Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny (audiobook czytany przez Jacka Rozenka)

Zaczęłam słuchać tego audiobooka niedługo po obejrzeniu filmu Ostatnia rodzina, a skończyłam dopiero teraz. Nie dość, że jest to rzecz bardzo obszerna, to jeszcze tak bogata w treść, że nie można tego zwyczajnie odsłuchać, a trzeba się podelektować, sporo wynotować do późniejszego przestudiowania, czasem także posłuchać tego samego fragmentu jeszcze raz i jeszcze. Taki to audiobook!

Film obudził we mnie ogromną ciekawość ludzi, których w tak niezwykły sposób przedstawiono na ekranie. Zapewne uznacie mnie za kosmitkę, ale do niedawna nie miałam pojęcia kim w ogóle byli ci Beksińscy. Nic dziwnego, że Ostatnia rodzina była dla mnie pewnego rodzaju szokiem, ale szokiem jak najbardziej pozytywnym. Dlatego też, kiedy tylko mogłam, dosłuchiwałam sobie audiobooka, dzięki któremu wiem o Beksińskich zapewne więcej niż o mojej własnej rodzinie.

Jedno jest pewne, drugiej takiej rodziny nie znajdziecie. Magdalena Grzebałkowska potraktowała swoje zadanie bardzo poważnie, zagłębiając się w rodowód najpierw Zdzisława, a potem jego żony Zofii. Dzięki słuchaniu przez wiele godzin o życiu codziennym i wojennym w Sanoku, sami poczujecie się jak honorowi obywatele tego miasta, które w pierwszej części książki jest niemal równoprawnym bohaterem tej opowieści. Powoli wyłania się z sanockiego tła postać niezwykłego dziecka, wychowywanego w dziwny sposób i zainteresowanego dziwnymi rzeczami. Dowiecie się z Portretu podwójnego tego, jakie fobie dręczyły małego Zdzisia czy jakie karykatury rysował jako młodzian. To te wszystkie szczególiki, nadające przecież charakter postaciom, są moim zdaniem najcenniejszą składową tej biografii. Dalej leci historia po bożemu, czyli jest wielka miłość, ślub i dziecko, ale Beksińscy od początku mogli wyglądać na standardowych, szarych obywateli, tylko z bardzo daleka i komuś zupełnie obcemu. Z bliska szokowali zupełnie niepraktycznym podejściem do życia i ambicjami wykraczającymi poza mieszczański żywot.

Jest wiele aspektów tej opowieści, które mogłabym tu przez wiele stron z lubością opisywać, ale trzy wysuwają się na plan pierwszy. Autorka najbardziej wyeksponowała relację Zdzisława Beksińskiego z jego piękną żoną Zosią, wyboistą drogę dochodzenia do artystycznej tożsamości i oryginalny charakter syna malarza, Tomasza. Jeśli chodzi o naturę tego małżeństwa, to wyjść nie mogę z podziwu, że tych dwoje tak dobrze się dobrało. Zdziwaczały artysta, przez pierwsze dekady dorosłości bez grosza przy duszy, cierpiący przy tym na uciążliwe dla otoczenia fobie, był przez Zofię uwielbiany i jak nikt zaopiekowany. Wszystko robili razem, a ona wypowiadała się o małżonku zawsze z najwyższym szacunkiem. Gdyby nie zostali rodzicami, ta historia, choć podszyta makabrą, miałaby szczęśliwe zakończenie. Niestety Tomasz, wychowywany przez nadopiekuńczą matkę, równie troskliwe babcie i ojca-filozofa traktującego go jak dorosłego od pieluch, nie miał chyba szans na normalny rozwój. Obserwowanie jego kariery zawodowej, a wraz z nią rozwijającej się depresji owocującej licznymi próbami samobójczymi, przywołuje bardzo szczególny rodzaj tragizmu, wiszącego już do końca tej historii.

Bardzo spodobało mi się to, że autorka nie ograniczyła się tylko do suchego referowania i analizy faktów, a za to tak często jak się dało oddawała głos ludziom, którzy znali Beksińskich. Współpracownicy, członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele z różnych okresów życia malują cytatami bardzo szczególny, bo często wewnętrznie sprzeczny, obraz tej rodziny, a szczególnie Zdzisława. Raz jest on domowym tyranem, a raz najlepszym z mężów i kochającym, mądrym ojcem. Raz widzimy niezaradnego twórcę gotyckiego kiczu, a raz nowatorskiego geniusza ze smykałką do interesów. Bardzo to pogmatwane i złożone, i bardzo dobrze, bo każdy sam może wysnuć własne wnioski.

Jeśli zaś chodzi o drogę artystyczną Zdzisława Beksińskiego, to przy słuchaniu poświęconych jej fragmentów można się poczuć jakby się studiowało historię sztuki XX wieku. Bardzo to pouczająca lekcja, zwłaszcza, że nie ogranicza się tylko do malarstwa (ach te szczegóły techniczne dotyczące płyt pilśniowych, ram, rodzaju farb, kolorów, perspektywy czy nawet umieszczenia autografu), bo przecież zanim Beksiński odnalazł swą artystyczną drogę, próbował sił w fotografii i rzeźbie. Po raz kolejny się przekonałam, że własne poszukiwania są najlepszą drogą edukacyjną, a to czego nie dała mi szkoła, daje mi teraz słuchanie, czytanie i blogowanie :).

Na koniec jeszcze kilka słów o tym, dlaczego wersja dźwiękowa, a nie papierowa. Może innym to nie robi aż takiej różnicy, ale dla mnie kluczową sprawą jest w tym przypadku to, kto czyta. Z panem Jackiem Rozenkiem wiążą się moje najmilsze wspomnienia z początków mojej przygody z audiobookami. Znany polski aktor (którego chyba nigdy nie widziałam na ekranie, ale którego bardzo cenię jako lektora) przeczytał przed laty z Anną Dereszowską wspaniałą powieść Elizabeth Kostovej pt. Łabędź i złodzieje. Mam to nagranie zawsze przy sobie i odsłuchuję po kawałku gdy najdzie mnie ochota. Efekt pracy lektorów jest tak dobry, że do dziś nie miałam nawet w ręku wersji papierowej Łabędzia, bo nie ma takiej potrzeby :). Głos Jacka Rozenka, wcielającego się w postać kochającego sztukę psychoterapeuty, który maluje w wolnym czasie i próbuje pomóc artystycznemu geniuszowi ze swojego szpitala, w mojej wyobraźni zrósł się z tematyką szeroko pojętej sztuki. Czytany przez niego Portret podwójny w tym kontekście stał się dla mnie w tym sensie przedłużeniem lekcji historii sztuki z powieści Kostovej, tyle że tam chodziło o zamierzchłe czasy, a tu o historię najnowszą. Ciepły głos Jacka Rozenka, jego ton tak rzeczowy, obiektywny i spokojny, doskonale pasują do tej i tak samej w sobie buzującej od emocji opowieści.

Audiobooka wysłuchałam dzięki Audioteka.com.pl

One thought on “Magdalena Grzebałkowska, Beksińscy. Portret podwójny (audiobook czytany przez Jacka Rozenka)

  • Marzec 2, 2017 at 4:09 pm
    Permalink

    Część osób znających Beksińskich protestowała, że film nie pokazuje tej rodziny taką, jaka była. Przy książce aż takich zastrzeżeń nie było, co oznacza, że Magdalena Grzebałkowska dobrze wykonała biograficzną robotę. Mi się książka podobała.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *