czy na jaki filmowy festiwal. A do tego nawet będąc w naszej wiosce, za najbliższych sąsiadów mamy Czechów, ludzi spokojnych, schludnych i kulturalnych, co ma dla nas ogromne znaczenie. Do najbliższej czeskiej wioski jest kilkaset metrów, a do Nachodu, najbliższego czeskiego miasta, jedzie się jakieś pół godziny. Odwiedziliśmy Nachod już dwa razy: raz w celu zakupowym (jest Lidl, Kaufland i zadziwiająco dużo sklepików ze zdrową żywnością, czyli jednym słowem cywilizacja), a raz byliśmy w kinie Vesmir na Ocean’s 8, którego w Polsce jeszcze nie puszczają. Mała rzecz, a cieszy.

Po piąte, przestrzeń dla naszych zwierzaków. Wielu osobom, pomagającym nam przy akcji przeprowadzka, mówiłam, że wszystko to po to, żeby nasz pies miał godne życie. No i ma. Nie mogę się wprost nacieszyć możliwością swobodnych spacerów bez smyczy i bez martwienia się o to, że psiak zje jakieś zatrute paskudztwo. Możemy kilometrami ganiać się po lesie czy łące i nikt nie ma do nas o to pretensji. Krakers jest psem typowo podwórkowym, który bardzo docenia możliwość pilnowania własnego terenu, w czym wreszcie może się realizować. Za to koty nie mają dość człapania po schodach i ganiania się po różnych domowych zakamarkach. Za dnia każdy z nas, ludzi i zwierząt, ma wreszcie swój kąt, a w nocy i tak śpimy stadnie, co już się chyba nigdy nie zmieni.

Po szóste i ostatnie, to może się opłacić. Na razie jesteśmy zatopieni w mniejszych i większych domowych obowiązkach, naprawiamy, co się da, czyścimy, piłujemy i odgruzowujemy (co za radość dla minimalistów gdy mogą zająć się declutteringiem nie swojego gruzu :) Sporo energii pochłania walka z pająkami i mrówkami. Jednak nawet na tym najbardziej męczącym etapie nie opuszcza nas myśl o budowie jakiejś skromnej konstrukcji w stylu domków gościnnych, bo do Zieleńca jest niedaleko, a zapotrzebowanie na kwatery w sezonie podobno spore. Zobaczymy, może nasz szalony pomysł, by tu zamieszkać okaże się całkiem opłacalny.

No i tyle na razie. Pomyślałam, że napiszę, dlaczego ostatnio tam mało tekstów produkuję, bo w końcu niektórzy z Was są ze mną na blogu już całe lata i chcieliby może wiedzieć, co się dzieje i czy nie zakończyłam działalności blogowej. A może są wśród Was też tacy, którzy zastanawiają się nad podobną ucieczką z miasta i osiedleniu się na bezludziu?

6 thoughts on “Rzucić wszystko i zamieszkać w górach

  • Czerwiec 13, 2018 at 2:45 pm
    Permalink

    Gratulacje!! Cieszę się że z odwagą i konsekwencją spełniacie swoje marzenia. Życzę Wam samych cudownych chwil w tym jakże pięknym kawałku dolnośląskiej ziemi. Na pewno ich nie zabraknie!
    Ja często z Wrocławia jeżdżę w te okolice aby „złapać oddech”, więc w obiema rękami podpisuje pod wszystkim co napisałaś na temat urody okolicznych krajobrazów. Tak samo również postrzegam plusy przeprowadzki z dużego miasta na łono natury. Jeżeli dalej będziesz mnie karmić opisami takiej sielanki,to kto wie…Może też zabiorę moje koty pod pachę, zmienię pracę na taką w stylu „home working” i zostaniemy sąsiadami ;) Pozdrawiam.Powodzenia w urządzaniu!

    Reply
    • Czerwiec 14, 2018 at 8:15 am
      Permalink

      Dziękuję za tak miły i entuzjastyczny komentarz :)
      Bardzo się cieszę, że też podchodzisz do takich planów entuzjastycznie i z całego serca zachęcam do odwiedzin, a nawet do przeprowadzki. Miejsca dookoła nie brakuje :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Reply
  • Czerwiec 13, 2018 at 9:04 pm
    Permalink

    Podziwiam za odwagę i niesamowicie zazdroszczę! Może mi kiedyś też uda się spełnić to marzenie żeby rzucić wszystko i zamieszkać w górach :)

    Reply
    • Czerwiec 15, 2018 at 10:45 am
      Permalink

      Dzięki za miłe słowa!
      Nie jestem jeszcze pewna czy to odwaga, czy głupota :) Okaże się i na pewno o tym napiszę.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Reply
  • Czerwiec 14, 2018 at 1:36 pm
    Permalink

    Brawo! Pozdrawiam z szczecińskiego Bezrzecza Też lubię Wrocław, Pragę może mniej. Polecam Waszej uwadze nieodległy Liberec. I Ustii n. Łabą.

    Reply
    • Czerwiec 15, 2018 at 10:43 am
      Permalink

      Dzięki za polecenia. Na pewno zwiedzimy. Bardzo nas interesują czeskie miasta. W tym spokoju, czystości i nostalgii naprawdę można odpocząć :)
      A szczecińskie Bezrzecze też piękna okolica. My opuściliśmy Niebuszewo i póki co nie tęskinimy, choć przyznam, że trochę dziwnie się śpi bez dźwieków spod sklepu monopolowego Desperados ;)
      Pozdrawiam!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *