Figurantka

Stała mi się wielka krzywda, wyoglądałam całą Figurantkę i nie wiem naprawdę jak teraz będę żyć. Do następnego sezonu koniec z moją codzienną porcją radości i rubasznego humoru. Ale trudno, zawsze mogę wrócić do seriali, na które Veep była odtrutką, czyli do Political Animals, Madam Secretary, Boss czy House of Cards. W Veepie najbardziej chyba podobało mi się to, że każdy pan i pani polityk mogli się w nim przejrzeć jak w zwierciadle i to niekoniecznie krzywym. Możliwość spojrzenia do środka, jakby się patrzyło przez uchylone drzwi na to, co się dzieje w gabinetach najpotężniejszych ludzi tego świata. Coś wspaniałego, zwłaszcza gdy okazują się oni banda nieporadnych, nierozgarniętych, agresywnych, a czasem nawet głuptaśnych dzieci. Oj, coś mi się wydaje, że przy okazji ostatnich (i poprzednich, i jeszcze poprzednich) wyborów, nie tylko w USA, ale także w Polsce, fani serialu bawili się szczególnie dobrze.

Tak głupi, że aż śmieszni

Główną bohaterką tego show jest oczywiście tytułowa Veep, czyli pani wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Selina Meyer (Julia Louis-Dreyfus). Jest jak skrzyżowanie Claire Underwood i Michele Obamy, które próbuje być Frankiem Underwoodem, ale niestety ma ułamek tej inteligencji co każda z tych postaci. Gdy ją poznajemy jest prawdziwą figurantką, godną polskiego tytułu serialu. Prezydent się z nią nie liczy, większość jej funkcji to po prostu reprezentacyjna ściema, a tam, gdzie mogłaby się jeszcze popisać politycznymi umiejętnościami (jako, że ich nie posiada), daje plamę na całej linii. To naprawdę przeurocze patrzeć na to jak ta filigranowa kobietka w kolorowych sukienusiach i na szpilkach, próbuje się bawić z ludźmi, którzy mają prawdziwą władzę, ale jej nie wychodzi, bo jest zbyt ograniczona, by do końca zrozumieć zasady gry. Przy okazji Selina odsłania przed widzami kulisy wielkiej polityki i choć to tylko komedia, nikt chyba nie ma wątpliwości, że w ogólnym zarysie tak to mniej więcej wygląda (jeśli nie gorzej oczywiście).

Figurantka1

Pracy nie ułatwia pani wiceprezydent także sztab pracowników, jakich sobie dobrała. Każdy z tych zżeranych przez ambicję nieudaczników, to prawdziwa sierota życiowa, ofiara losu i co tam jeszcze chcecie. Choć mają swoje wyznaczone funkcje, bez przerwy wkraczają w kompetencje innych, zupełnie nie można na nich polegać, a jak już mają coś wiceprezydent doradzić czy załatwić, możemy być pewni, że zrobią to źle i czeka nas kolejna spektakularna porażka (wiążąca się nawet z międzynarodowym skandalem). Oto uroki demokracji, pozwalające na wybieranie takich osobliwości na najwyższe państwowe stanowiska.

Profesjonaliści

Najbardziej z całej gromadki lubię chyba Gary’ego (Tony Hale), prawdopodobnie dlatego, że jest mi go strasznie szkoda. Gary jest oficjalnym bagażowym i asystentem Seliny, co w praktyce sprowadza się do tego, że musi zaspokajać każdą zachciankę tej rozkapryszonej, infantylnej kobiety. Nosi za nią specjalną torbę z pięćdziesięcioma przegródkami, w których ma jej tampony, chusteczki, krople i kremy. W razie potrzeby też wchodzi w rolę matki czy najlepszej przyjaciółki, przytula, pociesza, częstuje słodyczami i robi herbatkę. W stosunku do tego mężczyzny, który tak naprawdę jest ,,dwunastoletnim chłopcem, uwięzionym w ciele dwunastoletniej dziewczynki”, najbardziej widać, jak paskudny charakter ma Selina i jak brudną grą jest polityka. Robi z nim to samo, co z innymi, tylko bardziej. Wykorzystuje, wysysa energię, po czym bez skrupułów pozbywa się jak śmiecia. Gdyby serial nie był tak śmieszny, moglibyśmy panią wiceprezydent zwyczajnie znienawidzić.

Figurantka2

Bardzo dużo sympatii mam także do Amy (Anna Chlumsky), ambitnej pracoholiczki, od której Selina, jako od kobiety, wymaga dwa razy tyle co od innych, za to wcale nie lubię Jonaha (Timothy Simons) zwanego Jonadem, dyżurnego chłopca do bicia wszystkich pracowników Wschodniego Skrzydła. Moim zdaniem ten cham, szowinista i głupek jakich mało, powinien się zabić, ale niestety jest za głupi nawet na to i pewno by mu coś nie wyszło.

Jeśli już ktoś nie lubi Figurantki, to prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego ktoś inny ją uwielbia. Chamskie, lub w najlepszym razie rubaszne dowcipasy mogą razić co bardziej wrażliwe uszęta. Praktycznie, oprócz wystąpień na wizji, nie ma tu zdań bez słowa na ,,f”. Uprzejmość i dobre wychowanie nie mieszczą się w światopoglądzie naszych bohaterów, którzy nie są mili dla nikogo, jeśli naprawdę nie muszą. Przekleństwa, nerwowy ton, krzyki, szantaże i groźby, to zwyczajne narzędzia służące do wspinania się po politycznej drabinie. Oczywiście każdy szybko zapomina o tym, że przed chwilą był nieco niżej, co może naprawdę frustrować. Nerwowe tempo i chaotyczna szamotanina – oto główne atrakcje większości odcinków.

Wkurzać też może odtwórczyni głównej roli, Julia Lousi-Dreyfus, której mimika twarzy jest autentycznie niepodrabialna. W konkursie na irytujący wyraz twarzy wygrać z nią mogłaby tylko Kerry Washington ze Skandalu (o!, ale fajnie by było, gdyby Olivia Pope pojawiła się gościnnie w Veepie jako doradca Seliny!). Pani wiceprezydent albo marszczy się srogo, albo prezentuje szeroki uśmiech klauna i to w towarzystwie wytrzeszczonych oczu przerażonej sarny. Jak ktoś nie jest przygotowany, może się naprawdę przestraszyć. Ja tam ją jednak bardzo lubię i doceniam to, że pięćdziesięcioczteroletnia aktorka może jeszcze ruszać twarzą, w przeciwieństwie do wielu koleżanek po fachu.

Veep to naprawdę świetny serial o wielkim spektaklu manipulacji, jakim jest polityka. W Skandalu czy Homelandzie tego nie zobaczycie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *