Zjawa

Czekałam bardzo na ten film, oczywiście ze względu na Toma Hardy’ego. To jak bardzo Leonardo DiCaprio się tym razem wysilił, by dostać upragnionego Oscara jakoś zupełnie mnie nie obeszło (to po statuetkę idzie z taką determinacją, nie po zemstę i widać, że gotów jest tym razem naprawdę na wszystko). Współczuję mu oczywiście, ale ileż można?! Film nie okazał się może jakimś strasznym rozczarowaniem, ale rewelacji też nie ma. Na pewno na długo zapamiętam fantastyczną pracę kamery, nadającą wyjątkowej dynamiki nielicznym scenom akcji, które są tak realistyczne, aż widzowi skacze ciśnienie, jakby sam był atakowany przez misia. No i te przepiękne krajobrazy! Główny bohater przemierzając śnieżne pustkowia pozostaje dla nas milczącą zagadką, a mi podczas tych przyrodniczych rewelacji naprawdę brakowało do pełni szczęścia głosu Krystyny Czubówny (komentarze w stylu „W leśnej kniei, podczas pierwszych roztopów, do życia budzi się potężna niedźwiedzica…”).

Pionierzy na szlaku zemsty

Akcja Zjawy rozgrywa się w roku 1822, podczas mroźnej amerykańskiej zimy. Oddział wojskowych zaopatrzeniowców, polujących w górach na bobry, łosie, jelenie i cokolwiek co można przerobić na mięso i skóry, zostaje nieoczekiwanie zaatakowany przez Indian i okrutnie przetrzebiony. Z zasadzki udaje się uciec tylko garstce mężczyzn, wśród których są cztery postaci kluczowe dla naszego leśnego dramatu. Jest wśród nich nasz główny bohater Hugh Glass (Leonardo DiCaprio), dzielny traper, doskonale zorientowany w topografii mieszkaniec pogranicza, służący wojsku za przewodnika. Towarzyszy mu jego indiański syn Hawk, nastolatek będący jego jedyną rodziną. Ekipie przewodzi prawy i dzielny kapitan Andrew Henry (Domhnall Gleeson) autentycznie zatroskany o losy swoich ludzi, choć trzeba przyznać, że niedoświadczony i nieporadny wielce. Na nieszczęście tej trójki Indianom nie udało się ustrzelić także gderliwego Johna Fitzgeralda (Tom Hardy), któremu bardzo nie podobają się zarówno pomysły Hugha jak przetrwać w głuszy, jak również obecność jego indiańskiego syna. Trudno mu się zresztą dziwić, gdyż ślady po skalpowaniu dobitnie świadczą o nieprzyjemnych doświadczeniach na linii Fitzgerald-tubylcy.

Leonardo DiCaprio
Leonardo DiCaprio

Zatem nasza gromadka płynie rzeką, potem schodzi na ląd, a zima dookoła rozkręca się na dobre, czyli mamy śnieg, wilgoć, mróz i zamieć w mega skali. Gdy już myślimy, że nic cięższego niż odmrożenia czy utonięcie nie grozi naszym bohaterom, na Glassa napada niedźwiedzica, zmieniając zupełnie koleje losu całej czwórki. Jakimś cudem Glass uchodzi z życiem z tego starcia (niedźwiedzica niestety nie), ale stanowi spore obciążenie dla towarzyszy, którzy wahają się między dobiciem go, a pozostawieniem samemu sobie w mroźnych górach. Niestety, sytuacja układa się tak, że Glass ląduje w grobie, choć jeszcze dycha, za to trup jego syna leży niepochowany pod drzewem. Za wszystko odpowiedzialny jest Fitzgerald, którego czeka dosłownie zemsta zza grobu. Może zdradzam za dużo, ale nie napisałam o niczym, czego i tak by nam nie pokazali w zapowiedzi.

Leo dyszy, Tom straszy

Zapewne, tak jak wielu z was, mało mnie obchodzi ile film kosztował, ani jak bardzo Leonardo DiCaprio poświęcił się dla roli. Za to obchodzi mnie efekt końcowy widoczny na ekranie, a ten jest średni. Za dobre wrażenie w przypadku Zjawy odpowiadają klimatyczne zdjęcia, a nie popisy aktorskie. Zresztą ani Leo nie ma za dużo okazji do interakcji, w czasie których moglibyśmy zgłębić jego portret psychologiczny, ani też za wiele z jego twarzy nie widać pod grubą okrywą z mokrego futra, skór i zarostu, także mimiką też nie nadrobi. No widać, że bardzo kochał syna, chce pomścić jego śmierć i jest mu zimno, i to zasadniczo tyle jeśli chodzi o tę postać. Jestem też pewna, że obraz aktora stojącego po pas w rzece i łowiącego ryby, będzie mi się wyświetlał za każdym razem gdy zobaczę kosmetyk o nazwie Cold Water lub przeczytam coś o diecie paleo. Jak przetrwać w lesie, poradnik autorstwa Hugha Glassa.

Tom Hardy
Tom Hardy

Jeśli zaś chodzi o Fitzgeralda, granego przez Hardy’ego, to w sumie nie widzimy nic nowego. Jest to mężczyzna swoich czasów, do bólu pragmatyczny i lekko ogłupiały rządzą zysku i chęcią zemsty na Indianach. Tom gra po raz kolejny szaleńca o świdrujących oczkach, brutalnie rozprawiającego się ze wszystkim co stanie mu na drodze. Nic, czego nie wdzielibyśmy do tej pory. Osobiście wolałabym też, żeby to on zagrał Glassa, gdyż byłby bardziej wiarygodny w tej roli niż Leonardo DiCaprio, któremu nawet gęsty zarost nie dodaje męskości. Przekleństwem tego aktora jest chłopięca twarz, której nie można brać do końca na poważnie.

Triumfalny pochód białego człowieka

Dla mnie Zjawa to mniej film o zemście, czy ogromnej sile przetrwania (choć trzeba przyznać, że wiele scen jest naprawdę imponujących, pomimo tego trudno uwierzyć by ktokolwiek mógł to przeżyć i mieć tyle szczęścia co Glass), a bardziej o tym, jak niszczycielską siłą dla pozostałych tworów przyrody jest biały człowiek. Bacznie się przyglądałam i to naprawdę niesamowite, że praktycznie każdy kto spotkał niezmordowanego Glassa, bardzo szybko musiał pożegnać się z życiem. Biały czy Indianin, koń to czy miś, wszystko co żywe pada trupem gdy tylko błękitne oczęta Leo na nim spoczną. No i naprawdę smutno się robi na myśl o tym, że przecież wiemy co się stało z tymi dzikimi ostępami i tubylcami, gdy Europejczycy na dobre się w Ameryce usadowili.

Miraże krystalicznie czystych rzek, świeżego powietrza i barwnej koegzystencji indiańskich plemion to już pieśń przeszłości, a wszystko przez to, że takim Glassom i Fitzgeraldom zachciało się skór, mięsa, drewna i innych, nie należących im się przecież, bogactw. Tak, ja naprawdę kibicowałam tej dzielnej niedźwiedzicy.

Film powstał na podstawie książki Michaela Punke pt. Zjawa. Opowieść o zemście. W Polsce powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Sonia Draga.

10 thoughts on “Zjawa

  • Grudzień 31, 2015 at 10:39 pm
    Permalink

    Jestem w trakcie kończenia filmu… I szczerze nikomu go nie polecam . Film mniej więcej opowiada o tym , że główny bochater cały film się czołga po tym śniegu , ponieważ pogryzł go miś , następnie wpadł do rzeki a teraz wygodnie odpoczywa w koniu…(wypatroszył go) i się nadal czołga…Osobiście nie polecam , film nudny jak stary but.

    Reply
    • Styczeń 3, 2016 at 12:09 am
      Permalink

      Wyborne podsumowanie jakże trafnie oddające fabułę filmu ;)

      Reply
    • Marzec 19, 2016 at 1:12 pm
      Permalink

      Widzę że chyba oglądałeś co 5 klatkę filmu. Owszem kumple zostawili go po ataku gryzli i może było by mu wszystko jedno gdyby nie to że na jego oczach zabito jego syna. Film bardzo dobry pokazuje siłę natury i ogromną wolę przetrwania napędzaną wolą zemsty za śmierć syna. A tym którzy piszą że film zły i słyszą tylko sapanie radzę odstawić granie na kompie bo to cholernie ogłupia.

      Reply
  • Styczeń 1, 2016 at 3:47 pm
    Permalink

    Jesteś malkontentką, Zjawa to bardzo dobre widowisko, a Hardy był znacznie lepszy niż w MadMaxie, ludzie go zapamiętali jako kompletne drewno i niewypał przy rewelacyjnej Charlize Theron. Tutaj gra po prostu świetnie. Miał mało ciekawych scen, trochę scenariusz kuleje jeżeli chodzi o jego postać, bo jest napisana sztampowo. Leo dostanie Oscara ale za całokształt.

    Reply
  • Styczeń 2, 2016 at 5:09 pm
    Permalink

    Film zasługuje na duże słowa uznania. Historia wciąga, chwilami wzrusza (tym bardziej, że częściowo jest prawdziwa), gra aktorska jest przekonująca, a efekt pracy Lubezkiego – jak zawsze mistrzostwo! Widoki, ujęcia – pierwsza klasa. Polecam, choć tych wrażliwszych ostrzegam – na widza czeka kilka „mocnych” scen.

    Reply
  • Styczeń 7, 2016 at 11:25 am
    Permalink

    Nie oglądałem więc się wypowiem ;) Mam ten sam problem z DiCaprio – zawsze widzę go „pod” rolą którą gra. Inaczej niż naprawdę wybitnych aktorów. U Leosia nadrzędny komunikat to : „Zobaczcie jak bardzo się staram!” – apogeum było w „Wilku z Wall Street”. Paradoksalnie najlepsza jego rola (i jedyna stuprocentowo wiarygodna) to upośledzony Arnie z „Gilberta Grape’a”, był to znakomity występ i niesłusznie Leo przegrał Oscara z Tommym Lee Jonesem (tego z kolei aktora uwielbiam, ale akurat na pewno nie w „Ściganym” zagrał najlepszą rolę). No, jeszcze w „Infiltracji” Leo był dobry – pomogła mu opuchlizna na twarzy i wory pod ocami z niewyspania i wtedy wreszcie wyglądał jak mężczyzna ;-)

    Reply
    • Styczeń 7, 2016 at 2:07 pm
      Permalink

      Z genami już nic nie zrobi, ale jest coś bardzo męczącego i desperackiego w tym, że z roku na rok coraz bardziej się stara. I co? Jakoś nie widzę tego, żeby w tym roku dali mu Oscara zamiast na przykład Fassbenderowi:)

      Reply
  • Styczeń 11, 2016 at 1:19 pm
    Permalink

    Nie oglądałem jeszcze ale czuje ze to dobre i mocne kino. Historia, obsada to już na wstępie mnie przekonuje do pójścia do kina.

    Reply
  • Styczeń 28, 2016 at 4:14 pm
    Permalink

    Sporo słusznych uwag (choć nie pozbawionych pewnego sarkazmu, by nie napisać „złośliwości” ;) )
    Dobra charakterystyka Fitzgeralda. Leo się poświęcił, ale nie jest to najlepsza rola jego życia (jest wiele innych – zdecydowanie lepszych – choćby dlatego, że grał w nich do lepszych scenariuszy).
    A jednak „Zjawę” warto zobaczyć – chociażby dla genialnych zdjęć Lubezkiego.
    A Oskary nie są w końcu takie ważne – to tylko zabawa.

    https://wizjalokalna.wordpress.com/2016/01/28/inarritu-zjawa/

    Reply
  • Pingback: Piknik z niedźwiedziami - Szczere Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *