Mireille Guiliano, Francuzki nie potrzebują liftingu

Od pewnego czasu na rynku wydawniczym mamy prawdziwy boom na poradniki urodowe, w których przedstawicielki innych nacji dzielą się z nami sposobami na pozostawanie szczupłą, piękną, zawsze młodą i oczywiście szczęśliwą oraz spełnioną kobietą. Wiemy już jakie są Sekrety urody Koreanek oraz, że Japonki nie tyją i się nie starzeją, ale prawdziwym hitem są poradniki znad Sekwany. Przeczytałam i opisałam na blogu już takie pozycje jak W Paryżu dzieci nie grymaszą, Cała prawda o Francuzkach, Sekrety francuskiej kuchareczki oraz Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś. Każda z tych książek była trochę inna od poprzedniej, a wszystkie razem wydały mi się tak fascynujące, że chętnie nadal będę czytać o tym, co powoduje, że Francuzki uważane są za najpiękniejsze i najelegantsze niewiasty na planecie. Dziś w tym temacie przedstawię rzecz zupełnie wyjątkową, czyli książę pt. Francuzki nie potrzebują liftingu, autorki bestsellera Francuzki nie tyją.

Piękna, czyli zdrowa i wyluzowana

Jest to poradnik specjalistyczny, bo skierowany do kobiet w konkretnym wieku. Oczywiście, bez względu na metrykę, każdy (także panowie) może wiele skorzystać na lekturze, ale autorka nie ukrywa, że pisząc myślała o swoich rówieśniczkach, czyli o paniach, które mają więcej niż sześćdziesiąt lat. Od początku urzekło mnie podejście Mireille Guiliano, która twierdzi, że dopiero szykuje się do starości, bo to co teraz przeżywa, to ledwie wiek średni. Z optymizmem i wielkim poczuciem humoru wyjaśnia nam, że wedle wszelkich danych będzie żyć grubo powyżej dziewięćdziesiątki i radzi nam, byśmy poszły za jej przykładem i miały dobry plan na każdą dekadę życia. A plany te muszą obejmować trzy podstawowe sfery, niezwykle ważne dla kobiety, czyli sferę mentalną, fizyczną i zewnętrzną. Od każdej z nich zależy to jak się czujemy i jak wyglądamy. Guiliano zachęca by być dla siebie niczym ogrodnik, pielęgnujący nie tylko skórę, włosy czy sposób ubierania się, ale też dbający o rozwijające hobby, relacje z innymi ludźmi, a przede wszystkim zdrowie.

Jakie zatem jest francuskie podejście do starzenia się i ogólnie do życia? Autorka twierdzi, że przede wszystkim trzeba do tematu wieku podchodzić na luzie. To rzecz stara jak świat (jeśli wypada mi tak napisać), że ludzie są coraz starsi i jej zdaniem można się do tego przygotować tak samo jak do innych nieuchronnych wydarzeń. Trochę luzu i trzeźwego myślenia, i wszystko będzie dobrze. Zamiast się łudzić, że nadal mamy naście lat i robić z siebie dzidzię-piernik, oraz zamiast zaprzeczać upływowi czasu robiąc sobie coraz bardziej drastyczne operacje plastyczne, autorka radzi spojrzeć na siebie trzeźwo i wziąć sprawy we własne ręce. Zamiast tytułowego liftingu, dobrze dobrana fryzura, dyskretny makijaż i zdrowa dieta. Zamiast desperackich prób nadążania za modą, odnalezienie swego osobistego stylu. No i oczywiście to, co najważniejsze, czyli typowo francuska umiejętność cieszenia się życiem.

Jak pięknie być Francuzką!

Sądzę, że ten poradnik ma szansę stać się prawdziwym hitem, głównie dlatego, że jest wyrozumiały i serdeczny dla czytelniczek i nie namawia ich do żadnych drastycznych zmian. Autorka nie wierzy w diety cud czy skalpel, ale za to jest wielką wyznawczynią umiarkowanej aktywności fizycznej i umiarkowanego hedonizmu. Nie dla Francuzek ograniczanie kalorii czy rezygnacja z ukochanych serów, wina i deserów. Swoją dobrą sylwetkę i doskonałą prezencję nawet w zaawansowanym wieku zawdzięczają czemuś tak banalnemu jak zdrowy rozsądek, umiar i wyczucie. Łatwe, prawda?

Jak powszechnie wiadomo (choć często o tym zapominamy) dbanie o siebie to nie tylko skupianie się na wyglądzie, ale i dopieszczanie wnętrza, do czego Guiliani gorąco zachęca. Sposobów jest naprawdę wiele.

Znasz je przecież doskonale: możesz pójść do fryzjera albo na przyjemny masaż, kupić sobie buty albo coś do ubrania, obejrzeć film z przyjaciółmi czy zrobić cokolwiek, co sprawa ci przyjemność”.

Oto dobre sposoby na chandrę, a nie jakieś objadanie się w samotności ciastkami i lodami, nie służące zresztą kobietom w żadnym wieku:).

Bardzo podoba mi się w tej książce także to, że nie zatrzymujemy się na ogólnikach na temat dbania o zdrowie czy pozytywnego myślenia, ale dostajemy masę konkretów. Jeśli macie wątpliwości co do tego, jaką fryzurę wybrać, czy powinnyście jeszcze pozwalać sobie na mini i szpilki, albo jak kupić naprawdę dobre buty, tutaj dostaniecie wszystkie odpowiedzi. Dowiecie się także wielu ciekawych rzeczy na temat opcji dbania o poszczególnie części ciała u starszych osób, lub ich ewentualnej wymiany. Poczytacie o seksie seniorów i relacjach z przyjaciółkami, które znają się pół wieku.

Zapewniam, że jeśli już macie czterdzieści, pięćdziesiąt lub więcej lat, poczujecie wdzięczność za cenne i zabawne rady osoby, uchodzącej za wyrocznię w sprawach francuskiego szyku i starzenia się w bardzo atrakcyjny sposób. Jeśli natomiast jesteście, jak ja, nieco młodsze, możecie potraktować tę książkę jako list od was samych z przyszłości. Na wdrażanie zdrowych nawyków, profilaktykę chorób i dopieszczanie emocjonalne, nigdy nie jest za wcześnie. Jako trzydziestokilkulatka mogę już zacząć kłaść fundamenty pod radosną i zdrową starość. Jestem pewna, że Ola z przyszłości będzie mi za to wdzięczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *