Charlotte Cho, Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji

Jeśli jeszcze nie wiecie, że koreańska pielęgnacja urody jest teraz najmodniejsza, albo nie słyszałyście jeszcze o koreańskim rytualne urodowym w dziesięciu krokach, to chyba ukrywałyście się w jakiejś medialnej pustelni. Informacje o magicznie działających kosmetykach z Seulu napływają do nas z każdej strony i nawet ja (osoba, mówić dość oględnie, obojętna na te sprawy) obejrzałam już kilkadziesiąt filmików youtuberek zachwalających eliksiry, ampułki, toniki i maski w płachcie, jakie udało im się kupić w Seulu. Nawet jeśli nie zamierzacie stosować dziesięciostopniowej pielęgnacji (choć, jak zapewnia Charlotte Cho, to żaden wysiłek i trwa tylko kilka minut) to z pewnością warto dla celów rozrywkowych obejrzeć kilka takich filmików, a dla celów poznawczych, przeczytać ten zabawny poradnik w uroczej różowej okładce. Przy okazji można się naprawdę wiele dowiedzieć o koreańskiej kulturze, co szczególnie mi się spodobało.

Zachód kontra Wschód

Sekrety urody Koreanek to poradnik inny niż wszystkie, gdyż porady podawane są nam w ciekawej formie, niemal przy okazji i gdzieś na marginesie opowieści autorki o jej autentycznych perypetiach życiowo-urodowych. Poznajemy sympatyczną Charlottę, córkę koreańskich imigrantów mieszkających w Ameryce, która zaraz po studiach w Kalifornii, wyrusza do Seulu by rozpocząć pracę w dużej korporacji. Oprócz typowego kulturowego szoku, doznaje tu także szoku estetycznego. Ta wiecznie opalona, podchodząca do dbania o cerę w dość nonszalancki sposób amerykańska dziewczyna odkrywa, że na tle pięknych i zadbanych mieszkańców Seulu (obojga płci) wygląda jak zapuszczony Kopciuszek. Jej przesuszona skóra z mnóstwem mankamentów różni się bardzo od świetlistej, promiennej, nawilżonej i młodzieńczej cery Koreanek. Na szczęście liczni współpracownicy, a z czasem przyjaciele, nie szczędzą Charlotcie dobrych rad, dzięki czemu dziewczyna szybko przemienia się z amerykańskiego brzydkiego kaczątka w pięknego koreańskiego łabędzia. I tak, niemal nieświadomie, zanurzamy się wraz z nią w świat wszechobecnego kultu piękna, który w Seulu jest bardzo łatwy do praktykowania, gdyż ceny kosmetyków są tu bardzo przystępne, technologie ich produkcji naprawdę innowacyjne, próbki rozdawane szczodrze, no i praktycznie każdy jest tu profesjonalnym doradcą do spraw dziecięciostopniowej pielęgnacji cery i zdrowych nawyków dotyczących całego ciała.

Charlotte Cho, Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji

Z początku wiele osób może mieć zastrzeżenia co do skuteczności azjatyckich technik i specyfików (ze śluzem ślimaka, z fermentowanymi składnikami roślinnymi czy z zieloną herbatą), bo w końcu Europejczycy i Amerykanie jakoś sobie bez nich przez wieki radzili. No właśnie, jakoś. Mnie osobiście przekonują zdjęcia, na których widać, że osoby z Korei Południowej dłużej niż my zachowują młodzieńczą cerę, a także statystyki, z których wynika, że rak skóry jest u nich rzadkością, podczas gdy u nas zbiera od lat śmiertelne żniwo. Jak dla mnie, mieszkańcy Korei naprawdę wiedzą co robią i warto skorzystać z ich wiedzy i doświadczenia, zwłaszcza, że wystarczy kilka godzin czytania tego poradnika, by zdobyć niezbędne podstawy.

Najlepsza wersja samych siebie

To wcale nie wrodzona próżność skłania Koreańczyków do wręcz obsesyjnego i bardzo skutecznego dbania o swą powierzchowność. Charlotte Cho przekonuje, że wynika to ze specyficznej mentalności, zgodnie z którą jej krajanie starają się po prostu w każdej dziedzinie życia być najlepszą wersją siebie. Dbanie o dobro skóry to dla nich obowiązek estetyczny względem siebie, ale także wobec ludzi, którzy codziennie na nich patrzą, jak również zdrowotna powinność względem własnego ciała, bo na przykład dzięki systematycznemu wcieraniu filtrów przeciwsłonecznych, dosłownie chronią swoje zdrowie i życie. A że to wymaga wprawy, konsekwencji i samozaparcia, to już inna sprawa.

W praktyce wygląda to tak, że oprócz poszczególnych kroków dziesięciostopniowej pielęgnacji (dwukrotne mycie, złuszczanie, tonizowanie, nakładanie eliksirów, filtrów, kremów, masek i fluidów) należy jeszcze nosić okulary przeciwsłoneczne, kapelusze i specjalne rękawki, pić dużo herbaty z przeciwutleniaczami, zjadać kilogramy kiszonych przystawek do każdego dania (w tym oczywiście kimchi), no i oczywiście dbać o dużo snu i mało stresu. Proste, prawda? A to jeszcze nie wszystko. Po szczegóły odsyłam do Elementarza pielęgnacji.

Choć poradnik pisany jest lekkim, przystępnym i zabawnym stylem, jest bardzo profesjonalnym i szczegółowym źródłem wiedzy. Dostajemy nie tylko wytyczne dotyczące technik nakładania produktów czy wykonywania dogłębnego złuszczania ciała, ale także przykłady marek produkujących godne zaufania kosmetyki, a nawet (na koniec książki) adresy drogerii, salonów urody czy dermatologów w Seulu. Ten poradnik jest jednocześnie zachętą dla podróżników, chcących zwiedzić stolicę Korei Południowej pod kątem poszukiwań cielesnego piękna.

Po latach pracy w korporacji, fascynacja Charlotte Cho kosmetykami i technikami pielęgnacji z Azji tak się pogłębiła, że została ona profesjonalną kosmetyczką, posiadającą doskonale prosperujący sklep z koreańskimi kosmetykami. Autorka zajmuje się także pisaniem o urodzie dla najbardziej renomowanych amerykańskich czasopism kobiecych. Nic zatem dziwnego, że swoje zabawne uwagi o pośpiesznej toalecie porannej, wycieczkach do koreańskich saun, K-popie i K-dramie, a nawet o męskiej trwałej, przeplata bardzo dokładnymi analizami składu poszczególnych specyfików oraz wyjaśnieniami funkcji każdej pojedynczej substancji chemicznej jaką możemy dostać w drogerii w słoiczku, tubce czy w sztyfcie.

Na zachętę dodam także, że dzięki licznym zestawieniom, tabelkom, a przede wszystkim zabawnym rysunkom (kreskówkowe infografiki), jest to całkiem zajmująca lektura, mówiąca wiele o koreańskiej kulturze, którą moim zdaniem można polecić nawet osobom zupełnie nie zainteresowanym pielęgnacją cery.

Coś mi się wydaje, że wraz z publikacją Sekretów urody Koreanek, także w Polsce zapanuje prawdziwy szał na koreańską pielęgnację.

2 thoughts on “Charlotte Cho, Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *