Helix

Pojawienie się serialu Helix uratowało mi normalnie filmowo zimę. Gdy za oknem było straszliwie mroźno, mogłam sobie spokojnie siedzieć pod kocem i oglądać doktorów, którzy utknęli na Arktyce i walczą ze śmiertelnym, zmutowanym, kosmicznym wirusem. Kto by się przejmował, że jest -12, gdy ci biedacy na ekranie mają -50. A tak poważnie, to wszystkich zachęcam do oglądania Helixa, ponieważ to naprawdę świetna zabawa. Produkcja jest może skromna pod względem finansowym (raczej wnętrza się nie zmieniają i nie ma mega znanych aktorów), ale za to jest naprawdę bogata jeśli chodzi o sposoby na pobudzenie ciekawości widzów.

Zaczyna się to to niby niepozornie. Zespół amerykańskich super naukowców, walczących z epidemiami różnych chorób na całym świecie, jest wysyłany na stację badawczą na Arktyce, gdzie zaatakował nieznany wirus. Szef zespołu, dr Ferragut (Billy Campbell), ma dodatkową motywację do podróży, ponieważ jednym z pierwszych przypadków zachorowań jest jego własny brat Peter (Neil Napier). W podróży, oprócz młodych i zdolnych specjalistów, ma mu towarzyszyć również była żona Julia (Kyra Zagorsky), którą przed laty nakrył na zdradzie ze wspomnianym bratem. Zapowiada się melodramatycznie, jednak gdy ekipa pojawia się na Arktyce, szybko orientujemy się, że problemy sercowe zejdą na dalszy plan, ponieważ tutaj mamy do czynienie z prawdziwym, zagrażającym ludzkości kataklizmem. Wirus atakujący pracujących w stacji badawczej uczonych to wynalazek szalonych naukowców, zamieniający chorych w obdarzonych nadludzką siłą zombich. O stworzenie tego dziwu natury od początku podejrzewany jest dowodzący zespołem laborantów dr Hiroshi Hatake (Hiroyuki Sanada), ale zapewne sprawy nie są aż tak proste, wszystko bowiem ma tutaj drugie dno. Z każdym odcinkiem pojawiają się jakieś niespodzianki i niczego nie można być pewnym, a już na pewno nie tego, kto jest złym czy dobrym charakterem.

Helix ma sterylny, błękitny, halogenowy klimat typowych seriali medycznych, ale także aurę tajemniczości przypominającą mi serial Lost. Bardzo podoba mi się to, że co chwila mamy jakieś makabryczne niespodzianki: a to łyse wściekłe szczury, a to zamarznięte małpki, a to wreszcie wymiotowanie wirusem bezpośrednio do ust kolejnego nosiciela. Doskonale moim zdaniem został dobrany także podkład muzyczny. Te wesołe, ironiczne melodyjki świetnie kontrastują z tematyką produkcji.

Jeżeli chodzi o wątki osobiste poszczególnych postaci, to przyznam, że niekoniecznie mnie one interesują, poza oczywiście wszystkim co dotyczy doktora Hatake. To zapewne zasługa grającego go aktora, że Hatake wydaje mi się taki demoniczny i rozczulający jednocześnie. Ten mały Azjata jest bardzo przekonujący w roli dyrygującego wszystkimi wokół mistrza marionetek, a z każdym odcinkiem nabieram podejrzeń, że jego tajemnica jest tu jedyną, którą warto poznać.

Oglądajcie Helix, bo to naprawdę dobre Sci-Fi, mimo iż leci na kanale Syfy (czy was też bawi niezamierzony komizm tej nazwy?).

4 thoughts on “Helix

  • Luty 15, 2014 at 3:45 pm
    Permalink

    Osobiście mi się podoba, mimo, że omijam z daleka wszelkie horrory gdzie latają flaki i różne plwociny ;) – tutaj też niezbyt mi się to podoba, jednak serial jest ok. Ma swój niepowtarzalny klimat, który przyciąga do ekranu, te wszystkie tajemnice. Całkiem też niezła gra aktorska wszystkich najważniejszych postaci, najbardziej interesują mnie realcje między doktorkiem a „młódką” a także tajemniczy Hatake. Czekam na każdy odcinek.
    PS pojawiły sie nowe seriale: Hinterland – w tej chwili nic nie wiadomo o czym i
    After – początek pilota całkiem niezły i dynamiczny a koniec można powiedzieć odjazdowy i szokujący ;)

    Reply
  • Luty 26, 2014 at 9:00 am
    Permalink

    Zartujesz, Helix fajny? Powiem tak: jak mozna spaprac tak klasycznie dobry (choc oklepany) klimat?
    Procz wlasnie owego klimatu, zamkniecia, sniezku i szczypty syfy, dostajemy na maxa sztuczne i dretwe aktorstwo od gory do dolu. Z jednym moge sie zgodzic Hatak jest dokladnie taki jak w opisie wyzej.
    Reszta? Czif doktor drewniak gada ledwo, bo chyba ma astme i oddychac nie moze, mloda sikorka, ktora do niego startuje bidula, jeszcze sie ludzi, ze cos ugra dla siebie, kolejny drewniak, to przydupas Hataka, super hiper ochroniarz grubasek, ktory wyglada jak przyglup bez miesni itd…
    Gdzie czasy COS-ia? Moglismy dostac fajny serial, z innym klimatem i powiewem arktycznego wiatru zmian, a dostalismy kolejna papke w stylu JuEsEi.
    Osobiscie nie polecam po 6tym odcinku powiedzialem pass….

    Reply
  • Pingback: Droga do zapomnienia (The Railway Man) | Szczere recenzje filmów i książek

  • Pingback: Extant | Szczere recenzje filmów i książek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *