The Bronze

To są lekko chore klimaty, ale fantastycznie się ogląda tę komedię, a śmiechu jest co niemiara. Od czasu Young Adult nie widziałam tak ciekawej, cynicznej, zgorzkniałej i przebojowej postaci kobiecej w filmie. Jeśli lubicie lekko spaczone poczucie humoru, a do tego jesteście fanami seriali Dolina Krzemowa i Teoria wielkiego podrywu, będziecie w filmowym siódmym niebie. Tu nic nie jest typowe czy przewidywalne, każda scena jest niespodzianką, szczególnie jeśli chodzi o to, jak daleko nasza bohaterka może się posunąć. Obejrzę ten film jeszcze nieraz.

Zołza jakich mało

Poznajcie Hope Annabelle Gregory (Melissa Rauch). Ta mała osóbka ma naprawdę wystrzałowy temperament. Jest złośliwa, wulgarna, czasem też agresywna. Całe dnie leni się niesamowicie, pasożytując na ojcu-listonoszu, a czas zabija najchętniej narkotykami i zakupami. Jest wredna dla absolutnie każdego, kogo spotyka na swej drodze, ale i tak wszyscy mieszkańcy jej niewielkiego miasteczka ją kochają i jest uważana za lokalną bohaterkę. Dlaczego? Przed laty Hope zdobyła dla USA brązowy medal w akrobatyce na olimpiadzie i trzeba przyznać, że zrobiła to w wielkim stylu, bo z poważną kontuzją. Jej walkę oglądały miliony widzów, a za hart ducha jest do dziś uwielbiana. Niestety, kontuzja nie dała się łatwo wyleczyć, a Hope z jej powodu musiała zrezygnować z uprawiania ukochanego sportu. I właśnie dlatego nasza mała Smerfetka stałą się takim zgorzkniałym gnomem. Życie daje jednak jej drugą szansę. Skuszona nagrodą w postaci pół miliona dolarów, Hope zaczyna trenować młodą gwiazdkę lekkoatletyki ze swojego miasteczka, a robi to w naprawdę niepowtarzalnym i przezabawnym stylu, sabotując wysiłki młodszej konkurentki. To jak młodziutka Maggie (Haley Lu Richardson) przyjmuje rady trenerki Hope to już zupełnie inna zwariowana historia. Koniecznie musicie zobaczyć, czy dziewczyny pojadą na olimpiadę i co z tego wyniknie.

Nasi ulubieni dziwacy

Do obejrzenia tej komedii zachęciły mnie nazwiska sympatycznych aktorów komediowych. Mellisa Rauch gra moją ulubioną postacią w Big Bangu, małą, ale bardzo bojową Bernadette, żoną Wolowitza, a partneruje jej Ryszard z Doliny Krzemowej, czyli Thomas Middleditch, chłopak tak brzydki, że aż ciekawy. Gdy ta para zakochuje się w sobie na ekranie, koniecznie trzeba to zobaczyć, szczególnie jeśli ona jest tak agresywna, że w każdej chwili może dojść do rękoczynów, a on, nie dość, że specyficznej urody, to w dodatku ma bardzo silne nerwowe tiki na twarzy. Mówię wam, ubaw po pachy, w dodatku, choć nie brak tu przekleństw i bardzo niestosownych seksualnych odniesień, nie jest to humor najniższych lotów, a wprost przeciwnie, niszowo i awangardowo wprost bym powiedziała.

Od pierwszych minut porwała mnie ta komedia, choć wolno się rozkręca, ponieważ panuje tu specyficzny amerykański klimat i to bez typowego lukru. Naprawdę znacznie bardziej wolę wkurzoną małą zołzę i jej szary byle jaki świat od każdej innej uśmiechniętej i na siłę pozytywnej idiotki, mieszkającej w krainie cudowności zasiedlonej przez tęczowe jednorożce i samych miłych ludzi.

Oprócz znakomitego scenariusza, pełnego bardzo krwistych i wcale nie głupich dialogów, którego współautorką jest Melissa Rauch, na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki aktorka zbudowała swoją rolę. Nie dość, że mikrej postury, to jeszcze przez cały czas chodzi w obszernych olimpijskim dresie i ma fryzurę z poprzedniej dekady, mocno utrwaloną lakierem. Tak uzbrojona trenerka jest gotowa by stawić czoło całemu światu i pokazać, że to czy będziesz traktowana poważnie, wcale nie zależy od twojego wyglądu, ale od osobowości, którą jesteś w stanie zademonstrować lub nie. Nasza bohaterka bez obaw pokazuje z czego jest zrobiona, niemal rozsadzając ekran, szczególnie w scenach ze swoją młodą podopieczną.

Choć to przerysowana komedia, mogłam w pełni zidentyfikować się z główną postacią, prawdopodobnie dlatego, że też do najmilszych osób nie należę, a i zgorzkniałam, podobnie jak ona, na skutek życiowych porażek. Mam przeczucie, że wbrew wciskanej nam przez media propagandy sukcesu i medialnego splendoru, takich osób jak ja jest znacznie więcej, dlatego też wróżę tej komedii przeogromny sukces. Pewno nie pokażą jej w kinach, może i nie będzie jej w zestawieniach, ale widzowie sami wiedzą przecież jak dotrzeć do tego, co dobre.

the-bronze-movie

Na koniec jeszcze kilka słów o najdziwniejszej miłosnej scenie, jaką dane mi było oglądać. Uwielbiam takie momenty całkowitego zaskoczenia i wytrącenia z równowagi, gdy czujność jest uśpiona, wiem niby jak fabuła dalej się potoczy, a tu taka bomba. W The Bronze niczym noworoczna petarda zaatakowała moje oczy scena łóżkowa, co do której nie jestem nadal pewna, czy chciałabym ją odzobaczyć, czy obejrzeć jeszcze kilka razy. Jeśli zastanawialiście się kiedykolwiek jak może wyglądać seks bardzo atletycznych i sprawnych osób, joginów, trenerów fitnessu czy właśnie olimpijskich gimnastyków, to tutaj macie okazję wreszcie to zobaczyć. Po tej scenie nic już nie będzie takie samo, nawet oglądanie Big Banga. Czy Howard wie, że jego żona potrafi takie rzeczy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *