Rupert Smith, Antrakt

Choć czytelnicy porównują styl Smitha do twórczości wielu wielkich pisarzy, w tym do samego Nabokova, mnie wydał się on od początku specyficzny, oryginalny i wyjątkowy. Choć może się wydawać, że autor ma pretensje do czegoś więcej niż jest w stanie kiedykolwiek osiągnąć, wkrótce, w miarę zagłębiania się w jego powieść, łatwo można przejrzeć tę jego podwójną grę. Podobnie jak główny bohater Antraktu, Edward Burton, Smith prawdopodobnie ma świadomość, że jego książka nie jest wybitnym, wyrafinowanym arcydziełem, ale co z tego, skoro czyta się ją tak przyjemnie, a czytelnicy są zachwyceni. Choć akcja toczy się na przestrzeni całego XX wieku, wszystko opisane jest bardzo plastycznym, przejrzystym językiem, bez artystycznych popisów i wygibasów. Już sama fabuła, często zahaczająca (zapewne świadomie) o melodramatyczny kicz, jest wystarczająco widowiskowa. Jeśli lubicie czytać o niesamowitościach i skandalach w artystycznym światku, a do tego pociągają was retro klimaty, to właśnie może być lektura dla was.

Wszystko zostaje w rodzinie

Ten popularny frazes oddaje najtrafniej to co dzieje się w tej niesamowitej powieści, ale po kolei. Antrakt to jednocześnie tytuł powieści Smitha, ale także dzieła jego głównego bohatera, który jest niegdyś sławnym, a dziś zapomnianym pisarzem. Poznajemy go w dwóch, równolegle prowadzonych liniach fabularnych, także dzięki retrospekcjom dokonywanym przez jego wnuczkę.

Antrakt

Helen jest współcześnie żyjącą angielską młodą matką i żoną, która z nudów zapisuje się na kurs kreatywnego pisania, co skłania ją do nawiązania kontaktu z dawno nie widzianym dziadkiem, znanym pisarzem Edwardem Burtonem. Gdy Edward umiera, Helen dostaje po nim w spadku rezydencję, a także olbrzymią ilość papierów skrywających mroczne rodzinne tajemnice. Są tam utwory Burtona oraz jego pamiętniki, dzięki którym wnuczka może się wreszcie przekonać, czy podejrzenia o wątki biograficzne poukrywane w powieściach i kręconych na ich podstawie filmach, były uzasadnione. Najwięcej uwagi poświęca oczywiście bestsellerowi pt. Antrakt, którym Burton zakończył swoją świetlaną karierę. Czytając wraz z Helen memuary przodka, cofamy się w czasie do przedwojennego Londynu, w epokę, w której młody Edward rozpoczynał karierę aktorską w dość specyficznej trupie teatralnej, i wraz z nim przeżywamy wojnę oraz trudne czasy po niej. Najbardziej pasjonujące i dla Helen brzemienne w konsekwencje, jest oczywiście życie miłosne jej dziadka, w tym liczne homoseksualne romanse i związek uczuciowy z dwoma bliskimi członkami tej samej rodziny. Zapewniam, że choć historia tej familii jest szalenie zagmatwana, czyta się ją z wypiekami na twarzy, nie mogąc się doczekać wielkiego finału.

Drugim, już nieco mniej szokującym wątkiem, jest współczesne życie Helen, w którym poszczególne wydarzenia zdają się dziwnie splatać z życiem jej dziadka, o którym właśnie czyta. Kobieta nawiązuje romans ze swym nauczycielem pisania, przez co jej spokojne i nieco nudne do tej pory życie, staje się niepewnym i groźnym oceanem, a jeden błąd może kosztować Helen utratę ukochanych dzieci.

Niestety, do tego muszę ograniczyć moje uwagi co do fabuły, by nie psuć nikomu niespodzianek, którymi wręcz najeżona jest ta powieść. Tu nigdy nie wiadomo kto z kim za chwile będzie miał romans lub kto jest czyim dzieckiem, i chyba najlepiej by każdy czytelnik sam, na własną rękę mógł gubić się w domysłach. Ale pamiętajcie, że tu naprawdę wszystko zostaje w rodzinie:)

Balansowanie na krawędzi kiczu

Świadome naginanie zasad jest czymś, co w literaturze lubię najbardziej, a tego nam Rupert Smith naprawdę nie żałuje. Urzekło mnie to z jak wielkim wyczuciem i jednocześnie z przymrużeniem oka tworzy on swoje postaci. Najwięcej sympatii mam oczywiście do Edwarda Burtona, który jest takim archetypicznym pisarzem, skupiającym w sobie najlepsze i najgorsze cechy wszystkich twórców. Jego portret i zajmowane przez niego miejsce w kulturze, są tak dokładnie naszkicowane, że niemal chce się wierzyć, że to biografia autentycznej osoby, a jego książki czy kultowy film pt. Antrakt, istnieją naprawdę i możemy je sobie wypożyczyć lub kupić. Podobnie jest na przykład z postacią Eleonory. Klasycznie wykształcona aktorka, która nie może się pogodzić z tym, że nie zrobiła wielkiej kariery, a jej uroda dawno przeminęła, jest tragikomiczna w swych dążeniach do wskrzeszenia przeszłości i w żałosnych próbach autokreacji. Momentami naprawdę byłam pewna, że jeśli wpiszę jej imię i nazwisko w internetową wyszukiwarkę, to od razu wyskoczy mi tysiąc zdjęć pomalowanej jak drag queen rudej, podstarzałej piękności. Bardzo podoba mi się w Antrakcie także to, że jest właśnie taki realistyczny, a jednocześnie zupełnie nieprawdopodobny jeśli chodzi o kolejne, coraz bardziej absurdalne zbiegi okoliczności. W tym naprawdę szalenie przypomina tradycyjny melodramat. W dodatku ma ten gęsty klimat, atmosferę wręcz pachnącą skandalem no i przesadnie wyraziste postaci. Muszę przyznać, że to bardzo efektowna mieszanka.

Oprócz tego wszystkiego, Antrakt jest także naprawdę zgrabnie napisaną opowieścią o miłości i związanych z nią komplikacjach, a także o tym jak, zarówno w życiu, jak i w sztuce, wszyscy jesteśmy trochę wampirami, pasożytującymi na bliźnich, czasem w poszukiwaniu uczucia, nierzadko twórczej inspiracji, ale najczęściej pieniędzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *