Fleabag

Takie coś zdarza się bardzo rzadko i szczerze zazdroszczę tych wszystkich przeżyć każdemu, kto jeszcze nie oglądał tego serialu. Jest porywający, wstrząsający, naprawdę zabawny, lekko wulgarny i niestety za krótki. Cóż to jest sześć odcinków spędzonych z postacią, którą się pokochało i chciałoby się oglądać codziennie przez lata. Chyba jednak nie dało się tej historii rozciągnąć, skoro wcześniej była zamkniętą całością monodramu napisanego przez grającą w serialu główną rolę Phoebe Waller-Bridge. Zapomnijcie o postaciach z Seksu w wielkim mieście czy z Dziewczyn. To Fleabag jest nową kultową bohaterką pokolenia trzydziestolatek.

Jak to w rodzinie

Jest to historia młodej kobiety mieszkającej w Londynie, której emocje zostały mocno nadwyrężone niedawnymi wydarzeniami. Nie dość, że kilka lat wcześniej zmarła jej matka, to jeszcze niedawno odeszła w zaświaty także jej najlepsza przyjaciółka i wspólniczka, z którą prowadziła małą kawiarnię. Teraz zostało jej samotne i nieudolne sprzedawanie kanapek i kawy (jest w tym naprawdę kiepska), rozmowy z siostrą, z którą ma bardzo skomplikowaną reakcję, oraz przypadkowy i bardzo dziwny seks. Nic w życiu tej kobiety nie jest normalne w powszechnym rozumieniu tego słowa. Jest ona w związku, ale co chwila zrywa z nieszczęśnikiem, pragnie bliskości, ale całą sobą odpycha ludzi od siebie, a często także robi im poważną krzywdę.

Nie wiem jak wy, ale ja wprost uwielbiam filmy i seriale, w których postaci zwracają się bezpośrednio do widza (a jak to robią z tym cudnym brytyjskim akcentem, to jestem zachwycona), nie będąc słyszanymi przez innych bohaterów. Jest to prosty, ale bardzo efektowny zabieg, który dominuje we Fleabag, dzięki czemu poznajemy najgłębsze myśli naszej bohaterki. Nic nie jest przez nami ukrywane; cała złośliwość, żałość, cynizm, zazdrość, rozgoryczenie i desperacja wylewają się z niej strumieniami i byłoby to wprost nie do zniesienia, gdyby nie zabójcze poczucie humoru. Jest tak zabawna, że nawet uzależnienie od seksu i skłonność do kradzieży jesteśmy jej w stanie wybaczyć.

Fleabag próbuje sobie radzić nie tylko z nieobecnością matki czy z tragiczną śmiercią wspólniczki Boo (Jenny Rainsford), ale też z relacjami z jeszcze żyjącymi bliskimi. Jej rozmowy z siostrą Claire (Sian Clifford) sprawią, że jednocześnie pożałujecie, że nie macie siostry (jeśli nie macie) i będziecie dziękować Bogu za to, że nigdy was nie pokarał podobnym doświadczeniem. Rozmowy tych dwóch świrusek to mistrzostwo świata siostrzanego dogryzania i przekomarzania, zawstydzania i okazywania troski. Dosłownie samo życie.

Fleabag ma też ojca (Bill Paterson), ale tak, jakby go nie miała. Nieszczęśnik nie wie jak zastąpić córką matkę, dlatego wysyła je na dziwne feministyczne wykłady czy na weekendowe szkolenia z samorozwoju. No i niestety ma też nową żonę (Olivia Coleman), która jest/była matką chrzestną dziewczyn i do której one czują jedynie nienawiść. Bardzo to wszystko skomplikowane, a jednocześnie dziwnie proste, gdy już wejdzie się w temat.

Niesympatyczna, nieprzysiadalna, cudowna

Choć taka okropna, nie da się jej zwyczajnie nie lubić. Jej wybory i dylematy wydają się znajome, choć zupełnie nielogiczne. Nie przeczę, że jest momentami strasznie irytująca, zwłaszcza gdy ładuje się w kolejne sytuacje, w których z góry wiadomo, że skończą się dla niej koszmarnie. Problemem tej dziewczyny jest to, że nie lubi samej siebie, uważa że nie zasługuje na dobre rzeczy, dlatego też zapętla się w autodestrukcji póki po wszystkim nie zostanie spalona goła ziemia. Tym, co jednak uwodzi w tej postaci, jest jej autentyczność. Od pierwszych scen miałam wrażenie, że patrzę nie na aktorkę odgrywającą rolę, a na kogoś, kogo sama dobrze znam z codziennego życia. Żadne nowojorskie wydumane historie nie dały mi tego odczucia. Jestem pewna, że każdy widz, choć odrobinę obdarzony poczuciem humoru i dystansem, zakocha się w tym serialu i też będzie żałował, że jest on tak krótki.

fleabag1

Nie byłoby Fleabag, gdyby nie autorka i odtwórczyni głównej roli jednocześnie. Phoebe Waller-Bridge jest stworzona do tej roli i widać, że ona sama doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Aktorka ma niesamowicie plastyczną twarz i choć nie należy do klasycznych piękności, nie można od niej oderwać wzroku. Bardzo podobały mi się jej ostre teksty i miny w pierwszych odcinkach, a jeszcze bardziej gdy zaczęła się nieco ograniczać i zamiast wygłaszać kwieciste komentarze, posyłała widzowi cyniczne spojrzenia lub zerkała z zadziorną miną, która mogła znaczyć albo ,,a nie mówiłam”, albo ,,zaraz nabroję tak, że z krzeseł pospadacie”. W każdej scenie widać, że nie traktuje siebie zbyt poważnie, przez co jest autentyczna i niesamowicie zabawna.

Wyjątkowo interesującą partnerką dla Waller-Bridge jest tu Olivia Coleman, której jeszcze nie widziałam w takim wydaniu. Jej postać to spełnienie wszystkich koszmarów o złej macosze, tyle że w nowoczesnym i bardziej cynicznym wydaniu. Zwyczajnie się jej boję po tym serialu. Oczywiście, cała reszta obsady także jest znakomita (w ogóle jak dla mnie ta produkcja nie ma słabych punktów), ale te dwie aktorki zagrały tu role życia.

We Fleabag udało się coś, co z pozoru nie miało prawa się udać. Balansując na krawędzi dobrego smaku, hojnie serwując porcje niestosownego humoru z seksualnymi podtekstami, opowiedziano wzruszającą historię o tym, jak zwichrowana młoda kobieta próbuje poradzić sobie z bałaganem, który ma w swojej głowie.

2 thoughts on “Fleabag

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *