Ask Me Anything

To nie jest to czego można się spodziewać po takim tytule i informacji, że fabuła dotyczy nastoletniej blogerki. Myślałam, że będzie to złośliwa komedia o tym, jak stereotypowa blondynka zarabia fortunę na poradach kosmetyczno-życiowych, a tymczasem trafił się naprawdę wymagający i stresujący seans, który z komedią nie miał nic wspólnego. Pomimo elementu zaskoczenia, kilku naprawdę dziwnych i wprawiających w zakłopotanie scen oraz niepokojącej atmosfery zepsucia unoszącej się nad wyznaniami Katie, uważam film za wartościowy i naprawdę dający do myślenia. Czuję się od wczoraj zaintrygowana fabułą i ciągle myślę o niepokojącym zakończeniu.

Trochę Lolita, trochę Juno

Katie (Britt Robertson) kończy właśnie szkołę średnią i nie bardzo wie co ze sobą zrobić. Postanawia zrobić sobie rok przerwy przed studiami, a żeby było, że jednak się nie leni, zostaje blogerką, co otoczenie przyjmuje z niezrozumiałym dla mnie entuzjazmem, a i czytelników szybko przybywa. Niebawem okazuje się, że rok przerwy nie wynika z potrzeby odnalezienia siebie, ale z chęci spędzania większej ilości czasu z mężczyzną, w którym Katie jest zakochana. Dan (Justin Lang) ma 32 lata i jest wykładowcą w koledżu. Sypianie z nieletnią to dla niego odskocznia od poważniejszego związku. I gdy już myślimy, że oglądamy film o nieszczęśliwym romansie, pojawia się chłopak Katie, następnie szef, ojciec i przeszłość, w której jest jeszcze więcej skomplikowanych relacji z facetami, ale nie ma co opowiadać, bo to na kolejnych niesmacznych, pokrętnych, a momentami nawet tragicznych niespodziankach osadza się cała fabuła.

Britt Robertson

Nim jeszcze na bohaterkę spadnie cała seria niefortunnych zdarzeń, naszą uwagę zwraca jej zadziorny charakter, pewna bezczelność w sposobie bycia i totalny seksapil, któremu nikt się nie oprze. Pamiętajmy jednak, że to co widzimy na ekranie, to wydarzenia widziane jej oczami, czyli że nie wszystko może być takie jak się wydaje. Grająca Katie Britt Roberts, mająca najbardziej ponętne usta od czasów młodej Angeliny Jolie i niemal dziecięcą figurę, została idealnie dobrana do roli skrzywionej lolitki. Choć momentami się jej bałam (nie wiadomo jak daleko się posunie), ani razu nie wątpiłam w to, że jest w stanie podbić każde męskie serce.

Dałam się wciągnąć

Katie kłóci się z matką, czy sypia z chłopakiem i myślimy, że to typowy film o ekscentrycznej nastolatce. Katie rozmawia z ojcem i już wiemy, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Gdy przybywa kochanków, zaczynamy się zastanawiać, gdzie leżą nasze granice tolerancji, a gdzie już czają się podejrzenia, że nastoletniej nimfomance coś jednak dolega. Allison Burnett prowadzi ciągłą grę z widzem, który ani na chwilę nie może się poczuć komfortowo z tym, co widzi na ekranie. Nie ma co prawda ostrych scen łóżkowych czy gwałtownej przemocy, ale aura jest taka, że momentami wolałabym, żeby ktoś się pobił. Choć bohaterką Ask Me Anything jest nastolatka, zdecydowanie nie jest to film dla nastoletnich widzów, choć ze względu na przemoc w różnych wymiarach (także tę związaną z seksem i Internetem), młodzi widzowie wiele mogliby wynieść z tej opowieści, która co prawda nie jest autentyczna, ale wzorowana na wydarzeniach czas mających miejsce we współczesnym zachodnim społeczeństwie.

Oprócz zdumiewająco dobrej Britt Robertson, która naprawdę pasuje to roli rozbieganej, roztrzepanej i rozerotyzowanej dziewczyny, znakomity jest tu także drugi plan. Martin Sheen gra tak, że autentycznie bałam się o bezpieczeństwo Katie w kilku miejscach, a Christian Slater w roli żonatego podrywacza jest przepisowo śliski i obleśny nieco (jego postać bardzo nie spodoba się mężatkom i młodym matkom).

Britt Robertson jako Katie
Britt Robertson jako Katie

Piękne jest życie blogerki

Pozostaje jeszcze temat, który na początku przyciągnął mnie do tego filmu, czyli blogowanie. Cóż, jeśli nie licząc ciągłych komentarzy zza kadru Katie, nie zwraca się praktycznie uwagi na jej ,,pracę”. Zresztą jest to, w mniemaniu niektórych, przedstawicielka najgorszej, najnowszej generacji blogerek, które piszą o swoim życiu osobistym (żadnych porad, żadnej wiedzy, bez głębszych przemyśleń) zdradzając pikantne szczegóły z sypialni. Czy to dziwne, że choć Katie nie jest sławna, niczego w życiu jeszcze nie dokonała i nawet z dumą obnosi się z tym, że praktycznie nie czyta, szybko zyskuje popularność w blogosferze? Raczej nie, ale jak to świadczy o jej czytelnikach? Swoją drogą, gdybym była piękną amerykańską nastolatką, którą utrzymują rodzice i która wydusza z siebie kilka zdań zaledwie i już świat szaleje, to zapewne myślałabym inaczej. W końcu pewność siebie liczy się najbardziej, a Katie ma jej pozornie w nadmiarze. Nie ma to jak zostać gwiazdą własnego reality show w swojej głowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *