Nimfomanka – Część II

Druga część Nimfomanki to kontynuacja rozmowy Joe z Seligmanem na temat jej erotycznej podróży przez życie. Dowiadujemy się między innymi jak dalej wyglądał związek z Jerome’m, skomplikowane macierzyństwo oraz fizyczne skutki uboczne intensywnej eksploatacji narządów płciowych. Jest barwnie, ekscytująco, a momentami nawet przerażająco. Przyznam szczerze, że aż takich wrażeń się nie spodziewałam. Siedzi sobie człowiek w kinie i ogląda najintymniejsze sceny w swoim życiu i to w ciemności z obcymi ludźmi siedzącymi obok w kinie. Ta intymność (zwierzeń i zbliżeń) te niesamowite pokłady szczerości, to coś bardziej wstrząsającego niż porno wyuzdanie, jakiego spodziewali się w większości widzowie. Z widokiem kopulujących ciał można sobie poradzić znacznie łatwiej niż ze świadomością co ich do tej kopulacji doprowadziło, oraz że pod tą jasną różową skórą jest bardzo cierpiąca istota. Druga część Nimfomanki to pod tym względem prawdziwe wyzwanie.

Dojrzałe lata głównej bohaterki są dla mnie bardziej interesujące, prawdopodobnie dlatego, że przez większość czasu oglądamy na ekranie już Charlotte Gainsbourg. Subtelny urok tej znakomitej aktorki sprawia, że nic co mówi lub robi jej postać nie może być płytkie, banalne lub wulgarne. Dlatego może z takim zaciekawieniem ogląda się jej zejścia w erotyczne mroki (dosłownie do piwnicy rozkoszy). Oprócz wielkiego szoku pt. ,,Nie wierzę,że ktoś pokazuje coś takiego na ekranie kinowym” podejrzewam, że większość widzów odczuwało wielkie współczucie do Joe (oprócz matek, jestem pewna, że matki jej teraz nienawidzą). W pierwszej części dominował bardziej pozytywny, radosny czy nawet hedonistyczny obraz kobiecej seksualności. W drugiej płeć i seks stają się ciężkim brzemieniem, czymś co trzeba zwalczać, najgorszym złem, a jednocześnie impulsem do życia, czy też samym życiem. Przyznam szczerze,że w wymiarze czysto ludzkim rozumiem i współodczuwam z bohaterką, ale już kontekst metafizyczny i feministyczny uważam za zupełnie zbędne. Trochę tego wszystkiego za dużo.

Jeżeli jesteście szczególnie wrażliwi, lepiej odpuście sobie seans lub poczekajcie na wersję ocenzurowaną, taką w której będzie mniej śluzu, ran i widoku czarnych penisów w stanie erekcji. Drugą Nimfomankę odradzam szczególnie widzom wrażliwym na przemoc względem kobiet.

Mimo tych oczywistych niedogodności (lub raczej samej esencji filmu, wytrącającej nas ze strefy komfortu) zapewniam, że film ten potrafi zaskoczyć dużą dawką humoru i nietypowymi rozwiązaniami fabularnymi. Najbardziej zaskoczona byłam oczywiście zakończeniem (warto doczekać do końca, nawet jeśli film się średnio podoba) oraz pojawieniem się Jamie’go Bella w roli, której nigdy bym się nie spodziewała po uroczym, niewinnym tancerzu z Billy’ego Elliota. Jego kreacja jest bardzo ożywcza, choć jestem pewna, że wiele osób nie będzie już w stanie po Nimfomance patrzeć na tego aktora i to w dowolnym wieku. Widzki siedzące obok były prawdziwie oburzone.

Na całe 4 godziny Nimfomanki proponuję spojrzeć jak na manifest prawa do wolności decydowania o własnym ciele i własnym życiu. Cokolwiek by Joe nie robiła, nie powinno nas gorszyć, zwłaszcza, jeśli tak jak proponuje to Seligman, zastanowimy się, czy na mężczyznę w tych samych sytuacjach patrzelibyśmy tak samo. Nawet jeśli kobieta robi coś złego lub bolesnego, to dotyka to głównie jej i jej ciała (choć oburzone matki małych dzieci będą twierdzić co innego; w końcu po porodzie życie i ciało należą już do potomka a nie do kobiety). Ma do tego prawo i to robi a innym nic do tego. Bardzo spodobała mi się jej determinacja w dążeniu do samorealizacji, a że robi to w dość niespotykany sposób, to tym lepiej. W feministycznym duchu wypada mi stwierdzić, że ci którzy się będą oburzać, powinni się pooburzać też na panów erotomanów, popełniających gorsze występki niż eksperymentująca kobieta w średnim wieku. Przecież wielu jest takich w produkowanych masowo filmach i serialach, a jakoś nikt się nie oburza. A może chodzi o soczyste okraszenie historii płynami fizjologicznymi i zbliżeniami pośladków? Może i tak. Pewne jest, że na drugą część Nimfomanki już takich tłumów jak na premierę pierwszej nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *