Ripper Street

Mam taka słabość, którą podziela z pewnością wiele osób (zwłaszcza płci żeńskiej i z wykształceniem humanistycznym), że z rozkoszą rzucam się na każdy film, serial lub książkę, które mają w opisie frazę XIX-wieczna Anglia. W zbiorowej jaźni wszystkich romantyczek i romantyków oznacza to wspaniały świat chmurnej pogody, pięknych ubrań, dobrych manier i wielkich namiętności. Zwykle tak opisywane dzieła okazują się totalnym kiczem i rozczarowaniem, ale nie tym razem. Wraz z nowym serialem Ripper Street dostajemy kwintesencje Londynu, londyńskość i angielskość w czystej formie, ale nie w takiej jakiej można by się na początku spodziewać. Nie uświadczymy tu nawet odrobiny arystokratycznych manier czy widoku wrzosowisk, ponieważ akcja toczy się w Whitechapel pod koniec XIX wieku, czyli zaraz po brutalnych atakach Kuby Rozpruwacza. Obrzydliwości rzeźnika prostytutek też raczej nie zobaczymy (wbrew temu co sugeruje tytuł), ale za to wszelkich innych owszem. Poznajemy tylko środowisko Rozpruwacza, a nie jego samego. Pomysłodawcy z pewnością chcą tym przekazać widzom, że w tamtym czasie i miejscu roiło się od tego rodzaju popaprańców i nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy na warunki, w jakich żyli ludzie w Whitechapel.

Główną postacią w tym serialu jest inteligentny, acz skryty i skromy (miła odmiana) inspektor Edmund Reid, który na co dzień babra się w cuchnącym szambie najbrutalniejszych wykroczeń tej okolicy Londynu, o której Bóg już dawno zapomniał. W tym lepiącym się od fizycznego i moralnego brudu świecie, zaludnionym przez prostytutki i umierające z głodu sieroty, próbuje on uczciwie, ale stanowczo, egzekwować normy prawne.

Obecny w Ripper Street koloryt historyczny, choć magnetyczny i fascynujący, to tylko jedna z zalet wykreowanego tu świata. Twórcom udało się wypracować coś, co jest wrażeniem nieco pokrewnym z tym, które czuliśmy wszyscy oglądając pierwszy odcinek Sherlocka. Coś starego, dawna forma, którą tak lubimy i cenimy, spotyka się w zaskakujący sposób z nowoczesnością przez co staje się nam jeszcze bliższa. Koniec XIX wieku był przecież także końcem dawnego świata i narodzinami nowoczesności, co sprytnie pokazują kolejne śledztwa detektywa Reida. Pierwsze spotkanie z kinematografem, zastosowanie broni biologicznej, psychomanipulacje dziecięcymi grupami przestępczymi… z każdym odcinkiem obserwujemy jak nowoczesność wkracza śmiałym krokiem w zastałe ramy świata, którego już nie ma. Do myślenia daje też fakt, że wszystko co nowe zostaje tu od razu wykorzystane do zbrodni. Można to potraktować jako bardzo pesymistyczną, ale trafną diagnozę współczesności.

Wiele do serialu wnosi rola Matthew Macfaydena, wcielającego się w rolę inspektora Reida. Ten aktor ma charyzmę i twarz młodego Kevina Spacey i z pewnością warto śledzić jego poczynania aktorskie.

Z pewnością na moje i innych zachwyty Ripper Street wpłynęło gorzkie rozczarowanie Copperem. Serial niby podobny, a jednak jakościowo zupełnie inny. Przygody irlandzkiego policjanta w Nowym Jorku tuż po wojnie secesyjnej, mimo iż również brudne i mroczne, zupełnie nie robią wrażenia, zwłaszcza jeśli zestawić je z czymś tak dobrym jak Ripper Street. Naprawdę miło, gdy ktoś dla odmiany przykłada się do scenariusza i nie obraża inteligencji widzów.

4 myśli na temat “Ripper Street

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *