Elegia na śmierć Pablo Escobara, czyli moje wrażenia z drugiego sezonu Narcos (spoilery)

Gdyby ten serial zrobiony był w bardziej tradycyjny sposób, albo gdyby miał odrobinę gorszych aktorów, nie wytrzymałabym nawet jednego odcinka. Tymczasem Narcos pochłonęłam bardzo szybko, z jeszcze większym podziwem niż przy pierwszej serii. Zniknął już urok nowości i szok związany z tym jak wielką dawka przemocy i okrucieństwa spływa na nas z ekranu. Na to można się uodpornić po kilku epizodach. Została już tylko solidna filmowa robota, żadnego chodzenia na skróty, choćby znudzony widz miał się zaziewać na śmierć lub pogubić w licznych, misternie splecionych wątkach. Choć nie można było pokazać wszystkiego dokładnie tak jak się odbyło, mam wrażenie, że śledztwo DEA w sprawie Escobara oraz związaną z tym serią niefortunnych zdarzeń, zostały przedstawione tak dokładnie, jak tylko się dało. No a tam, gdzie nikt nie może wiedzieć jak było, bardzo taktownie i z fantazją jednocześnie wkroczyła fabuła, nadając postaci znienawidzonego Escobara niepokojącej głębi.

Roli bossa kolumbijskiego gangu narkotykowego może pozazdrościć Wagnerowi Mourze chyba każdy aktor. Drzwi do wielkiej międzynarodowej kariery stoją przed nim otworem i chyba tylko Benedict Cumberbatch nie ma powodów by mieć przy tym artyście kompleksu. Ale nie ma nic za darmo. By zagrać Escobara, urodzony w Brazylii aktor musiał nie tylko nauczyć się hiszpańskiego, ale także znacznie przytyć, co odbiło się poważnie na jego zdrowiu. Do tego dochodzą koszty psychiczne grania jednego z najgorszych ludzi w historii, odpowiedzialnego za śmierć tysięcy ludzi psychopaty. Czy było warto? Patrząc na efekt końcowy, nie mam wątpliwości, że tak. Drugi sezon Narcos to znów triumf charyzmatycznego Moury.

To niesamowite, ale pod wieloma względami drugi sezon zbliża nas do postaci jeszcze bardziej. Twórcy nie ukrywali, że tym razem Escobar umrze na koniec i chyba nie ma tu żadnej niespodzianki, bo możemy sobie o okolicznościach śmierci El Patrona poczytać w Internecie (gdyby się dało odzobaczyć te zdjęcia). Nim jednak to się stanie, będziemy obserwować agentów DEA, kolumbijską policję, wojsko, dyplomatów, polityków i współpracowników bossa, którzy szykują na niego obławę za obławą, są zdeterminowani by dopaść go za wszelką cenę, a on się im wymyka za każdym razem (nie licząc oczywiście ostatniego). Najbogatszy i najpotężniejszy Kolumbijczyk wszech czasów, a do tego jeden z najgroźniejszych i najbardziej nieobliczalnych potworów, z kata staje się ofiarą, nieszczęsną zwierzyną, która ucieka po nocy, kryje się w podejrzanych okolicach i ma świadomość, że raczej za długo to nie potrwa. Wydawać by się mogło, że tu będzie najwięcej napięcia, ale nie, bo wszelkie zabiegi związane ze schwytaniem Escobara oraz jego ucieczki, przedstawione są do bólu realistycznie, czyli jest nudno i męcząco. Jednocześnie ma się świadomość, że ta nuda i męka czemuś służą, pozwalają nam wczuć się w emocje obu stron i zrozumieć ich racje, ich metody.

Wagner Moura robi to tak, że autentycznie momentami można zapomnieć kim jest i co zrobił. Ten smutny grubas, patrzący na nas boleściwymi oczami rannego zwierza, wzbudza prawdziwe współczucie, by po chwili znów wywołać strach i obrzydzenie. Moura pokazuje jego wszystkie twarze, w tym bezlitosnego zabójcy, cudownego męża i ojca, dobrego syna, sprytnego stratega, a nawet sprawnego farmera. To ostatnie było dla mnie największym zaskoczeniem. W każdej z tych ról jest wiarygodny, a najpoważniejszym scenom towarzyszy niemal metafizyczna głębia. Niby widać po maniakalnym spojrzeniu i dziwnym chodzie, że w sensie neurologicznym jest z nim coś bardzo nie w porządku, to jednak były takie momenty w drugim sezonie (jak ten, gdy na ławce przy skwerze je sobie spokojnie lody), gdy życzyłam mu innego zakończenia niż to, jakie w rzeczywistości napisało życie.

Po obejrzeniu drugiego sezonu koniecznie obejrzyjcie jakiś wywiad z Wagnerem Mourą, żeby zobaczyć jak wielkiej poddał się metamorfozie do serialu. Bez brody i brzucha jest nie do poznania.

Poza wielkimi staraniami o to, by widzowie mieli złudzenie patrzenia na realne wydarzenia (w wielu miejscach pojawiają się zdjęcia prawdziwego Escobara i agentów), a także poza tym, że psychologia każdej postaci jest tu skonstruowana tak, by nie było jasnego podziału na dobrych i złych, bo każdy ma na sumieniu jakieś wielkie zbrodnie (na przykład to, że agenci Pena i Murphy przymykają oczy na morderstwa, a nawet pomagają w ich dokonaniu ,,dla wyższego dobra”), największym dokonaniem drugiego sezonu są fantastyczne postaci kobiece. Oczywiście chodzi mi o to, że są fantastycznie złożone i dziwne, choć w żadnym razie nie można ani jednej z nich polubić. Najwięcej emocji wzbudzała we mnie chyba Tata (Paulina Gaitan), młoda, śliczniutka, sztywna i wypacykowana żona Escobara. Kobieta robi miny jakby grała w telenoweli, ale ma nad mężem nieograniczoną moc. Ten mocarny potwór staje się przy niej czuły i opiekuńczy, zupełnie jakby był normalnym mężem i ojcem. Jeśli ktoś ma sentyment do kiczowatych tasiemców sprzed lat, może się nawet wzruszyć pełnymi miłości scenami małżeńskimi.

Znakomita jest także Judy Moncada (Cristina Umana), wdowa po zamordowanym przez Escobara mafiozie, dzięki której powstaje narkotykowa koalicja przeciwko byłemu bossowi. Ta podstarzała lalka Barbie w dziwny sposób sprawia, że się jej boimy, a jednocześnie widzimy przecież, że jest groteskowo śmieszna. Wszystkie panie z tego serialu blakną jednak przy najważniejszej kobiecie w życiu Pabla Escobara, czyli przy matce. Panią Escobarową seniorkę gra Paulina Garcia i gra ją tak, że na koniec nie mamy wątpliwości, że ta starsza pani jest tak samo winna temu co się stało, jak jej synek. Z pozoru skromna, niegroźna staruszka, w środku skrywa jednak bestię, która z premedytacją wychowała kolejną bestię. Sile jej woli i determinacji nic się nie przeciwstawi i byłoby zapewne podobnie z Pablem i jego demonicznym synkiem, gdyby El Patron nie został zastrzelony. A już genialne wprost było pokazanie na koniec prawdziwej wypowiedzi autentycznej matki Escobara, mówiącej jakim to dobrym synem był jej Pablo. Normalnie szczęki opadają.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś ważnego o przemyśle narkotykowym, kolumbijskich i amerykańskich organach ścigania, czy ogólnie świecie, zachęcam do oglądania Narcos na Netfliksie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *