Wirus (The Strain)

Gdy człowiek myśli, że widział już wszystkie wampiryczne kurioza na ekranie, dostaje takie oto dziwo i już nic nie jest takie jak przedtem. Tym razem nie wystarczył miks krwiopijców z zombiakami, doszły jeszcze elementy science fiction reprezentowane przez dość paskudne robale. Normalnie oglądam i nie wierzę, że ktoś wpadł na taki pomysł. Dałoby się to to jeszcze obronić, gdyby było podane w mniej poważnej konwencji, na przykład tak jak w Czystej krwi (gdzie w końcu wirusów i dziwnych miksów nie brakuje), ale w The Strain oni tak na serio.

Gdy oglądam ten serial, zadaję sobie pytanie ,,Co ja właściwie pacze?”. Niby nówka sztuka, a każda scena wygląda jakby ją nakręcili we wczesnych latach 90-tych. W dodatku pomysły na poszczególne wątki też chyba pochodzą z tamtego okresu.

Wszystko zaczyna się od wylądowaniu na JFK samolotu z prawie całkowicie wymarłymi pasażerami. Podróż z Niemiec przetrwało tylko czworo ludzi, pilot, gwiazda rocka, zwykły facet i roszczeniowa bizneswoman. Resztę uśmierciło coś tajemniczego, co może mieć związek z antyczną wielką trumną z ziemią w luku bagażowym. Nim się specjaliści od epidemii i służby porządkowe zorientują w sytuacji, zniknie i trumna, i zwłoki, no i chyba na uratowanie świata też już trochę za późno.

Głównym bohaterem tego cyrku jest doktor Ephraim Goodweather (nudny jak flaki z olejem Corey Stoll), który przewodzi arcyważnej grupie naukowców, walczących na całym świecie z groźnymi zarazami. Na początku podejrzewano, że pasażerów feralnego samolotu zabił tajemniczy wirus (jak to się w czasie ładnie zgrało, że ebola właśnie teraz atakuje) i nawet gdy już wiadomo, że nie (co dosyć szybko jest dla wszystkich oczywiste), naukowcy upierają się by naiwnie wprowadzać po kolei antywirusowe procedury. No nie wiem jak pozostali widzowie, ale ja nie mogę się wprost doczekać, kiedy wreszcie wszyscy przestaną się kręcić po tym lotnisku. No na litość boską! Ileż można?

Gdyby to był jeszcze naprawdę wirus, można by jakoś to znieść, ale od początku wiadomo, że tajemnicze robale to tak naprawdę nosiciele wampiryzmu, który w tym wydaniu jest mało estetyczna chorobą pasożytniczą, ożywiającą nawet pojedyncze organy. Międzynarodowy wampirzy spisek tropi leciwy profesor Abraham Setrakian (David Bradley), a wraz z nim pojawiają się wątki nazistowskie (no oczywiście!). Jednym słowem poziom absurdu z każdą minutą wzrasta.

W Wirusie dziwi wiele niedorzeczności. Mnie osobiście zastanawia najbardziej sam tytuł. Coś mi te robale bardziej na glizdy wyglądają, a nie na wirusy, ale może czegoś nie zrozumiałam na lekcjach biologii. Inni są zapewne bardziej zaskoczeni, że pomimo iż jest tu tyle ,,atrakcyjnych” wątków (wampiry, zombi twory, robale, naziści i in.) to jeszcze starczyło miejsca na rozbudowany wątek obyczajowy. Doktor Goodweather ma bardzo zagmatwane życie osobiste, do którego wciąga widzów. Walczy o opiekę nad synkiem, ma romans ze współpracowniczką, a ostatnio nawet się okazało, że jest alkoholikiem. Jak jeszcze powiedzą, że jest kobietą, albo że potrafi latać, też uwierzę. Czemu nie wystarcza, że zabija robale? W końcu tylko tyle musimy o nim wiedzieć.

O naprawdę kuriozalnych sprawach (takich jak wampirza charakteryzacja) nie będę wam już pisać, bo to trzeba zobaczyć samemu. Naprawdę nie wiem jak bardzo źle może się The Strain rozwinąć, ale coś czuję, że osiągniemy dno tego sezonu serialowego (gorzej może być już tylko z Loterią jeśli chodzi o naukową fikcję na ekranie). Przez takie badziewia ja ten Wirus tylko bardziej brakuje nam naprawdę dobrych i stylowych seriali o nadprzyrodzonych mocach takich jak Penny Dreadful. I pomyśleć, że kiedyś Historyk Kostovej wydawał mi się nudny i drętwy…

2 myśli na temat “Wirus (The Strain)

  • Styczeń 1, 2018 o 3:26 pm
    Permalink

    Najbardziej zdumiewające jest to, że ten serial doczekał się aż 4 sezonów. To znaczy, że ktoś to g…. chce oglądać i ogląda tracąc cenny czas. Ten serial jest tak prymitywny i głupi, że trudno zrozumieć tych, którzy go zrealizowali.

    Odpowiedz
  • Styczeń 3, 2018 o 10:50 am
    Permalink

    Poważnie? Cztery sezony? Ależ ludzie mają odporną psychikę! Zazdroszczę tym widzom wytrzymałości :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *