Casanova po przejściach (Fading Gigolo)

Jak na osobę, która nie darzy szczególnym uznaniem, czy też sympatią Woody’ego Allena, muszę przyznać, że jest on najmocniejszą stroną tego filmu. Reszta obsady Casanovy po przejściach prezentuje się raczej przyzwoicie, ale to komiczne wypowiedzi weterana kina amerykańskiego są tu główną atrakcją. Po raz kolejny, tym razem w roli bankrutującego antykwariusza Murraya, Allen jest po prostu sobą. Gra tę samą postać lekko stetryczałego, zgorzkniałego, inteligentnego i, z niewiadomych powodów, atrakcyjnego dla kobiet faceta, któremu nadmiar szarych komórek pozwala zawsze spadać na cztery łapy, niezależnie od tego w jakie kłopoty się wpakuje. Mimo swojej niechęci, tym razem udało mi się dostrzec w takiej kreacji sporo uroku.

Niestety owego uroku zupełnie pozbawiony jest ekranowy partner Allena, grający pracującego w kwiaciarni Fioravantiego, John Turturro, autor tego całego filmowego przedsięwzięcia. Nie rozumiem zupełnie tej postaci, która ma na twarzy przez cały seans tę samą zmartwioną minę, niezależnie od tego z kim i o czym rozmawia. Ten ewidentnie włoskiego pochodzenia kwiaciarz, który ulega namowom przyjaciela-stręczyciela i podejmuje pracę w najstarszym zawodzie świata, jest dla mnie bardzo niewiarygodny, nawet jak na standardy lekkiej komedii. Jakoś za łatwo, a jednocześnie bez uczucia, uwodzi najpierw dr Parker (Sharon Stone), a potem jej przyjaciółkę Selimę (Sofia Vergara) oraz całe zastępy innych zamożnych i osamotnionych kobiet. Pewną trudność, a właściwie wyzwanie, stanowi dla niego jedynie wdowa po rabinie Avigal. Gdyby nie ta grana przez Vanessę Paradis postać, zupełnie bym zwątpiła w rozsądek kobiet oraz w aktorskie talenty żeńskiej reprezentacji aktorskiej Casanovy po przejściach.

Vanessa Paradis jest tu naprawdę zjawiskowa i zupełnie przyćmiewa piękniejsze, ale i bardziej wulgarne Stone i Vergarę. Francuska aktorka ma w sobie tyle dziewczęcego wdzięku, że zupełnie nie dostrzegamy nie tylko jej szpary między zębami czy wysokiego czoła, ale nawet partnerujących jej aktorów. Gdy pojawia się na ekranie, nie można patrzeć na nikogo innego. Moją ogromną sympatię wzbudził również fakt, że jej postać ma najfajniejsze zajęcie na świecie, a mianowicie, pomaga dzieciom pozbyć się wszy. Toż to praca marzeń!

Poza miłosnymi perypetiami głównego planu, ta komedia ma także kilka całkiem zabawnych pobocznych wątków. Wprost nie można nie polubić żydowskich i czarnoskórych dzieciaków, czy pyskatej żony Murraya. W ogóle najśmieszniejsze rzeczy dzieją się na styku kultur barwnego Nowego Yorku. Mamy tu okazję popodglądać na przykład życie ortodoksyjnych żydów z Bronksu i to z bardzo oryginalnej kobiecej perspektywy.

Sporym minusem komedii są za to, oprócz słabego, pozbawionego uroku i charyzmy Casanovy, również role jego klientek. Eksponująca wdzięki, których (za sprawą całkiem przecież naturalnych biologicznych procesów) już nie posiada Sharon Stone wzbudziła jedynie moje współczucie. Nie lepiej jest też w przypadku pani Vergary (czy to możliwe, że nie lubię jej tylko za nieprzyzwoicie brzmiące nazwisko?). Aktorka jest tu tak seksowna, że aż obrzydliwa. W Modern Family, gdzie gra tak samo, jest to całkiem śmieszne, ale w Casanovie miałam ochotę zamknąć oczy i cicho przeczekać aż zniknie z ekranu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *