Boss

Dzisiaj coś na poważnie i naprawdę sporego kalibru. Boss to nie jest coś, co można oglądać podczas prasowania czy jedząc obiad. Serial wymaga skupienia, trzyma w napięciu i kradnie mnóstwo czasu, którego jednak nie jest potem szkoda. Wciągnęłam się w oglądanie dzięki komentarzowi Magdy, której jestem bardzo wdzięczna. Już drugi tydzień spędzam z elitą polityczną Chicago, co nieco pomogło na tęsknotę za House of Cards, ale i napełniło mnie obawą co zrobię gdy i ten serial się skończy. Są tylko dwa sezony, co uważam za jakieś wielkie nieporozumienie.

Istny diabeł z tego burmistrza

Głównym bohaterem produkcji sieci Starz jest burmistrz Chicago Tom Kane (Kelsey Grammer), który rządzi metropolią od dekad i wciąż umacnia wpływy. Poznajemy go w momencie gdy dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie neurologicznej, która w ciągu kilku lat zamieni jego życie w piekło, a ciało sprowadzi do podstawowych wegetatywnych funkcji przed śmiercią. Niezbyt miła perspektywa dla kogoś, kto jest opętany obsesją kontroli. Powoli wchodzimy do jego świata. Poznajemy jego piękną żonę Meredith (Connie Nielsen), z którą łączą go bardziej relacje biznesowe niż uczuciowe, a także kilku współpracowników terroryzowanych przez tego nerwowego despotę. Bardzo ciekawie przedstawia się wątek związany z córką. Emma (Hannah Ware) to bardzo charakterna osóbka, której rodzice po prostu się pozbyli, gdyż dziewczyna miała problemy z narkotykami i mogła zaszkodzić karierze tatusia. Teraz Emma jest pastorem, wyszła na prostą i nawet prowadzi darmową klinikę dla ubogich. Pojawienie się w jej życiu na nowo chorego tatusia, zupełnie rozchwieje jej kruchą równowagę psychiczną.

Kelsey Grammer

Szef wszystkich szefów

Tom Kane to pazerny okrutnik, który nie cofnie się przed niczym, by zdobyć dla siebie jeszcze więcej władzy. Miastem zarządza niczym mafijną organizacją, zażegnując kolejne kryzysy zastraszaniem, biciem, mordowaniem i przekupywaniem kogo się tylko da. Inni politycy czy przedsiębiorcy mają szansę na bezproblemową współpracę tylko wtedy, gdy nie stanowią żadnej konkurencji czy zagrożenia dla burmistrza. W dodatku Kane jawi nam się także jako członek rządzącej dynastii, ponieważ jego żona jest córką poprzedniego burmistrza, wielkiego przyjaciela obecnego bossa (teraz niestety chorego i niedołężnego). Bezwzględność i koneksje przemawiają na jego korzyść i nikt, nawet najbliższy przyjaciel czy członek rodziny, nie jest przy nim bezpieczny.

Bardzo podoba mi się ta gra z widzem, polegająca na tym, że gdy tylko wydaje mi się, że jednak można tego Kane’a polubić lub że ma on swoje powody i słabości jak każdy, ten robi kolejne niewybaczalne świństwo, które przypomina o jego demonicznej naturze. Momentami zachowuje się jak niezrównoważony sadysta, na co wpływ ma postępująca choroba i związane z nią halucynacje. Moc jego gniewu odczuwają nie tylko najbliżsi czy współpracownicy, ale nawet pupilek Ben Zajac (Jeff Hephner) szykowany na następcę. Każdy kto się wychyli musi być przykładnie i boleśnie ukarany, by inni zapamiętali sobie co się robi w Chicago ze zdrajcami, osobnikami zbyt ambitnymi czy z naiwnymi głupcami. Zastrzelenie kogoś, obcięcie uszu czy zalanie żywcem w betonie to mroczna codzienność miasta rządzonego twardą ręką.

Boss-3

Momentami może nam się nawet zdawać, że jesteśmy w antycznym Rzymie, a nie we współczesnym amerykańskim mieście. Pewne rzeczy się nie zmieniają. Wiele jest tu wątków podobnych do tego co widzieliśmy w House of Cards, ale przemocy jest znacznie więcej, a seksapilu znacznie mniej. Zeszliśmy o kilka szczebli niżej w hierarchii władzy, mniej ludzkich spojrzeń, mniej kamer i fleszy, to zachęta do nadużyć, których z radosną determinacją dopuszczają się skorumpowani politycy z Chicago (aż nabrałam ochoty na wycieczkę do USA).

Nowy wymiar dramatu politycznego

Do niedawna nienawidziłam w filmach i serialach wszelkich wątków politycznych, które wydawały mi się niezmiernie nudną, męską grą. Zwyczajnie miałam też problemy z odróżnieniem identycznych wręcz podstarzałych i łysiejących facetów w garniturach. Na szczęście te czasy już minęły i Boss jest na to kolejnym przykładem. Ten serial, podobnie jak House of Cards (i jeszcze kilka innych produkcji, którymi zajmę się oddzielnie), posiada oprócz współczesnej i jednoznacznej historii, także wymiar uniwersalny. Toczy się na naszych oczach odwieczna walka o władzę. Stary król jest atakowany przez młodszych i silniejszych, z którymi często wygrywa dzięki mądrości i doświadczeniu. Jest w tym dużo antycznej tragedii, mnóstwo Makbeta (duch i plamy krwi) i całe warstwy spiętrzonych emocji, do którym mamy dostęp jedynie dzięki mega zbliżeniom na siatkówkę oka.

Connie Nielsen
Connie Nielsen

Bardzo podoba mi się także to, że seriale polityczne nie są już takie męskie i nie chodzi mi tylko o bohaterki takich produkcji jak Scandal czy komediowy Veep. Twórcy Bossa również zrozumieli, że za każdym wielkim mężczyzną stoi kobieta, która nie boi się pobrudzić sobie rąk. W tym serialu kobiety są wspaniale wyraziste. Oprócz Meredith Kane, która jest wcieleniem Lady Makbet niemal tak spektakularnym jak Claire Underwood, intrygująco zaprezentowała się także Kitty (Kathleen Robertson), asystentka Kane, a także żona skarbnika Zajaca Maggie (Nicole Forester). Każda z nich dysponuje ogromna inteligencją i wyrachowaniem, a do tego jeszcze nie wahają się korzystać ze swojego zabójczego seksapilu. To jest dopiero rozrywka dla kobiecej widowni.

Oczywiście największą gwiazdą jest tu sam Kane, w dużej mierze dzięki wcielającemu się w niego Kelsey’owi Grammerowi. Aktor co prawda do przystojnych nie należy, nie ma magnetyzmu i lekkości obycia Kevina Spacey, ale jest za to demoniczny. Nie wiem jak innych widzów, ale mnie przeraża. Jego łysina, dyszące nozdrza i świdrujące żabie oczka robią wielkie wrażenie i nie mówię wcale o scenach chorobowych ataków. Grammer sprawił, że uwierzyłam iż Kane naprawdę może zniszczyć człowieka jednym słowem, a nawet spojrzeniem. Z całego pierwszego sezonu najbardziej zapadła mi w pamięć scena przesłuchiwania Kitty. Mamy po jednej stronie seksownego kociaka, który wygląda jak stereotypowa sekretarka z nastoletnich fantazji erotycznych, a po drugiej wkurzonego faceta, przez którego ten kociak rozkleja się i wyznaje winy. Już nie mogę się doczekać, jaka będzie zemsta tej i innych skrzywdzonych kocic, gdy już stracą cierpliwość i pokażą pazury. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

3 myśli na temat “Boss

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *