Josephine

Josephine to wykwit współczesnej popkultury, przeznaczony dla bardzo konkretnego typu widza, a właściwie widzki, bo to film tak kobiecy jak tylko się da. Jest to produkcja z generacji nowych francuskich komedii (o znacznie mniejszym ładunku gustowności i uroku), który spodoba się fankom Leny Dunham, Kim Kardashian i Seksu w wielkim mieście. Tytułowa Józefina jest nowoczesną, wyzwoloną trzydziestolatką, która rozpacza z powodu nieposiadania jeszcze męża, co jednak nie znaczy, że nie cieszy się wśród panów sporym powodzeniem. Uwagę mężczyzn, nieodmiennie od jej wczesnej młodości, przyciąga pewien fizyczny atut, który ona uznaje za największy feler, czyli wyjątkowo duże w stosunku do reszty ciała pośladki. To wokół tej części ciała, o której ogromnym znaczeniu przekonany musi być każdy kto śledzi karierę medialną pań Kardashian, kręci się z początku cała fabuła, która z czasem osiada nieco na mieliznach dość płytkiego życia wewnętrznego bohaterki, bardzo przypominającej Carrie Bradshaw.

Od dziewczyńskości aż kipi

Josephine (Marilou Berry) ma pracę, ale naprawdę trudno nam się zorientować na czym to zajęcie polega, ponieważ ona sama nie za bardzo się mu poświęca. Codziennie spóźniona i wiecznie zajęta podjadaniem oraz plotkami na temat swojego życia uczuciowego, liczy na urok osobisty, dzięki któremu wszelkie pilne zadania wykonuje za nią kolega z pracy Gilles (Mehdi Nebbou). Nasza bohaterka jest niepoukładana w stylu Leny Dunham, ma sobotniego kochanka na pół godziny, z którym właściwie nie wiadomo co ją łączy, lekką nadwagę i dość swobodne podejście do fizyczności, no i oczywiście oddane grono przyjaciół składające się obowiązkowo z jednej głupiutkiej blondynki, jednej inteligentnej brunetki i jednego ironicznego geja. Do tego musowo piękne stare mieszkanie po babci, więc pieniędzmi za bardzo przejmować się nie musi. Jej różowe życie byłoby pełne gdyby właśnie nie ten brak faceta na stałe, no i idealna siostra, przy której nasza Józia wypada dość blado w konkurowaniu o miłość i akceptację rodziców. To właśnie bezczelnie wręcz perfekcyjna Diane (Alice Pol) ogłoszeniem swych zaręczyn z pewnym przystojniakiem, skłania naszą bohaterkę do zapętlenia się w kompromitującą spiralę kłamstw. W efekcie wszyscy myślą, że ona też wychodzi za mąż i to za brazylijskiego chirurga. Josephine głupio się przyznać do kłamstwa i brnie w nie aż do granic absurdu, a wszystko to całkiem przyjemnie się ogląda, o ile ktoś lubi takie klimaty.

 

Wielka pupa rządzi światem

Oglądając ten film ma się wrażenie, że wielka pupa przysłoniła Josephine wszystko inne i chyba też zwolniła swoją posiadaczkę od konieczności zastanawiania się nad swoimi poczynaniami. Choć i tak wszystko należy tu wziąć w ramy komedii romantycznej, to i takbohaterka wydaje się straszliwie infantylna i nieodpowiedzialna. Bardzo przypomina mi wiele innych dziewczyn filmowych, ale głównie serialowych, które, choć same dalekie od ideału, szukają mężczyzny jak ze snów. Przykładem na to co Josephine ma w głowie jest choćby jej relacja z kotem, którego nazwała Brad Pitt (tylko ona i Angelina mogą o sobie powiedzieć, że śpią z Bradem Pittem). Niby nie chce tak wiele od potencjalnego partnera, bo wystarczy jej tylko, że będzie inteligentny, zabawny, będzie fantastycznie gotował, zajmował się nią i lubił filmy Woody’ego Allena. A że sama do najbystrzejszych czy najpiękniejszych nie należy, to już inna sprawa. Zresztą duża pupa przeważa każdą szalę. Kiedyś przeczytałam, że mężczyźni dzielą się na tych, którzy wolą pośladki i na tych, których kręci pupa (niestety o tych, co to lubią twarz, nic tam nie było). Cóż, ci drudzy z pewnością byliby w stanie darować bohaterce wszelkie dziwne wyskoki, gdyż pośladki ma zaiste imponujące. Przez liczne zbliżenia na dość dziwnie jednak wystający odwłok (które chyba miały odwrócić uwagę od nienajsympatyczniejszej twarzy) zaczęłam nawet podejrzewać, że Józia tak dziwnie się zachowuje, ponieważ spora część jej mózgu także gdzieś w te rejony się przemieściła.Josephine-1

Jeśli drażni was róż, pop psychologia czy zupełny brak logiki, możecie śmiało darować sobie tę francuską komedię. Mam jednak wrażenie, że choć film nie jest najnowszy, zrobi jeszcze sporą karierę, bo kobiet zachowujących się jak Josephine w końcu nie brakuje i póki Kim Kardashian nie zacznie występować w fabułach, musi im wystarczyć taka idolka. Nie chodzi mi tylko o wielbicielki ekstremalnych zabiegów chirurgicznych powiększających pośladki, ale o całej rzesze mentalnych lolitek koło dwudziestki czy trzydziestki, wiecznie polujących na faceta i nienawidzących sióstr czy koleżanek, które dla odmiany nie żyją tak jak bohaterki amerykańskich seriali czy reality shows.

Jedna myśl na temat “Josephine

  • 12 kwietnia, 2015 o 1:24 pm
    Permalink

    bardzo spodobała mi się ta recenzja:) na pewno obejrzę film:) pobieram z filefox.pl:) tam znajdziecie wiele ciekawych propozycji filmowych:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *