The Female Brain

Film Whitney Cummings (scenarzystka Dwóch spłukanych dziewczyn i twórczyni serialu Whitney), która nie tylko go reżyseruje, ale i gra w nim główną rolę, został zainspirowany książką Mózg kobiety, poradnikiem napisanym przez neuropsychiatrę Louann Brizendine. Bestseller sprzed dekady wyjaśniał, w jaki sposób mózgi kobiet i mężczyzn różnią się od siebie, a w szczególności jak bardzo naszymi ciałami i emocjami kierują hormony i inne substancje chemiczne. Spora dawka tych przydatnych naukowych informacji została przeniesiona na ekran w bardzo atrakcyjny sposób, dzięki czemu powstała nie tylko zabawna komedia, którą świetnie się ogląda z partnerem, ale i edukacyjny film dający widzom materiał do wielu przemyśleń na temat tego, czy oby na pewno mamy w kontekście społeczno-biologicznym jakąkolwiek wolną wolę.

Biochemia kobiecego mózgu

Fabuła filmu składa się z dwóch niezależnych płaszczyzn. Jedną z nich jest historia Julii (Whitney Cummings), neurolożki badającej sekrety kobiecego mózgu i szykującej przełomowy raport na ten temat. Julia, na pierwszy rzut oka, jest typową pracoholiczką, feministką z misją udowodnienia, że kobiety nie tylko nie mają mniejszego mózgu niż mężczyźni, ale też nie są od nich gorsze w żadnej sferze życia. Podczas rozmów ze swoją asystentką Abby (Beanie Feldstein) pani doktor bombarduje ją i widzów informacjami na ten temat, ale na marginesie tych dziwnych dialogów możemy też znaleźć kilka ciekawych faktów dotyczących jej samej i tego w jaki sposób rozwód stał się bezpośrednią motywacją do jej pracy.

Drugi plan stanowią trzy osobne historie par, których losy są żywym przykładem na to, co udowadniają wyniki padań Julii. Mamy zatem nieco już znudzoną sobą parę małżeńską z wieloletnim stażem, Lisę (Sofia Vergara) i Stevena (Dean Cole), która próbuje na nowo rozniecić żar w swoim związku. Na przeciwnym biegunie znajdują się Lexi (Lucy Punch) i Adam (James Marsden), którzy są w pierwszej fazie związku i na razie się docierają (w sensie Lexi próbuje zmienić w Adamie absolutnie wszystko). Gdzieś pośrodku plasują się poślubieni sobie przed rokiem Zoe (Cecil Strong) i Greg (Blake Griffin), którzy nie za bardzo mają dla siebie czas, bo każde z nich ma wymagającą pracę. Tym, co łączy te sześć osób, jest miłość do swoich partnerów, ale i znalezienie się w punkcie, w którym różnice w biochemii kobiecych i męskich mózgów powodują absolutną niemożność porozumienia się.

Film idealny na pierwszą randkę

Z początku forma tej opowieści nieco mnie denerwowała, zwłaszcza wtedy, gdy już się wczuwałam w akcję, a tu następował stop, wyświetlał się mózg, a Julia z offu komentowała, która część tego organu została właśnie pobudzona, jakie hormony wydziela ciało i jaka następuje po tym reakcja. Szybko jednak zaczęło mnie to bawić, a w niektórych momentach śmiałam się wręcz na całego, co nie zdarza mi się prawie nigdy (a jak już, to zawsze was o tym w moich tekstach informuję). Najśmieszniejsze są te momenty, w których można odnaleźć samych siebie. Ja najbardziej identyfikowałam się z tym, co się działo u Lexi i Adama, a już przy scenie z pryszczem miałam wrażenie, że zrobiono o mnie i o moim mężu dokument. Jestem pewna, że bez względu na to, na jakim etapie jest wasz związek, także będziecie mogli zidentyfikować się z którąś z par. Oczywiście dla singli też coś się znajdzie, na przykład u samotnej z wyboru Julii. No i ci wszyscy, którzy mają problem ze znalezieniem drugiej połówki, mogą potraktować tę komedie jako instruktaż. Co sprawia, że kobietą podobają się tacy, a nie inni mężczyźni? Dlaczego na te same sytuacje męski i żeński mózg zareaguje zupełnie inaczej? Co ma do tego wszystkiego ewolucja? Na te wszystkie ważne pytania znajdziecie odpowiedź w Kobiecym mózgu, dzięki czemu niektórzy może choćby zaczną rozumieć dlaczego inni i oni sami zachowują się czasem zupełnie nieracjonalnie.

Przyznam, że nie bardzo chciałam obejrzeć ten film, bo skojarzył mi się z niemądrymi komediami kręconymi w naszym pięknym kraju, z niesławnymi Testosteronem i Lejdis na czele. Na szczęście okazało się, że można nawet płciowe stereotypy zagrać w inteligentny, nie obrażający widza sposób. Patrząc na poczynania filmowych bohaterów i widząc w nich siebie, przypominałam sobie szkolne dyskusje na temat tego, czym w ogóle jest stereotyp i że często powstaje w oparciu o prawdziwe obserwacje. Podobnie jest z kobiecym mózgiem, hormonami i innymi substancjami, które wpływają na nasze zachowanie. Nie chcemy tego przyznać, ale nasze samopoczucie i zachowanie bywa zależne od fazy cyklu, diety, pory roku czy zażywanych przez nas lekarstw. Sama bardzo długo nie zwracałam na to uwagi, ale przez ostatnie lata zaobserwowałam jak bardzo nawet tak niewinne rzeczy jak kawa czy cukier, mogą manipulować naszym życiem. Już sobie nie wyobrażam zimy bez suplementowania witaminy D3, czy diety wegańskiej bez B12 i ze zdziwieniem myślę o sobie z przeszłości, depresyjnej podczas zimowej, chmurnej aury czy cierpiącej na powodowane deficytem witamin wieczne zmęczenie. W kwestie hormonalne nawet się nie będę zagłębiać i powiem tylko tyle, że naczynia i szyby w drzwiach są u nas podejrzanie często wymieniane :) Jestem pewna, że każda z widzek, ale i każdy z widzów, będzie mógł samego siebie tu także rozpoznać, pośmiać się z siebie, a może nawet baczniej się sobie przyjrzycie i coś zmienić, bo przecież nie można tak bez końca dawać się manipulować pradawnym instynktom drzemiącym w naszych mózgach czy substancjom chemicznym trafiającym do naszych ust.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *