Fortitude

Fortitude to urocze małe miasteczko, w którym wszyscy się znają a przestępstwa prawie się nie zdarzają. Oczywiście jest miło i spokojnie aż do zabicia jednego z szanowanych członków społeczności i to w bardzo tajemniczych okolicznościach. Byłby to kolejny serial o zbrodni w małej zżytej społeczności w stylu Broadchurch gdyby nie fakt, że Fortitude znajduje się na dalekiej Północy, tuż przy kole podbiegunowym. Najniższe z możliwych temperatury za oknem jednak zmieniają postrzeganie rzeczywistości, a my dzięki tym mrozom otrzymujemy produkcję o bardzo specyficznym klimacie. Jest co prawda schemat ,,przyjeżdża detektyw do miasteczka i odkrywa jego mroczną stronę” jednak egzotyczne plenery, międzynarodowa obsada i wszechobecny klimat grozy sprawiają, że ta produkcja bardziej przypomina Top of the Lake niż brytyjskie i amerykańskie seriale o podobnym schemacie fabularnym.

Ludzie, misie i mamuty

W jednej ze swoich przemów gubernator Hildur Odegard (Sofie Grabol) reklamuje Fortitude jako najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Mróz i restrykcyjne przepisy mocno osłabiają kryminalne zapędy mieszkańców, a jedynym zagrożeniem (poza odmrożeniami) w tej arktycznej okolicy są polarne niedźwiedzie. Z początku wydaje nam się, że to one będą największym problemem, bo w końcu pilot zaczyna się od sceny pożerania człowieka żywcem przez białą bestię, jednak im bardziej zagłębiamy się w fabule, tym mocniej dostrzegamy zagrożenia płynące ze strony innych ssaków, czyli ludzi i pewnego wiekowego mamuta. Gdy para dzieci znajduje w okolicy największej lokalnej atrakcji, lodowca, dziwny fragment kości, który okazuje się mamucim zębem, a jedno z nich zapada na ciężką tajemniczą chorobę, może się wydawać, że będzie to jedna z historii o morderczym wirusie (podobne oglądamy teraz w 12 małpach czy w Heliksie). Szczątkami mamuta uwolnionymi z lodu szybko zajmuje się para lokalnych oprychów, którzy chowają truchło, a następnie próbują sprzedać je profesorowi Stoddardowi (Christopher Eccleston) z lokalnej stacji badawczej. Nim się obejrzymy profesor ginie, a o jego zabójstwo jest podejrzany absolutnie każdy mieszkaniec Fortitude.

Każdy odcinek przynosi nowe spojrzenie na śledztwo prowadzone przez intrygującego śledczego, przybyłego z Anglii detektywa Mortona (Stanley Tucci). Podejrzana jest pani gubernator Odegard, bo raport naukowca miał uniemożliwić budowę jej lodowego hotelu, ale śledztwo obejmie też wspomnianych sprzedawców mamucich kości, współpracowników profesora oraz funkcjonariuszy policji. Naprawdę z każdym odcinkiem robi się ciekawiej, zwłaszcza, że nikt nie podejrzewa jeszcze, że zaginiony mamuci trup może być groźny dla ludzkiego życia, a tymczasem mały chłopiec ma się coraz gorzej.

Fortitude-1

Im dalej w las tym ciekawiej, zwłaszcza, że lasów tu nie ma

Bardzo podoba mi się to jak wraz z detektywem Mortonem wchodzimy w tę opowieść coraz głębiej, aż do podszewki Fortitude. Dość szybko okazuje się, że w tym najbezpieczniejszym na świecie miejscu, podejrzanie wiele osób miało motyw do morderstwa. Poza faktem, że mieszkają tam w końcu tacy sami ludzie jak wszędzie, posiadający dokładnie te same co inni skłonności, to jeszcze ekstremalne warunki pogodowe (trochę jak w Jądrze ciemności) te słabości wyostrzają i wyciągają na wierzch. Szczególnie ciekawie przedstawia się życie uczuciowe mieszkańców tego arktycznego miasteczka. Ze względu na pogodę fortiturianie zawsze starają się mieć w łóżku towarzysza, tłumacząc się tym, że przecież nie chcą zmarznąć. Stąd skomplikowana sieć romansów i zauroczeń, poprzeplatana przygodami na jedną noc i małżeńską miłością.

Na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza dwaj przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, czyli detektyw Morgan i szeryf Dan Anderson (Richard Dormer). Morgan to trochę taki typowy przybysz z zewnątrz, który wprowadza nas do tego świata. Próbuje się zaaklimatyzować w tych niełatwych warunkach, a nie jest to proste bo uszy mu odmarzają jakby miały odpaść od łysej głowy, a tubylcy stawiają silny opór przed drążeniem ich tajemnic. Detektyw ma również wiele ciekawych, indywidualnych rysów. Jest intrygujący, dociekliwy, ironiczny i elegancki niczym prawdziwy angielski dżentelmen, a do tego możemy się domyślać, że ma niejedno za uszami. Sama sprawa jego niemożebnie szybkiego przybycia do Fortitude jest zastanawiająca i każe się domyślać interwencji znacznie większych sił niż wymiar sprawiedliwości. Pochodzący z Norwegii szeryf Anderson jest jakby jego przeciwieństwem, ale też pozornie. Ten skromny, prosty, zasadniczy i prostoduszny mężczyzna, o którym nie można nawet powiedzieć czy jest dobrym szeryfem (wszak wcześniej nie było tu przestępstw więc nie miał kto sprawdzić jego skuteczności), też ma swoją mroczną stronę, którą powoli odkrywa przed widzami.

Fortitude-2

Zaczęłam oglądać Fortitude gdy za oknem panowały pierwsze i jak się okazało jedyne mrozy tej zimy. Za oknem -7 a w domu nie więcej niż 16 (uroki mieszkania w kamienicy). Gdy jednak zobaczyłam jak dzielnie radzą sobie fortiturianie przy -30 przestałam się mazać. Warunki życia u podnóża prastarego lodowca są tak surowe, że aż trudno uwierzyć iż ludzie naprawdę chcą tam być z własnej woli. Zadziwia mnie też to, jak fantastycznie pokazano w serialu związki łączące ludzi z naturą. Długa arktyczna zima, brak słońca i depresja, a potem nagle bardzo długi wiosenny dzień, zorze polarne i euforia sprawiająca czasem wrażenie histerii. Do tego krwiożercze niedźwiedzie, przez które każdy tu musi mieć strzelbę i mamut z lodowca. Muszę przyznać, że kibicuję mamutowi i odczytuję jego obecność i przyatakowanie chorobą ludzi jako zemstę natury, która nie życzy sobie by ktoś przerabiał wydrążony glacjał na hotel. W ogóle mam wrażenie, że nie powinno tam być ani hotelu, ani ludzi, a jednak są i przystosowują się tak jak wszędzie na Ziemi.

Fortitude to coś oryginalnego, świeżego i zaskakującego. Choć jest mroźno i dziko, to nie sielski Przystanek Alaska, ani groteskowe Fargo. Jak dla mnie to zupełnie nowa jakość wprowadzona do opowieści o tajemniczych zbrodniach. A już czołówka zasługuje na jakąś nagrodę, taka jest klimatyczna.

One thought on “Fortitude

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *