Marie-Morgane Le Moël, Sekrety francuskiej kuchareczki

Niedawno pisałam o książce Cała prawda o Francuzkach, ale tym razem Marie-Morgane Le Moël pokazuje nam się z zupełnie innej strony. Sekrety francuskiej kuchareczki to poradnik kulinarny z przymrużeniem oka, a jednocześnie barwna opowieść o własnym życiu autorki, która co prawda jest jeszcze młodą kobietą, ale przygód może jej pozazdrościć niejedna ze starszych czytelniczek (ja zazdroszczę podróży). Snuta tu opowieść ma bardzo przejrzysty porządek; Le Moël wybrała tradycyjna chronologię wydarzeń, niemal od urodzin aż do dnia dzisiejszego, dzięki czemu możemy bardzo dobrze poznać tę inteligentną, zaradną, przedsiębiorczą i wiecznie głodną wiedzy francuską dziennikarkę, która za pracą i kolejnymi ukochanymi podróżuje po całym świecie. Smakowite akcenty znajdują się na końcu każdego rozdziału, gdzie autorka dzieli się z nami tradycyjnymi przepisami kuchni francuskiej, dopracowanymi przez lata przez niedoścignioną kucharkę, czyli jej matkę Madeleine.

Na francuskiej prowincji

Na początku urzekło mnie to, że ta typowo kobieca, zabawna i bezpretensjonalna opowieść nie rozpoczyna się wcale w Paryżu, a w dalekiej północnej prowincji, słynącej ze swych płodów rolnych (Pamiętacie film Jeszcze dalej niż Północ? To mniej więcej te klimaty). Przenosimy się w czasie, do dzieciństwa autorki, kiedy to w centrum uwagi małej Marie było życie rodzinne, a potem przedszkolne i szkolne. Pada tu wiele ciepłych słów pod adresem brata bliźniaka, Pierre’a, a także mamy, której dedykowana jest książka. To właśnie jej, a także dziadkom i ciotkom, Le Moël zawdzięcza smaki i zapachy jedzenia, nieodmiennie kojarzące się z domem i poczuciem bezpieczeństwa. Ale nie myślcie, że jest to opowieść skupiona wokół stołu, bo tak nie jest. Co prawda każdy rozdział kończy się przepisem na typowo francuską i łatwą do wykonania smakowitość, ale tematem przewodnim książki jest zdecydowanie miłość i edukacja (a potem praca). Autorka nie szczędzi nam dość osobistych wyznań na temat swych licznych sympatii, także tych z krępujących czasów szkolnych. Swoje perypetie uczuciowe opisuje jednak z takim humorem i lekkością, że zwyczajnie nie można jej nie lubić, zwłaszcza, że to naprawdę inteligentna i wykształcona osoba.

Mnie osobiście mniej zainteresowały porywy serca młodej Marii, a bardziej kolejne szczeble jej edukacyjnej kariery, w tym szkoła muzyczna oraz elitarne kursy dla przyszłych pisarzy i dziennikarzy. Nasza bohaterka nie dość, że zalicza staże w Paryżu i Kanadzie, to jeszcze pisze o dodatkowych pracach, takich jak przygotowywanie pizzy czy jesienne zbiory winogron. Daje nam to niepowtarzalną szansę na poznanie wielu regionów Francji i zagłębienie się w mentalności młodej Europejki, która nie ma kompleksów i jest prawdziwą obywatelką świata. To naprawdę inspirujące. A gdy już Marie wybywa do samego Sydney, jako korespondentka francuskich mediów, możemy już tylko jej zazdrościć i w myślach zacząć planować własne podróżnicze podboje.

A co do samych przepisów…

Ratatouille, boeuf bourguignon czy veau morengo to dania, których nazwy, padające często we francuskich powieściach czy filmach, są w stanie wywołać w odbiorcach istny ślinotok, a jednocześnie kojarzą się z czymś szalenie wyrafinowanym. Gulasz warzywny, wołowina w winie czy potrawka z cielęciny, nie brzmią już tak romantycznie w innych językach. Marie-Morgane Le Moël odczarowuje dla nas francuską magię kulinarną, zdradzając wszystkie triki pozwalające na ugotowanie dań typowo francuskich i to tak, by się przy tym za bardzo nie napracować (Marie jest leniwą kucharką i zakłada, że wśród swych czytelniczek także się takie znajdą). Jeśli waszą pasją jest gotowanie i pieczenie, jeśli po nocach śnią wam się zupy cebulowe oraz tarty jabłkowe, a w szczególności jeśli zaczynacie swoją przygodę z gotowaniem i potrzebujecie naprawdę prostych i przystępnych przepisów, to zachęcam byście sprawiły sobie prezent pod postacią tej książki. Dla mnie dużym plusem było to, że instrukcje są napisane bardzo zwięźle i dowcipnie, przez co kuchenne rewolucje nie sprawiają wrażenia ciężkiej pracy czy korzystania z tajemnej wiedzy szefów kuchni, a wydają się znakomitą zabawą.Sekrety_kuchareczki_front_3d

Jedynymi osobami, które mogą mieć kłopot z tą lekturą są wegetarianie i osoby na diecie. Sama zaliczam się po części do jednych, po części do drugich i przyznam, że niektóre składniki były dla mnie kontrowersyjne. Prawdę mówiąc wszystkie przepisy kuchni francuskiej (jak się już zdążyłam zorientować po obejrzeniu dziesiątek filmów na ten temat) składają się z instrukcji jak połączyć mięso z tłuszczem i ewentualnie z alkoholem i warzywami, by powstało coś smacznego. Cielęcina, wołowina i wieprzowina smażone, opiekane i gotowane w śmietanie i maśle, to raczej nie moja bajka, ale trzeba przyznać, że jestem w swych sądach raczej odosobniona. Czytelniczki przyzwyczajone do tradycyjnej polskiej kuchni (które nie takie rzeczy już widziały na swej patelni) z pewnością znajdą z autorką nić porozumienia.

Oprócz tego wszystkiego co powyżej, koniecznie chcę jeszcze zwrócić uwagę na to, że ta lekka książka będzie idealną lekturą leczącą złamane serce. Nasza bohaterka Marie, praktycznie co rozdział musi stawiać czoło trudnym miłościom i rozstaniom, w czym bardzo pomagają tłuste, sycące dania przyrządzane przez mamę. Nawet po smutnym dniu, z kieliszkiem wina w ręce, Sekrety francuskiej kuchareczki mogą być świetną rozrywką, pomagającą zapomnieć o troskach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *