Zero Waste

Minimalistką jestem od długiego czasu, o czym wiele razy już pisałam na tym blogu. Upraszczanie i minimalizowanie zagnieździło się we wszystkich sferach mojego życie, a ostatnio zastanawiam się nad przejściem na wyższy level, czyli na minimalizm w wydaniu zero waste, czyli bezodpadkowość kompletną. No i tu, po raz kolejny okazuje się, że jestem żywym stereotypem, bo nie dość, że weganka i minimalistka z dwoma kotami i psem, to jeszcze chcę się dodatkowo ograniczyć nie produkując odpadków, oczywiście akurat wtedy, kiedy cały świat o tym mówi :) Cóż na to poradzę? Pozostaje się cieszyć, że dzięki zawartości rodzimych i zagranicznych blogów, YouTube’a i księgarń pełnych poradników, stajemy się coraz bardziej uświadomieni ekologicznie, wyrażamy chęć bardziej zrównoważonego i prostszego życia, a do tego powracamy przy okazji do tradycji przodków, którzy żyli w prostocie i ubóstwie niekoniecznie dobrowolnym, ale jak najbardziej w duchu zero waste.

Pani Bea od słoika

Bea Johnson zasłynęła ze swojego bloga i filmików na YT, dzięki którym dowiadujemy się jak współczesny człowiek może praktycznie nie produkować śmieci. Efektem wieloletnich doświadczeń jakie zeroodpadkowa Bea przeprowadzała na sobie, swojej rodzinie i na całym domostwie, jest książka Zero Waste Home, która niedawno wyszła u nas pod polskim tytułem Pokochaj swój dom. Jest to bardzo ciekawy poradnik, z którego mogą skorzystać nie tylko minimaliści czy maniacy ekologicznego życia. Może was skusić sfera estetyczna życia zero waste, perspektywa ogromnych oszczędności w domowym budżecie, albo podpowiedzi jak być zdrowszym dzięki zbilansowanej, bezśmieciowej i przemyślanej diecie. Mnie w tym stylu życia pociąga najbardziej to, że możemy dzięki niemu stać się prawdziwymi MacGyverami, którzy wiedzą jak wziąć różne sprawy we własne ręce.

Flagowym pomysłem guru zero waste jest propozycja zastosowania w każdej dziedzinie życie reguły 5R, czyli Refuse (odmawiaj), Reduce (ograniczaj), Reuse (użyj ponownie), Recycle (przetwarzaj) i Rot (kompostuj). Proste, prawda? Od zakupów, poprzez domowe porządki, aż do wyszykowania dzieci do szkoły czy przyjmowanie gości, regułę 5R da się z powodzeniem zastosować i tak jak autorka produkować tylko jeden nieduży słoik odpadków rocznie. Oczywiście wymaga to wiedzy, wprawy i samozaparcia, ale jest się o co starać.

Odmawianie przyjmowania darmowych próbek, przesyłek reklamowych, gadżetów imprezowych czy niechcianych prezentów, bardzo ogranicza zawartość śmietnika. Po nim następuje ograniczanie, czyli pozbywanie się tego wszystkiego, co jest nam zbędne, zagraca przestrzeń, szkodzi zdrowiu lub zwyczajnie nie jest warte naszej energii podczas sprzątania. Zostają podstawowe sprzęty, ubrania, które naprawdę nosimy (a nie te czekające na wielką okazję, nasze schudnięcie czy przytycie), jedzenie, które nam służy i ludzie, których naprawdę chcemy w naszym życiu. Reuse, czyli używanie rzeczy ponownie, to coś, co szczególnie mnie zafrapowało w tym poradniku. Największe wrażenie robią oczywiście zakupy w duchu tej zasady, czyli przy pomocy pojemników i toreb wielokrotnego użytku. Kilka szmacianek czy toreb z siatki, lniane woreczki, kilka słoików i butelek do ponownego napełnienia, to podstawa sukcesu na zakupach zero waste. Takie akcesoria posłużą nam dłużej niż sklepowe foliałki, a gdy ich czas minie, można je oddać do recycklingu, który jest kolejnych punktem w wytycznych Bei Johnson. Zanim jednak do niego dojdziemy, wspomnę tylko, że do ponownego użycia nadaje się wiele rzeczy w naszym domu, o których byśmy nawet nie pomyśleli, w tym ubrania (przerabiane, darte na szmatki, zamieniane w torby i zabawki) czy zapisane kartki papieru. Ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia. Autorka jest szczególnie bezwzględna jeśli chodzi o tropienie jednorazówek, proponując, byśmy zrezygnowali nawet z chusteczek higienicznych i serwetek na rzecz materiałowych alternatyw. Oto chwalebny powrót do czasów naszych dziadków:).

Jeśli już coś wyrzucamy to tylko do recyclingowych pojemników, a z Zero Waste Home dowiecie się bardzo szczegółowo co podlega recyclingowi, a co nie. Pani Bea uczy czytać składy i zachęca do ekologicznych zamienników, takich jak kosmetyki w szklanych pojemnikach czy drewniane szczoteczki do zębów. To grubszy temat i dość trudny do przerobienia w polskich realiach, ale jak się chce, to wszystko jest do zrobienia.

Zasada Rot, to moje wielkie marzenie, bo niestety nie mam warunków by kompostować (mieszkanie bez balkonu z psem ryjąco-pochłaniającym, który skonsumuje wszystko co organiczne, a gnijące tym chętniej). Czy wiedzieliście, że kompostować można nie tylko miękkie części roślin, ale także gałązki, niezadrukowany papier, skórę, ołówki, obcięte paznokcie i włosy, a nawet zawartość worka z odkurzacza? Odpadki organiczne to spora część śmieci każdego gospodarstwa domowego i już samo ich kompostowanie może znacznie zminimalizować objętość koszy woniejących pod zlewami. Jednym słowem, ekologiczny powrót do przeszłości.

Ten poradnik polecam nie tylko ze względu na jego wymiar praktyczny, ale i rozrywkowy. Autorka przytacza wiele zabawnych anegdot dotyczących tego, jak eksperymentowała żebyśmy my nie musieli. Dzięki temu otrzymujemy też wiele gotowych przepisów i to nie tylko na to, co powstaje w kuchni, ale i w łazience czy przy szkolnym biurku. Jeśli szukacie nowych kulinarnych pyszności (niestety nie wegańskich, a bliższych kuchni francuskiej), chcecie sami produkować chemię kosmetyczną lub gospodarczą, albo bawi was domowa produkcja papieru, to tutaj znajdziecie niezbędne wytyczne. Miłej zabawy i owocnego kompostowania :)

Pani Kasia od ograniczania się

Autorka polskiego poradnika bezodpadkowego minimalizmu, blogerka (blog ograniczamsie.com) Katarzyna Wągrowska, przenosi zero waste w bardziej swojskie rewiry. Życie Zero Waste nie jest w żadnym razie jednak prostą adaptacją „zachodniego wynalazku”, ale bardzo kompetentną pracą na temat tego jak żyją współcześni Polacy i jak konsumpcjonizm, całe to kompulsywne kupowanie, wpływa na nasze życie rodzinne i zawodowe, a także na nasze portfele. Otrzymujemy, podobnie jak w przypadku książki Bei Johnson, omówienie problematyki zero waste w odniesieniu do różnych sfer naszego życia, ale tym razem możemy się w pełni utożsamić z tym, o czym czytamy. Polskie warunki są specyficzne i nie ma co ukrywać, że na przykład w przestrzeni publicznej trudno zauważyć troskę o to byśmy żyli lepiej czy bardziej ekologicznie. Segregacja odpadów to u nas często czysta fikcja, w sklepach można się spotkać z wrogością na nasze „zawracanie głowy szmacianymi woreczkami”, a perspektywy kompostowania miastowi mają wręcz znikome. Mniej jest też firm i organizacji, którym możemy przekazać nasze zużyte rzeczy lub które pomogą nam naprawić te, z którymi jeszcze nie chcemy się pożegnać. Ale za to mamy coś wyjątkowego, co daje nam przewagę w każdego rodzaju minimalizmie, czyli naszą polską zaradność i tradycję wytwarzania różnych rzeczy, których przez długi czas nie mieliśmy, lub na które nie było nas stać. Czy jest coś bardziej zero waste niż wekowanie, kiszenie, robienie zakupów z tradycyjną szmacianką (w moim domu szyło się takie ze starych parasolek, bo nieplamiący, wodoodporny materiał) czy branie warzyw i owoców prosto od rolnika? Czytając ten poradnik nabrałam wprost przeświadczenia, że takie życie jest naszym stanem naturalnym, który zachodnioeuropejski konsumpcjonizm nam odebrał.

Bardzo spodobało mi się także to, jak stare miesza się tu z nowoczesnym i arcypomysłowym. Z jednej strony mamy na przykład zakupy na bazarkach i targowiskach, z drugiej kooperatywy spożywcze i giveboxy. Nawet coś tak tradycyjnego jak kompostowanie można unowocześnić, zaopatrując się w kubeł w efektownych kolorach, w którym nasze zjadające śmieci dżdżownice będą mogły wieść szczęśliwy żywot. Bardzo to wszystko pomysłowe i aż żałuję, że nie mam tyle czasu i miejsca by dokładniej wam to opisać, ale w sumie nie muszę, bo możecie się sami w ten poradnik zaopatrzyć.

Lubię takie książki, które są początkami większej przygody, a Życie Zero Waste do nich należy. Zaczynając lekturę, przygotujcie sobie notatnik, bo zapewniam, że będziecie chcieli zapisać wiele informacji. Autorka i jej goście (są tu liczne wywiady z innymi minimalistami zero waste) dzielą się nazwami i adresami ulubionych sklepów, podpowiadają jakie były ich inspiracje i od kogo czerpali pomysły, a także podają przepisy i wskazówki, jak zrobić coś samemu, bez zakupów i produkowania dodatkowych śmieci. Osobiście, czytając, wynotowałam sobie całą listę sklepów z ekologicznymi produktami na wagę (zakupy na wagę, bez opakowań, są bardzo ważną częścią stylu życia zero waste) a także spis innych blogów minimalistycznych, w których od tygodnia się zaczytuję, rozbudowując bazę mini pomysłów na przyszłość.

Redukujmy, kompostujmy, minimalizujmy!

A jeśli mało wam minimalizmu w tym wpisie, zachęcam do obejrzenia filmiku na YT, w którym opowiadam o minimalistycznych nowościach książkowych, w tym o dwóch omawianych powyżej pozycjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *