Hostiles

Zanim zasiądziecie do nowego sezonu Westworlda, oprócz oczywiście obejrzenia poprzedniego sezonu i dwóch „oryginałów” z lat 70-tych, polecam seans filmu Hostiles, westernu nakręconego w klasycznym stylu i z naprawdę doborową obsadą. Mnie przed ekran przyciągnęli głównie odtwórcy dwóch głównych ról, czyli Christian Bale i Rosamund Pike. Byłam ciekawa jak wypadnie na ekranie para aktorów, grających wcześniej dwójkę największych psychopatów współczesnego kina. Zgodnie z moimi przewidywaniami, gdy American Psycho spotyka na dzikiej prerii Zaginioną dziewczynę, dzieją się niezwykłe rzeczy.

Z indiańskim wodzem w długą drogę

Akcja westernu rozgrywa się w 1892 roku, kiedy to zasłużony w walkach z Indianami kapitan kawalerii Joseph Blocker (Christian Bale) otrzymuje stanowczy rozkaz z samych szczytów władzy. Prezydent i jego przełożeni powierzają mu misję polegającą na tym, by z Nowego Meksyku, gdzie obecnie stacjonuje strzegąc indiańskich więźniów, przetransportował czejeńskiego wodza Żółtego Jastrzębia (Wes Studi) aż do Montany. Stary i schorowany wódz chce pojechać wraz z rodziną w rodzinne strony, do Doliny Niedźwiedzi, gdzie pragnie być pochowany. Problem polega na tym, że nasz kapitan organicznie nienawidzi Indian, gardzi wodzem, a całej jego rodzinie życzy śmierci. Panowie mają za sobą długą i bolesną historię zwalczania się nawzajem i brania udziału w jednych z najkrwawszych potyczek w historii Stanów Zjednoczonych. Obaj mogą być obiektywnie uznani za zbrodniarzy wojennych, co im się przez całą drogą do Montany wypomina. Każdy oczywiście ma swoją rację, broni swojego plemienia i prawa do terytorium i oczywiście z latami podsyca coraz bardziej nienawiść do wroga.

Gdy kapitan Blocker wreszcie przezwycięża niechęć i wstręt do Czejenów, zabiera swoich więźniów pod eskortą dość specyficznej żołnierskiej kompanii i ruszają wolnym korowodem na północ. Ich podróż pełna będzie niebezpiecznych przygód, w czasie których grono wędrowców znacznie się uszczupli. W końcu terytoria, przez które przejeżdżają, to prawdziwe piekło (choć pięknie tu, trzeba przyznać), na terenie którego ścierają się co i rusz biali Amerykanie z Czejenami, Apaczami i Komanczami. Ci ostatni są szczególnie niebezpieczni. W pewnym momencie do grupy wędrowców musi dołączyć pani Rosalie Quaid (Rosamund Pike), gdyż banda dzikich, a wręcz szalonych jak twierdzi wódz Żółty Jastrząb, Komanczów napada na jej dom, zabijając męża i trójkę dzieci (w tym niemowlę). Piękna jak anioł Rozalia okazuje się bardzo ciekawą postacią, żadną tam kruchą kobietką, ale silnym i mężnym stworzeniem, które, tak jak wszyscy tu, chce mimo wszystko przetrwać.

Wróg czy przyjaciel?

Droga przez dzikie chaszcze, lasy, prerie i góry, trwa naprawdę długo, nic zatem dziwnego, że kapitan i wódz mają wiele okazji do rozmów. Oczywiście, jak na prawdziwych męskich mężczyzn przystało, nie pada tu za wiele słów, ale możemy zrozumieć to, co najważniejsze. Czasem bowiem jest tak, że tylko ludzie, którzy przeszli przez te same straszne doświadczenia (wojnę jak w tym przypadku), nawet jeśli byli po przeciwnych stronach barykady, są w stanie się zrozumieć, a może nawet sobie wybaczyć. Ten film oddaje moim zdaniem bardzo dobrze prawdę psychologiczną, której na próżno szukać w produkcjach ze złotej ery westernów. Tu nie ma dobrych czy złych, dzikusów i białych cywilizowanych kowbojów. Są tylko ludzie, którzy robili to, co musieli żeby przetrwać. Pod tym względem to bardzo nowoczesna opowieść.

Oprócz tego, że Indianie są tu pełnowymiarowymi ludźmi, choć też nie idealizuje się ich za bardzo, podoba mi się w Hostiles sposób, w jaki pokazano relację kapitana Blockera z panią Quaid. Choć to jeszcze dziewiętnasty wiek, żołnierz nie jest typowym męskim szowinistą, gruboskórnym gburem, jakich często oglądamy w podobnych produkcjach. Reżyser i scenarzysta filmu, Scott Cooper, zauważył rzecz oczywistą, a mianowicie, że nawet na Dzikim Zachodzie musiało nie brakować mężczyzn inteligentnych i wrażliwych, choć oczywiście w wydaniu Christiana Bale’a obie te cechy są bardzo subtelnie i powściągliwie nakreślone. Jego bohater od początku traktuje kobietę z atencją i szacunkiem, nie odmawiając jej przy tym prawa do partnerstwa w boju.

Jeśli zaś chodzi o samą piękną Rozalię, to patrząc na scenę, w której grzebie rodzinę czułam, że mam do czynienia z prawdziwym człowiekiem, nie z filmowym charakterem. Rosamund Pike znów wygrała aktorską loterię i jestem pewna, że doczeka się wielu nagród za rolę w tym filmie.

Poza Balem i Pike, wiele jest tu innych znakomitych kreacji, a każda postać niesie w sobie jakiś rodzaj bolesnego tragizmu. Świetny jest Wes Studi jako indiański wódz, ale także aktorzy tylko przemykający przez ekran jak Jesse Plemons, Rory Cochrane czy Ben Foster (szczególnie Ben Foster!).

Jeśli chodzi o samo tempo akcji, długość filmu czy plenery, jest to klasyczny western, ale już sposób, w jaki pokazano co wojna robi z ludźmi, jak radziły sobie na Dzikim Zachodzie kobiety lub kto tak naprawdę był tam dziki i rabował ziemię, to bardzo nowoczesne kino. Film daje do myślenia i zostaje w pamięci na długi czas. Wywołuje podobne wrażenia jak znakomity Slow West.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *