Sex&Drugs&Rock&Roll

Jak już wiele razy informowałam, nie jestem jakąś szczególną wielbicielką muzyki, a nawet gdybym była, to z pewnością mój wybór nie padłby na rocka. Mimo tego jestem w stanie docenić takie seriale jak ten, a podejrzewam, że prawdziwi słuchacze kultowych zespołów, do których się tu nawiązuje, są tą produkcją naprawdę zachwyceni. Jest tu wszystko czego można chcieć od lekkiego serialu komediowego z pazurem: klimat, ironiczny humor, ciekawi bohaterowie i cała masa zaskakujących sytuacji. Gdyby ktoś nakręcił podobnie zabawny serial o polskich gwiazdach estrady sprzed lat, może bym i nawet złamała swoją zasadę i obejrzała tę rodzimą produkcję. Wiele jest aktorów oraz prawdziwych rockmanów, którzy dla odmiany mogliby nas rozśmieszyć i to nie (jak zwykle) kolejnym njusem o reaktywacji swojego zespołu.

Kontrolowany kicz i nostalgia

Johnny Rock to rasowy rockman i to nie tylko ze względu na swoje nazwisko. W złotej erze amerykańskiej muzyki ten dziś już zniszczony i podstarzały gwiazdor był postacią absolutnie kultową. Stonesi czy Guns’n’Roses mogli się od niego uczyć nie tylko pisania rockowych szlagierów, ale też tego czym jest prawdziwy rockowy styl życia. Zarówno w jednym jak i w drugim niestety Johnny był mistrzem. Co z tego jednak, że produkował hity, skoro co chwila rozpadały mu się kolejne kapele, a przez słabość do używek i wybuchowy charakter zasłynął z tego, że nigdy nie udało mu się dokończyć koncertu. Dziś fani zapomnieli o Johnnym, który w przeciwieństwie do gigantów branży, nie potrafił zadbać o swoje interesy. Teraz by zarobić trochę pieniędzy jest niemal gotów podszywać się pod Bon Joviego (występując jako Non Bon Jovie), ale na szczęście w ostatniej chwili przyjaciele i nieznana córka przybywają z odsieczą.

Denis Leary
Denis Leary

Przed śmiercią głodową lub totalnym upokorzeniem ratuje go były wspólnik Flash (John Corbett) i piękna Gigi (Elizabeth Gillies), której do jej pełnoletności tatuś nie widział na oczy. Okazuje się, że ten owoc przygodnej znajomości z fanką ma nie tylko powalająca powierzchowność, ale też odziedziczony po ojcu talent. A wiecie co jest w tym najlepsze? To, że Gigi ma też głowę na karku i lepiej niż tatuś wie jak zadbać o swoją karierę. Od samego początku rozstawia emerytowanych rockmanów po kątach, rozpylając wokół siebie aurę muzycznej femme fatale.

Odświeżone, odkurzone i naprawdę modne

Z serialu można się uczyć nie tylko tego jak poprowadzić swoją ewentualną karierę muzyczną (jeśli nie macie dobrych genów to zapomnijcie), ale także tego, jak rockowy styl życia odbija się na jego zwolennikach. W czasach gdy prawdziwi wielcy artyści odchodzą zbyt wcześnie z powodu nałogów, aż dziw bierze, że można śmiać się z trybu życia, który przypomina właściwie wspomagane samobójstwo. Zapewniam jednak, że serial jest naprawdę zabawny, choć czasem mam wrażenie, że śmieję się z przekory.

Johnny i Gigi reprezentują dwa zupełnie inne typy gwiazd. Zniszczony życiem, wciąganiem i piciem tatusiek, z dumą obnoszący skórzane wdzianka i fryzurę będącą połączeniem starej ciotki i wspomnianego Bon Joviego z czasów jego świetności, to przedstawiciel odchodzącej gwardii artystów, którzy dali Ameryce i całemu światu to co najlepsze w muzyce. Johnny należy już do odchodzącego świata, ale trudno mieć do niego o cokolwiek pretensję, bo przecież on zwyczajnie wierzył w to co śpiewał i żył zgodnie z propagowaną zasadą, że lepiej krótko a dobrze. Sprytna Gigi jest za to wcieleniem typowej zaradnej młodej gwiazdki, która doskonale wie jak manipulować mediami społecznościowymi i rozumie, że show biznes to przede wszystkim biznes. Przy tej drapieżnej piękności w seksownych skórzanych kreacjach, rockowe dinozaury nie mają żadnych szans.

Elizabeth Gillies
Elizabeth Gillies jaki Gigi

Na szczęście ten serial ma w sobie też odrobinę nadziei dla fanów uważających, ze stary rock jest najlepszy. Gigi i jej podobne gwiazdki może i mają wszystko, jednak po natchnienie i specyficzny klimat, z którego narodziła się amerykańska muzyka naszych czasów, i tak muszą zgłaszać się do źródła. Klasyki są tu wiecznie żywe, a do tego widzowie mają okazję przekonać się jak wygląda proces tworzenia nowych przebojów.

No i nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na warstwę wizualną produkcji. Pominę już może obciachowego mopa na głowie Johnny’ego i wspomnę tylko, że nie zmieniając stylu od lat, rockowy dziadek jest znowu na totalnym modowym topie. Nie ma obecnie chyba czegoś bardziej glamour niż surowy rockowy styl z tymi wszystkim ćwiekami, skórami i przetarciami. Coś to jednak też mówi o sile tej muzyki. Do tego oczywiście przyjemni dla oka aktorzy, czyli dla pań starzejący się jak wino John Corbett, a dla panów ponętnie wijąca się na scenie Elizabeth Gillis o mocnym, naprawdę rockowym wokalu (pewnie podkładanym :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *