Michael Punke, Zjawa

O dziwo, nie jest to tylko rzecz dla fanów talentu (jak dla mnie wątpliwego) Leo DiCaprio, którzy zachwycili się filmem Zjawa, ale całkiem porządnie napisana książka o tematyce historyczno-podróżniczej. Są oczywiście westernowe pojedynki białych i Indian, a także liczne męskie tematy takie jak honor, zdrada czy prawdziwe męstwo. W stosunku jednak do prawdziwej istoty tej fabuły, czyli opowieści o przetrwaniu, wzmianki o rodzajach broni czy strukturze dziewiętnastowiecznego wojska amerykańskiego zajmują na szczęście niewiele miejsca, zatem może się to spodobać nawet osobom nie będącym gorącymi zwolennikami typowo męskich przygód. Dla mnie Zjawa to trochę historyczny odpowiednik Marsjanina. Ranny mężczyzna zostaje wrzucony w całkowicie nieprzyjazne dla siebie otoczenie i musi przetrwać jedynie dzięki sile woli i inteligencji (Robinsonowie ostatnio wracają do łask). Wszystko jest przeciwko niemu, a jednak daje radę. Zapewniam, że momentami miałam wrażenie, że nawet Damon na Marsie miał łatwiej niż Hugh Glass na dzikim pograniczu, szczególnie pod względem sanitarno-higienicznym.

Ekologiczni terroryści, rabusie dóbr naturalnych

Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1823 kiedy to kapitan Henry, pracujący w Kompanii Futrzarskiej Gór Skalistych organizuje kolejną wyprawę, podczas której wynajęci przez niego ludzie mają badać dziewicze tereny, do tej pory dostępne tylko dla Indian, a jednocześnie gromadzić jak największe ilości zwierzęcych skór, które w tamtych czasach stanowiły bardzo cenną walutę w handlu wymiennym. Wśród wynajętych traperów jest gromadka starych wyjadaczy, co to na ,,biwakach” niejedną noc przespali i niejednym kajakiem po rzece płynęli. Jednym z nich jest właśnie Glass (jak się przekonamy z posłowia, postać jak najbardziej realna, zresztą większość bohaterów ma historyczne korzenie), mężczyzna trzydziestosześcioletni, o bardzo bogatej przeszłości i prawdziwym talencie łowieckim. Niestety, całe jego doświadczenie na nic się nie zdaje, gdy podczas rutynowego polowania zostaje on zaatakowany przez rozjuszoną niedźwiedzicę grizzly (Brawo dla niej! W końcu była tam pierwsza), zaciekle broniącą swego potomstwa. Nim nieszczęsny traper zdążył się zorientować, zwierzak wytarmosił go porządnie, przeorał mu mięśnie, poharatał gardło, niemal ściągnął skalp i połamał kilka kości. Było z chłopakiem tak źle, że jego towarzysze nie przewidywali by przeżył kolejny dzień. Ku zdumieniu wszystkich, byle jak połatany brudnymi paluchami kapitana, Glass nie umarł, ale dzielnie trzymał się życia. A że wśród skalistych i zalesionych pagórków, nad grząskimi brzegami dzikich rzek, nosze z konającym mężczyzną to niezła zawada, kapitan Henry zarządził by dwóch jego ludzi zostało z pacjentem, po czym zabrał resztę wyprawy i pomaszerował dalej w chaszcze ku przygodzie.

John Fitzgerald i Jim Bridger mieli jasne wytyczne: ich powinnością było poczekanie do chwili śmierci Glassa i odprawienie mu godnego pochówku. Niestety Fitzgerald jest niecierpliwy, a poczciwy młody Bridger zbyt uległy, by wywiązać się z obowiązku należycie. Panowie postanawiają się ulotnić pod pretekstem ucieczki przed Indianami (co jeszcze by Glass zrozumiał) i zabrać mu nóż oraz broń (czego już im darować nie może). Moje przypuszczenie jest takie, że gdyby towarzysze pechowego trapera nie uciekli, on prędzej czy później umarłby pod ich opieką, ale że za bardzo rozpierała go żądza zemsty, postanowił nie dać się śmierci i żyć choćby po to, by zdrajcom wymierzyć sprawiedliwość.

Większość książki to opis drogi, podzielonej na wiele etapów (etap czołgania się, kuśtykania, maszerowania i płynięcia, z czego czołgania za sprawą złamanej nogi jest chyba najwięcej), podczas której Glass nieraz będzie myślał o tym, że miałby znacznie większe szanse na przetrwanie, gdyby Fitzgerald i Bridger zostawili mu chociaż nóż. Z zadziwieniem stwierdziłam podczas lektury, że książkowy Hugh jest jeszcze większym pechowcem niż bohaterowie filmowi (zarówno Leo DiCaprio w Zjawie, jak i Richard Harris w Człowieku w dziczy). Po przykrym starciu z mamą grizzly, przychodzi mu jeszcze zawalczyć z wężem i wilkami, gdy tylko znajduje ludzkich sprzymierzeńców, ci za chwilę giną, a jedynymi w miarę normalnymi osobnikami na jego drodze wydają się nieszczęśni Indianie. Szczerze wyznam, że choć Glass jest dzielny, pomysłowy, zaradny i niezmordowany, poświęca wiele miesięcy na przemaszerowanie setek kilometrów dzielących go od towarzyszy, których chciał ukarać, ze względu na to, że reprezentuje grabiącego naturalne środowisko białego człowieka (Kompania futrzarska, też coś! To brzmi dzisaj jak wynalazek Szatana), nie mogłam tak do końca obdarzyć go sympatią, nie cieszyłam się za bardzo z jego sukcesów, ani też nie smuciły mnie jego naprawdę spektakularne porażki. Wielce podejrzane wydawało mi się także to, że ktoś aż tyle razy wyszedł obronną ręką (o ile można uznać za łut szczęścia bycie posiekanym przez misia kotletem) z aż takiej ilości katastrof, ale tak to już chyba jest z tymi męskimi opowieściami.

Podręcznik przetrwania

Choć nie jest to książka z jakimiś wielkim artystycznymi pretensjami, uważam, że warto ją przeczytać. Styl Punke’a jest klarowny, nie odwraca naszej uwagi od akcji, która sama w sobie jest bardzo ciekawa. Praktycznie nie ma w Zjawie nudnych momentów, bez względu na to czy czytamy o potyczkach z przedstawicielami kolejnych indiańskich plemion, czy o tym jak Glass rozpala ognisku lub walczy z zatruciem pokarmowym po spożyciu nieświeżego szpiku kostnego z preriowej padliny. Emocje jakich możecie się spodziewać po tej lekturze, są porównywalne z tym, co czuliście pierwszy raz czytając o przygodach Robinsona. Glass jest zmuszony stworzyć siebie na nowo, podporządkować procesy fizjologiczne sile woli, która z kolei jest w pełni uzależniona od pragnienia zemsty. Z psychologicznego punktu widzenia, ma to dla mnie większy sens, niż wizja, jaką pokazano w filmie, prawdopodobnie dlatego, że każda z postaci ma tu swoją mini biografię. Dopiero znając przeszłość tych ludzi, nawet mniej ważnych, drugoplanowych postaci, możemy w pełni docenić złożoność tej na pozór tylko prostej opowieści.

Dla mnie Zjawa to istny podręcznik przetrwania. Prawdopodobnie wsiąkłam w tę powieść tak bardzo dlatego, że już jestem w temacie amerykańskich pionierów na bieżąco, dzięki sadze Outlander. Nie znaczy to niestety jednak, że przywykłam do szorstkiego obycia traperów, czy ich dość przedmiotowego/użytkowego traktowania natury. Może nie powinnam patrzeć na poczynania Glassa z perspektywy nowoczesnej ekologii, ale jestem jednocześnie przekonana, że każdy kto ma bijące serce i odrobinę wyobraźni, znienawidzi go i jego towarzyszy za kilka niecnych uczynków względem braci mniejszych. Pomimo tego czuję, że bardzo wiele się od tej postaci nauczyłam, szczególnie o tym, jak przetrwać w kompletnej dziczy. Na wypadek jakiegoś poważniejszego kataklizmu czy wojny będzie jak znalazł. Jestem pewna, że w przeciwieństwie do przygód Marsjanina, wiedza przyswojona ze Zjawy jeszcze mi się przyda. Mam nadzieję, że inni czytelnicy tej powieści też czują po lekturze, że ani głód, ani dzika zwierzyna, ani tym bardziej syberyjskie mrozy, nie są im straszne.

Polecam lekturę zwłaszcza wszystkim tym, którzy lubią doszukiwać się w postaciach filmowych fragmentów różnych bohaterów literackich. Bardzo przyjemnie się tropi z jakich cech i wątków powstał tegoroczny Glass i Fitzgerald. Jedyny minus należy się powieści za nijakie zakończenie (jeszcze gorsze niż filmowe), ale tym się radzę nie zrażać, bo w końcu, dzięki posłowiu, możemy sobie sami dopowiedzieć jak mogło być naprawdę.

Książka Michaela Punke ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Sonia Draga. W styczniu 2016 pojawiło się nowe wydanie – filmowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *