Jiro śni o sushi (Jiro Dreams of Sushi)

To, że wcześniej nie napisałam o tym filmie, świadczy tylko o wielkich emocjach z nim związanych, do których trudno mi się zdystansować. Zwykle gdy komuś o nim na żywo opowiadam, to aż się zapowietrzam z ekscytacji (jeśli mnie znacie, to wiecie o co chodzi). Jiro śni o sushi to wspaniałe doznanie estetyczne! Jest to film, który potrafi zmienić sposób patrzenia na świat, a nawet całe życie. Choć jest to dokument, to z czystym sumieniem mogę zaświadczyć, że nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak wielkim ładunkiem poezji na ekranie. Nawet jeśli nie lubicie sushi, które zwyczajnie, ze względu na cenę, jest poza zasięgiem większości Polaków, to gwarantuję, że film wam się spodoba. Dla tych, którzy potrzebują inspiracji lub motywacji Jiro śni o sushi to prawdziwy skarb.

Jiro Ono to bardzo podeszły wiekiem Japończyk, który pracuje w małej restauracji umiejscowionej w Tokijskim metrze. Z zewnątrz ten przybytek wyglądam jak kiosk z gazetami, albo bar z fast foodami, ale w środku kryje się raj dla podniebienia i kucharz, którego Japończycy nazwali swoim skarbem narodowym. O wielkim kunszcie pana Jiro Ono świadczą trzy gwiazdki Michelina, które zyskały mu międzynarodową sławę. Wiecie co w tym jest najwspanialszego? Że nic to w życiu Jiro nie zmieniło. Starzec, nieco przypominający żółwia, nadal większość życia spędza w kuchni gotując i doglądając swoich praktykantów. Nawet w nocy nie ma wolnego, ponieważ nawiedzają go wielkie sny o sushi. To się nazywa pasja!

Jiro śni o sushi to mój ulubiony film motywacyjny (też trzeba zrobić taką serię). Cały jest o samodyscyplinie. Główna mądrość życiowa, którą przekazuje widzom Jiro to to, by zakochać się w swojej pracy i każdego dnia dążyć w niej do perfekcji. Jakież to japońskie! No i może jeszcze dwie liczby, zanim przejdziemy do jedzenia. By nauczyć się robić dobre sushi, pod okiem mistrza należy spędzić 10 lat, a by zjeść tam posiłek, należy się zapowiedzieć 2 miesiące wcześniej.

A jakie jest jedzenie w tym filmie? Fenomenalne! Ocenić mogę oczywiście tylko warstwę wizualną, ale to prawdziwe dzieła sztuki, z którymi te zawijasy sprzedawane w Polsce nie mają zbyt wiele wspólnego. Sama nie przepadam za rybami (w sensie smakują mi, ale wiem, że ich jedzenie jest niemoralne), ale to co widzimy na ekranie daleko wykracza poza zwykłą ocenę składników odżywczych czy świeżości. To nie jest zwykły ryż z kawałkiem surowej ryby, ale specjalnie wyselekcjonowane i ugotowane ziarna w odpowiedniej temperaturze, a także kawałki najświeższych, najlepszych i najdroższych ryb i owoców morza jakie można dostać w Japonii. Wszystko przygotowane ze znawstwem jakie można zdobyć tylko pracując pół wieku nad swych kuchennym rzemiosłem. Każdy ruch, każdy kęs jest tu pod kontrolą boga sushi Jiro. Szef kuchni bazuje na jakości produktów i ich oryginalnym zestawieniu. Nie ma tu nadmiaru przypraw czy fikuśnych dekoracji. Minimalizm w wystroju wnętrz i na talerzu. Czasem jakąś ryba zostanie pociągnięta sosem sojowym, lub z boku znajdzie się kleks pasty wasabi, ale to wszystko. Ten smak nie wymaga żadnych ingerencji, a o tym, że jest niesamowity świadczyć mogą błogie miny jedzących sushi osób uchwycone na zdjęciach.

O jedzeniu, które wychodzi spod ręki Jiro Ono i jego uczniów widz zaczyna myśleć jeszcze lepiej, gdy widzi ile wysiłku i poświęceń kosztuje ono nie tylko starca, ale i wszystkich wokół niego. Jego syn osobiście jedzie na targ rybny o świcie i wybiera najlepsze ryby. To co ze znawstwem wybierze, przywozi do restauracji rowerem. Do tego póki tatuś żyje, nikt nie doceni jego umiejętności, choć gwiazdki dostali po tym, gdy kucharz z Francji zasmakował jego, nie tatusia, sushi. W filmie padają gorzkie słowa, że syn Jiro musi być dwa razy lepszy od niego, by choćby mu dorównać. Daje do myślenia… Drugiemu się lepiej udało, bo młodszy, ale w swojej restauracji bierze za jedzenie połowę tego co Jiro, choć jest tak samo dobre, a właściwie takie samo. No i jest jeszcze sprawa żony Jiro, której nie pokazuje się w filmie. Coś podejrzewam, że za sny męża o sushi to ona zapłaciła najwyższą cenę.

Sushi w Jiro śni o sushi to taki mały pojemnik, w który mieści się wiele rzeczy, za które można kochać mistrza. Perfekcjonizm, pedanteria, niebywały smak, obsesyjna pracowitość i samodyscyplina, czynią z Jiro Ono nie tylko symbol japońskiej kuchni, ale właściwie symbol wszystkiego, czym Japończycy chcieliby być i z czym się silnie utożsamiają. Oto ile może kęs ryżu z rybą!

Na koniec wyznam, że Jiro jest moim życiowym wzorem i wielkim motywatorem. Odkąd zobaczyłam ten film, szukam dla siebie sprawy, która mogłabym potraktować równie poważnie jak on sushi. Kiedyś może znajdę.

Jutro w kąciku gastronomicznym coś z nowości, film Szef.

8 thoughts on “Jiro śni o sushi (Jiro Dreams of Sushi)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *