Rekin z parku Yoyogi Joanny Bator czytany przez Annę Dereszowską

O ostatniej książce Joanny Bator pisałam całkiem niedawno, a teraz, dzięki Bibliotece Akustycznej, która wydała audiobooka, mam okazję by zrobić to ponownie. Mogłoby się wydawać, że słuchanie tekstu, który już się przeczytało to straszna nuda, ale nic bardziej mylnego. Pod wieloma względami było to bogatsze doświadczenie niż kontakt z wersją papierowa.

To pierwszy audiobook, przy którym mój nieco powolny umysł wpadł na to, jaka jest podstawowa różnica pomiędzy papierem a dźwiękiem: czytając jestem w stanie wyodrębnić wzrokiem fragmenty na dany temat i jeśli założę, że są dla mnie średnio interesujące, czasem zupełnie nieświadomie je pomijam. Dzieje się tak najczęściej gdy podejrzewam, że zaraz, na następnej stronie będzie coś arcyciekawego i już mi się tam spieszy. Podczas słuchania audiobooka nie mogę przewidzieć ile tzw. ,,opisy krajobrazu” będą trwały, więc skupiam się tak samo przez cały czas, dzięki czemu docierają do mnie informacje, które wcześniej mój krnąbrny umysł odsiał z najróżniejszych przyczyn. To jest dopiero pogłębiona lektura.

O Japonii i Japończykach, ale nie tylko

Jeśli dla kogoś będzie to pierwsze spotkanie z tekstami Joanny Bator, to informuję, że Rekin z parku Yoyogi jest zbiorem jej esejów i reportaży, które wcześniej już można było przeczytać w polskiej prasie. Autorka, podczas swoich długich pobytów w Japonii, miała okazję dogłębnie poznać kulturę Kraju kwitnącej wiśni, a jej błyskotliwe analizy nie mają nic wspólnego ze stereotypowymi informacjami rodem z telewizyjnych programów podróżniczych czy folderów reklamowych biur podróży. Joanna Bator jest po prostu tak blisko prawdziwej Japonii jak tylko może być cudzoziemka. Pisarka i wykładowczyni dodaje do swych obserwacji pogłębioną analizę kulturoznawczą, która jest bardzo kompetentna, a jednocześnie zrozumiała dla każdego przeciętnego czytelnika, nawet takiego, który nawet nie słyszał o antropologii kulturowej.

Całość jest podzielona na trzy części: Niesamowitości, Alegorie i Heterotoppie. Wielkim cieniem na każdej z nich kładzie się katastrofa związana z trzęsieniem ziemi i wielkim tsunami oraz wybuchem elektrowni w Fukushimie. Ten moment próby pokazał prawdziwe oblicze Japończyków tak różne od tego, co w podobnych momentach demonstrują Polacy. Lubię bardzo ten zbiór między innymi dlatego, że pełno tu jest nie tylko ciekawych informacji na temat Azjatów, ale także wiele obserwacji polskiej specyfiki. Niestety za każdym razem Słowianie wychodzą gorzej niż zdyscyplinowani i powściągliwi Japończycy, co mnie smuci, ale z czym nie mogę się nie zgodzić.

Kwiaty, ryby i stalowe penisy

W przeciwieństwie do czytania, słuchać mogę wszędzie i praktycznie w każdych okolicznościach. Tym razem miałam wielkie poczucie zespalania się tekstu i rzeczywistości, i to przy wielu fragmentach. Największą frajdę miałam chyba ze Święta (stalowych) penisów, w którym Joanna Bator opisuje celebrację fallicznego wigoru w iście japońskim stylu. Słowa penis i wagina nie robią na mnie zwykle większego wrażenia, ale powtarzane często, zdecydowanym głosem Anny Dereszowskiej sprawiły, że poczułam się jak złośliwa mała dziewczynka. Wszystkiemu winne są właśnie okoliczności odsłuchiwania: środek dnia, gotuję obiad przy otwartym oknie i mam podejrzenie graniczące z pewnością, że sąsiad (który nie daje mi spać po nocach) teraz sam nie może odsypiać gdyż relacji ze wspinania się na wielkiego sztucznego penisa w celu zrobienia zdjęcia, nie da się tak łatwo zignorować.

Rekin z parku Yoyogi znakomicie sprawdza się w plenerze, zwłaszcza gdy na przykład słuchając przez słuchawki opisów pedantycznych zwyczajów Japończyków (mistrzów segregacji śmieci oraz ludzi noszących podczas spaceru z psem nie tylko foliałki na odchody, ale także butelki z wodą do zmywania siuśków z murków) patrzymy na brud i chaos polskich ulic. Nie wiem gdzie mieszkacie, ale miasto w którym ja się znajduję bardziej przypomina Ankh Morpork niż cywilizowaną osadę ludzką. Podobnie jest z miłością do ulotnej przyrody przejawiająca się fotografowaniem kwiatów wiśni i śliw. Ja rzadko mogę dojrzeć choćby mleczyka czy stokrotkę na zadeptanych i zaśmieconych trawnikach.

Podobnie jak w przypadku pierwszej lektury, tak i podczas słuchania, najbardziej podobał mi się tekst o panu Jiro Ono, mistrzu sushi. Pocąc się nad patelnią i garnkiem, w kolejnej desperackiej próbie stworzenia czegoś zjadliwego, słuchałam relacji o tym jak perfekcyjny jest każdy ruch pana Jiro i jakie to cuda prostoty można spożyć w jego znanej na całym świecie restauracji. Po raz kolejny bardzo mnie zmotywowało jego przesłanie (z którym utożsamiają się wszyscy Japończycy), że w życiu najważniejsze jest wybranie tego co robi się dobrze i codzienna praca nad tym by dojść do perfekcji.

Anny Dereszowskiej słucham w nieskończoność

Już wam kiedyś pisałam o tym, że choć nie oglądam jej filmów to z fascynacją słucham nagranych przez Annę Dereszowską audiobooków (jest to głównie Łabędź i złodzieje odtwarzany w kółko). Jej stanowczy, pełen energii ton głosu przeprowadza słuchaczy gładko przez meandry tekstu. Z prawdziwą ulgą przyjęłam fakt, że to ona, a nie na przykład autorka, która ma dość suchy i wzbudzający we mnie nerwowość głos, czyta Rekina z parku Yoyogi. Dzięki tej lektorce ma się wrażenie obcowania nie z tekstem niemalże naukowym, a z wciągającą prozą. Tak ciekawe reportaże i eseje jak te opisujące panów przebierających się za Lolity, wiecznych chłopców zamykających się na zawsze w pokoju przed komputerem, czy też tytułowy tekst o autentycznym rekinie, naprawdę znalezionym pewnego ranka w parku, nabierają pewnej dramatycznej głębi i wyrazu, których nie ma dla mnie sam tekst drukowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *