Pomiń zawartość →

Maciej Płaza, Skoruń

Co roku gdy nadchodzi jesień, staram się przeczytać choćby jedną książkę z nurtu literatury wiejskiej. Moim największym życiowym nieszczęściem, czymś na co utyskuję nieustannie, jest to, że nie mieszkam na wsi i w ogólności, że nie ma już takich wsi, w jakich chciałabym mieszkać. Dlatego też, zanurzając się w opowieściach o ziemi i pracy, o zbiorach i pogodzie, wreszcie o rodzinnych relacjach i archetypicznych postaciach ojca i matki, staram się poczuć choćby namiastkę tego, co uważam za prawdziwe, intensywne, naturalne życie. Już w liceum pokochałam Chłopów Reymonta, od lat zachwycam się Myśliwskim, a moim największym olśnieniem ostatniego czasu była Miedza Andrzeja Muszyńskiego. Nawet Guguły Wioletty Grzegorzewskiej mi się podobały, choć z licznymi zastrzeżeniami. Ale Skoruń to rzecz osobna, niezwykła i wyjątkowa.

Łabuz i ladaco

Tytułowy skoruń, a jednocześnie nasz narrator, to dorastający chłopak, patrzący na świat ze swojej wyjątkowej, przejściowej, dziecięco-dorosłej perspektywy. Przydomek skoruń oznacza osobę lekkomyślną, płochą, łobuza i ladaco, którego ciężko się o cokolwiek doprosić i który miga się od roboty. Nie do końca odpowiada to naszemu bohaterowi, ale coś w tym jest, że wszyscy w jego wsi tak na niego mówią.

On sam ma o sobie takie zdane:

„Ja byłem matołkiem nieuczonym i głośnym, szybką ręką, pustą głową; śmierdziałem leniem, a z tego smrodu lągł mi się rój kulawych myśli”.

Pomimo złej opinii, młodzian prowadzi na wsi całkiem szczęśliwe, satysfakcjonujące życie.

Wieś znajduje się nad Wisłą, gdzieś na odległej prowincji, a większość akcji toczy się w latach 80-tych. Rodzice narratora zajmują się uprawą jabłek (podobnie jak cała okolica), a ojciec dodatkowo pracuje w okolicznej szkole zawodowej. Ich życie to niby nic takiego, szara rzeczywistość, a jednak sposób w jaki opisuje ją Płaza, nadaje jej poetyckiej głębi, dzięki której nawet ciężka praca od świtu, czy rodzinne kłótnie, mają dziwny urok.

Podobnie jak w wielu innych książkach z nurtu literatury wiejskiej pisanych z perspektywy nastolatka, Skoruń to historia małej społeczności, odwiecznych rodzinnych napięć i inicjacji w dorosłość. Nasz bohater, jak wielu przed nim, dzieli się z nami uczuciami, jakie żywi do rodziców (ojca ma się w głowie, a matkę w brzuchu – genialne!), relacjami z psot jakich dopuszcza się z kolegami, no i oczywiście z pierwszych seksualnych doświadczeń, bo nie może ich zabraknąć w tak zmysłowym otoczeniu jak pulsujące żarem sady. Nie o to jednak chodzi co tu jest napisane, tylko jak.

Podróż w czasie

Język Macieja Płazy jest tak plastyczny i sugestywny, że dosłownie przenosi czytelnika w inny wymiar. Dzięki niemu odbywam podróż nie tylko do swojego dzieciństwa, tak samo pełnego zbierania darów ziemi, psotnych wyczynów i nie do końca jasnych spraw rodzinnych, ale też podróżuję dalej, jakby śladem genów, do dzieciństwa taty i dziadków. Szara rzeczywistość ciężkiej pracy na wsi, cień wojny i uwięzienie ojca w stanie wojennym oglądałam/czytałam nie tylko swoimi oczami, ale też oczami skorunia i moich rodziców, bo to oni pierwsi mi opisali czasy przed 1989 rokiem. Te wszystkie perspektywy, wszystkie obrazy i smaki, nakładają się na siebie w czasie lektury, czyniąc ją wyjątkową i zapewne dla każdego czytelnika inną. Osobiście jestem bardzo ciekawa, co myślą o Skoruniu młodzi ludzie, którzy ani jednego dnia w życiu nie przepracowali przy wiejskiej, chłopskiej robocie. To musi być dla nich jakieś fantasy jak nic.

Jak wszyscy w mojej rodzinie, mam w sobie wielki głód ziemi i prostego życia na łonie natury, które na razie chyba nie jest mi pisane. Przez to, w jaki sposób jest opisana w Skoruniu mroźna zima, powódź, zbiory jabłek czy pływanie w rzece, a nawet szare poranki i robota w lipcowej spiekocie, chce mi się na wieś jeszcze bardziej. Ten język jest magiczny i chyba nikt poza Leśmianem nie opisywał w taki sposób owocowej soczystości tego, co wydaje z siebie ziemia. Opis owoców, jakie pojawiają się od wiosny do jesieni, od truskawek po śliwki, to sensualny poemat, prawdziwa pochwała wegetacji i coś, co sprawi, że boleśnie zatęsknicie za dzieciństwem, gdy wszystko smakowało lepiej.

Naprawdę odnalazłam się też w opowieściach rodzinnych, zwłaszcza w opowiadaniu Bracia (cała książka składa się z siedmiu różnych części). Ojciec i stryj skorunia kochają się i nienawidzą, jak to tylko rodzeństwo potrafi. Ich kłótnie to wybuchowe połączenie przekleństw i wypominania tego, co każdy z nich ma za uszami. Wszystko, co pisze Płaza o rodzinie, jest bardzo konkretne i osadzone w historii, a jednocześnie ma swój uniwersalny wymiar.

Bardzo ważną postacią jest tu oczywiście też matka, wspominana z wielką czułością, ale taką wiejską, z trzewi, nie mającą nic wspólnego z miastową delikatnością. Niestety, cień ojca wisi także nad nią, jest w każdy zdaniu i słowie chłopaka i widać, że rzeczywiście ma on ojca w głowie. Bardzo trafnie zostało pokazane tu to, że będąc nastolatkami, czasem tak bardzo kochamy swoich rodziców, jak bardzo potajemnie pragniemy ich śmierci. Jest w książce na ten temat kilka niepokojących fragmentów, szczególnie finał ostatniej opowieści.

Najważniejszym, co chcę powiedzieć o tym utworze, choć może wychodzi mi to nieskładnie, jest to, że mnie wzrusza. Nie chodzi o typowe sprawy, jak miłość rodzicielska, synowska krnąbrność czy dziecięca harówka przy gospodarstwie. Na to jeszcze mogłam się przygotować i w nieczułość uzbroić, ale nie jest to już takie proste, gdy wzruszenia są poukrywane w pozornie neutralnych zdaniach.

Za najbardziej rozbrajającą frazę, jaką w ogóle przeczytałam w ciągu ostatnich lat, uważam tę:

„Skręciłem w inną uliczkę i ruszyłem do domu naokoło miasta – ubrany odświętnie, w białą koszulinę i garniturkowe spodnie, trochę tym dniem zadziwiony i przelękły zarazem”.

Tak, nasz bohater właśnie ma za sobą pierwszą wizytę w szkole podstawowej i wydaje mi się, że trzeba być jakimś nieczułym zimnokrwistym robotem, by nie wzruszyć się tą białą koszuliną, zwłaszcza, że to nie tylko nad wiejskim chłopczyną się wzruszamy, ale nad sobą z przeszłości, tak samo ubranymi i przelękłymi.

Przesłanie na dziś: Jesienią czytajcie książki o wsi:)

Opublikowano w Książki

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *