Joanna Bator, Rok Królika

Książki Joanny Bator to dla mnie wyjątkowa literatura na szczególne okazje. Nie jest to w żadnym wypadku coś do odhaczenia, nowość, którą warto przeczytać, bo wszyscy o niej mówią, a potem szybko o niej zapomnieć. Te powieści to nagroda, coś do smakowania i wsłuchiwania się, okazja do śmiechu i wycieczka w odległe wymiary, dlatego też wybieram je gdy mam pewność, że starczy mi czasu i spokoju na swobodne delektowanie się i wypisywanie cytatów. Oczywiście mam świadomość, że Bator nie pisze dla każdego, że wielu osobom jej twórczość wydaje się kontrowersyjnym kiczem, który powinno się spalić. Ja jednak uwielbiam jej styl, w bohaterkach odnajduję pokrewne dusze i naprawdę doceniam właśnie ten rodzaj czarnego humoru, który niczego nie oswaja, a wręcz sprawia, że groza otaczającej nas rzeczywistości jest jeszcze bardziej wyrazista i mroczna.

Przygoda z królikiem

Bohaterką tej powieści jest znana autorka romansów historycznych Julia Mrok, która postanawia zniknąć z własnego życia. Od miesięcy przygotowuje misterny plan zmiany osobowości i opuszczenia Warszawy. Gdy w końcu nadchodzi ten dzień, bez oporów pozostawia karierę i udane życie osobiste, i rusza śladem królika grozy. Ostatnie słowa wymagają bliższego poznania panny Mrok, która jest sobą dość oryginalną. Wychowana w domu dziecka, nie pamiętająca pierwszych lat życia pisarka jest wciąż głodna nowych opowieści i z pasją nadstawia swe nadgryzione ucho gdy tylko instynkt podpowiada jej, że słuchacz ma coś fascynującego do opowiedzenia. Wcześniej Julia Mrok była historykiem, co bardzo przydaje się wpisaniu osadzonych w przeszłości historii miłosnych, wprost uwielbianych przez jej czytelniczki (a mnie kojarzących się jedynie z różowymi harlequinami). Prywatnie pisarka prowadzi życie również rodem z romansu, gdyż żyje z dwoma kochankami Alem i Aleksandrem. To właśnie oni są powodem jej zniknięcia, ale szczegóły tego domowego dramatu ludzi żyjących w trójkącie poznamy dopiero w końcowych rozdziałach.

Bardzo ważną sprawą w pisarskiej pracy Julii Mrok są nagłówki poczytnych tabloidów, z których czerpie natchnienie do pracy. To z tych śmieszno-strasznych haseł krzyczących z pierwszych stron dowiaduje się o krwiożerczym króliku buszującym w Ząbkowicach Śląskich (dawniej Frankenstein) i pod wpływem impulsu tam właśnie postanawia zacząć swoje nowe życie, już nie jako Julia Mrok, ale jako Anna Karr.

Króliczych akcentów jest tu wiele, co bardzo mi przypomina Przygodę z owcą Murakamiego, tyle że tutaj nie owca, a królik może wstąpić w człowieka, co zupełnie go zmienia. Króliki czają się w Ząbkowicach na każdym kroku: są w podziemnych norach i zaroślach, w mieszkaniach starszych pań, w ludzkich twarzach (zajęcze wargi), ale najwięcej jest ich w wyobraźni ludzi, przekonanych o tym, że gryzonie są mięsożernymi krwiopijcami, atakującymi mieszkańców miasta. Oczywiście jest też cała sfera domysłów odnoszących się do zodiakalnego Roku Królika, ale to już zupełnie inna historia.

Julia Mrok mówi jak jest

Z premedytacją odkładałam lekturę Roku Królika na czas świąteczny, bo miała być ona czymś w rodzaju nagrody i formą zasłużonego odpoczynku. Cieszę się też z tego, że udało mi się nie przeczytać ani jednej recenzji, dzięki czemu byłam zupełnie zaskoczona tym, co mnie spotkało. Od czasu przygody z Ciemno, prawie noc minęło już trochę i w mojej pamięci styl Joanny Bator zakurzył się i stracił wyrazistość, ale już zaraz na drugiej stronie tekstu przypomniałam sobie, za co tak lubię tę pisarkę. Jej bohaterka, zwraca się do czytelnika takim zdaniem „Nie jestem sympatyczną, ciepłą osobą i nigdy nie miałam takich aspiracji, lecz kiedy łaskocze mnie ucho, ulegam radykalnej przemianie”. Jedno zdanie, a tak wiele treści. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja naprawdę odpoczywam w obecności właśnie takich bohaterów, o których mogę sądzić, że są szczerzy, zwłaszcza w stosunku do siebie samych. Lekko oschła i zimna, nie za bardzo sympatyczna pisarka to mój typ, za to osoba, którą się staje gdy ucho przejmuje kontrolę, to zupełnie inna bajka.

Gdybym miała powiedzieć w jednym zdaniu o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że o Polsce i pisaniu. Kolekcjonując nagłówki tabloidów, Julia Mrok tworzy specyficzny portret Polaków, zaczytujących się w makabrycznych njusach. Teksty typu „Cyganie wrzucają mi sztuczne szczęki do łazienki. Dramat samotnej staruszki z Wągrowic”, „Kupiłem kurczaka, a on świeci” czy „Rolnik spod Torunia wrobił krowę w morderstwo cioci” mogą budzić śmiech i politowanie u inteligentów ze stolicy, ale cała Polska B zaczytuje się w takich gazetach, co wiem z doświadczenia częstych wizyt na prowincji. Fakt i Super Expres to często jedyne lektury ogromnej liczby Polaków, kształtujące ich światopogląd, co Joanna Bator doskonale rozumie i opisuje z właściwą sobie groteskową przesadą. Całe Ząbkowice są taką prowincjonalną krainą w pigułce, ze swoimi barami z kebabami, dziwacznym hotelem, tandetnymi sklepikami i galerią lokalnych dziwaków z Dziadkiem Konkursowym na czele. W tej powieści ogląda się rzeczywistość jak w zwierciadle i choć jest to lustro jarmarcznie powykrzywiane, to jednak oddaje prawdę, której nie da się przedstawić w inny sposób.

Jeśli zaś chodzi o pisanie, to widać, że autorka korzystała z własnych doświadczeń i jestem bardzo ciekawa, co na to wszystko jej bliscy i znajomi, z których kawałków buduje powieściowe twory. Mamy oto sytuację, w której pisarka tworzy postać pisarki, która opowiada czytelnikom o pisaniu, dzieląc się z nimi nawet fragmentami nowo tworzonej powieści (pt. Marcowe dzieci:). „Głód to za mało powiedziane, Julia Mrok była narracyjną bulimiczką, pożerała cudze historie z gargantuicznym apetytem i wyrzygiwała ich kawałki, kiedy pytano ją o rodzinę i przeszłość” albo „W Marcowych dzieciach żeruję przecież nie tylko na historii Julii Mrok i Sandry Jasnej, klecąc z ich ciał swoją bohaterkę, krojąc i dopasowując skórę, kości, włosy, ale każdy, kogo tu spotykam, zostaje przeze mnie obmacany jako potencjalna karma dla fabuły”, oto wypowiedzi, które mogą jednocześnie skłonić kogoś do zostania pisarzem, jak i zniechęcić go do tego zajęcia raz na zawsze.

Już po lekturze, zapoznałam się z opiniami innych czytelników na temat Roku Królika i było mniej więcej tak, jak przypuszczałam, czyli pół na pół. Wierni wielbiciele (tacy jak ja) z zapałem wychwalają kolejne wariacje na temat podwójności, motywu mrocznej siostry bliźniaczki i małomiasteczkowych mroków, a przeciwnicy śmieją się z nieudanych prób oswojenia zbyt wielu konwencji literackich. Cóż, widać, nie każdy lubi takie specyficzne lektury i nie ma w tym nic złego. Ja jednak gorąco zachęcam wszystkich czytelników tego bloga do rozsmakowania się w dziełach fabularnych i reporterskich Joanny Bator. Wszystkie książki są wciąż dostępne w sieci Empik – a tutaj znajdziecie przydatne kupony rabatowe – i z każda z nich (zwłaszcza z Chmurdalią i Piaskową Górą) warto się moim zdaniem zapoznać, bo są ze sobą mocno związane i kolejne wynikają z poprzednich, choć nie bezpośrednio.

Bardzo żałuję, że Joanna Bator pisze tak mało, bo osobiście nie miałabym nic przeciwko, by czytać jej nowości co roku, albo nawet częściej.

Zapraszam też na stronę qpony.pl, gdzie znajdziecie sporo ciekawych promocji.

2 thoughts on “Joanna Bator, Rok Królika

  • Kwiecień 20, 2017 at 11:50 am
    Permalink

    Twórczość Bator ma faktycznie tyle samo zwolenników, co… „mniej zafascynowanych fanów”. ;) My należymy jednak zdecydowanie do tej pierwszej grupy. „Rok Królika” to kolejna powieść, od której po prostu nie dało się oderwać. Być może to narracja, być może zgrabne połączenie najróżniejszych gatunków literackich, a być może sama fabuła. W każdym razie gorąco polecamy! :) Świetna recenzja! :)

    Reply
  • Kwiecień 21, 2017 at 7:52 am
    Permalink

    Dziękuję za kolejny miły komentarz. Bardzo mnie cieszy, że mimo wszystko jest jeszcze wielu czytelników dość specyficznych, by rozsmakować się w takich powieściach.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *