Nocny pościg

Poszłam na ten film głównie dla Joela Kinnamana, który bardzo ciekawie się rozwija, no i trochę też dlatego, że już naprawdę nie było na co (w kinach posucha straszliwa). Zwiastun nie był przesadnie zachęcający. Zapowiadało się to to na skrzyżowanie Johna Wicka i Uprowadzonej i takie w większości było, ale i tak sądzę, że warto się wybrać, szczególnie jeśli tak jak ja lubicie od czasu dobre kino akcji. Nocny pościg jest o tyle lepszy od wspomnianych poprzedników, że nie tylko podnosi ciśnienie czy cieszy oczy widowiskowymi scenami walki i pościgu, ale też wzrusza, a nawet przywołuje skojarzenia z grecką tragedią. To naprawdę sprawnie nakręcony film, z bardzo przyzwoitymi kreacjami aktorskimi, który z pewnością wkrótce zyska status klasyka gatunku.

Starcie seniorów

Całemu zamieszaniu winna jest rodzicielska nieudolność pewnego mafiosa. Irlandzki bandzior Shawn Maguire (Ed Harris) trzyma w garści wszelkie brudne brooklińskie interesy już od 35 lat, o czym opowiada z dumą, ale z własnym synalkiem nie umiał sobie chłopina poradzić. Ten blady, wytatuowany ćpun wikła się co chwila w niesamowite kłopoty, z których wyciąga go tatuś. Tak przynajmniej było do momentu aż postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i gdy do drzwi zastukali naprawdę groźni panowie, zamiast oddać im grzecznie pieniądze, postawił na krwawą jatkę. Świadkiem tego przedsięwzięcia był Mike Conlon (Joel Kinnaman), kierowca, który przywiózł denatów do Maguire’a juniora. Przypadkiem jest to także syn najstarszego przyjaciela jego tatusia, którego nie można bezkarnie odstrzelić. Koniec końców u drzwi Mike’a zjawia się dawno niewidziany tatuś Jimmy, który by chronić potomka, zmuszony jest zgładzić syna przyjaciela i szefa, a tym samym ściągnąć na ich obu straszliwą klątwę, a sorry, pogoń, która trwać będzie oczywiście całą noc.

W tragicznym konflikcie utknęły trzy osoby, ale żadna z nich z własnej winy. Mike był świadkiem morderstwa przez przypadek, Jimmy nie mógł go nie ochronić, a Shawn (bliski Jimmy’emu niczym brat) nie może nie pomścić śmierci, wyrodnego bo wyrodnego, ale jednak jedynaka. Sam pościg jest dość typowy, są wybuchy, strzelanie i walka wręcz, ale naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się w przerwach. Starzy mafiozi, mimo tego że już śmiertelni wrogowie, wciąż się ze sobą komunikują, jasne jest co komu leży na sercu i że raczej żaden nie odpuści. Momentami jest to naprawdę przekonujące kino psychologiczne. Takich scen się tutaj nie spodziewałam, podobnie jak scen, w których Jimmy w ramach trochę szukania schronienia dla syna, a trochę żegnania się ze światem, odwiedza tych kilka bliskich mu osób.

Papa Neeson

Granie po raz kolejny styranego życiem zabijaki, który próbuje komuś uratować życie i obronić swój honor, nie mogło być łatwe dla Liama Neesona, a jednak się udało. W postaci Jimmy’ego widać jakąś nową jakość, więcej wyczucia i wysiłku niż we wszystkich Uprowadzonych razem wziętych. Może to chodzi o to, że Neeson miał wreszcie z kim i co zagrać. Jego wymiana zdań z Edem Harrisem jest wyjątkowo udana, a sceny ojcowsko-synowskie z Kinnamanem wcale nie są ckliwe i żałosne, a całkiem prawdziwe, podobne do wielu rozmów potomstwa z rodzicielami jakie można usłyszeć na co dzień. Naprawdę podoba mi się też to, że postać syna (dzięki świetnej oszczędnej grze Kinnamana, któremu daleko do typowego hollywoodzkiego przystojniaka, ale talentu nie sposób mu odmówić) nie rozmywa się w odmętach pamięci, jest pełnokrwista i wyrazista, dzięki czemu nie zapominamy jej zaraz po wyjściu z sali kinowej.

Liam Neeson i Joel Kinnamann
Liam Neeson i Joel Kinnamann

Jedynym, co wzbudza moje wątpliwości, jest to, czy Neeson nadaje się nadal do tych wszystkich popisów kaskaderskich. Jakoś wątpię by jego postać, która przed chwilą była załamanym psychicznie, wyniszczonym fizycznie alkoholikiem, była w stanie wymordować cały przestępczy światek Nowego Jorku, kulejąc przy tym i krwawiąc. Może ktoś o połowę młodszy od leciwego już aktora byłby tu bardziej wiarygodny. A swoją drogą, w tym filmie Neeson przypomina, że oprócz (zanikającej wyraźnie) tężyzny, posiada spory talent dramatyczny, więc może w czymś ambitniejszym mógłby zacząć grać. Pasowałby do ról czarnoksiężników i sędziwych władców w wysokobudżetowych produkcjach fantasy i historycznych. Mógłby brać na starość przykład ze swojego tytanicznego ,,bliźniaka” Ralpha Fiennesa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *