Wrong

Nie ma co gadać, takie klimaty po prostu trzeba lubić, bo jak nie, to się człowiek tylko umęczy, a potem jeszcze straci mnóstwo energii na psioczenie na forach i do znajomych, że strasznego gniota obejrzał. Wrong to surrealistyczna komedia, która wcale komedią być nie musi. Dla mnie dramat mężczyzny (Jack Plotnick jako Dolph Springer) , któremu nagle zniknął pies (Paul, skundlony, żółty labrador) wcale nie jest śmieszny. Jak ktoś nie ma psa, to po prostu nie zrozumie (nie tylko rodzice mogą chyba tak mówić) co czuje ktoś, kto budzi się rano, a jego jedynego przyjaciela nie ma na posłaniu. Oczywiście nikt nic nie wie, a wraz z tajemniczym zniknięciem czworonoga, zaczynają się dziać wokół głównego bohatera dziwne rzeczy.

W absurdalnym świecie otaczającym Dolpha tylko on jeszcze się czemuś dziwi. Pozostali bohaterowie są wkomponowani w dziwaczność ulic, domów, a zwłaszcza biura, w którym deszcz pada obficie nie wiedzieć czemu. Dolph jest oczywiście życiowym nieudacznikiem. Mieszka sam (nie licząc psa) i nawet praca nie jest prawdziwa, bo zwolnili go 3 miesiące temu, więc chodzi do deszczowego biura nie z obowiązku, lecz z przyzwyczajenia. Znikniecie psa Paula to normalnie ostatni gwóźdź do trumny jego zdrowia psychicznego. Jak się szybko okazuje, Paul nie zniknął przypadkowo. Zabrał go pracownik mistrza Changa (w tej roli gadający jak Julian z Madagaskaru William Fichtner), aby właściciel, który po kilku dniach odzyska psa, kochał go jeszcze bardziej. Taki miał Chang pomysł na zacieśnianie więzi ludzko-zwierzęcych i zdaje się, że zajmował się tym na naprawdę dużą skalę (zazdroszczę pomysłu na biznes). Niestety Changowi Paul też zniknął. Rozpoczynają się najdziwniejsze w świecie poszukiwania, w których dużą rolę odgrywa telepatia oraz pewna psia kupa z dobrą pamięcią.

Absurd filmu Wrong w jakiś dziwny sposób do mnie przemówił. Jako psiej mamie podoba mi się oczywiście główny wątek i wnikanie w psią psychikę, ale nie prowadzące donikąd historie związane z biurem, ogrodnikiem, palmą i kochanką, także są podejrzanie fascynujące. Uważam, że każdy powinien od czasu do czasu obejrzeć sobie taką właśnie surrealistyczną komedię, żeby nabrać dystansu do własnego życia, które wydaje mu się niekiedy jakimś niezrozumiałym snem wariata, zupełnie jak Wrong. Film Quentina Dupieux ma w ogóle wiele wspólnego ze snem, a zwłaszcza z jego pokręconym ciągiem przyczynowo-skutkowym, któremu jakoś nikt się nie dziwi. W grupie produkcji onirycznych byłby to sen z gatunku tych fabularnych, takich co to zdarzają się po dużej ilości alkoholu lub dniu pełnym wrażeń.

Wrong, pomimo iż surrealistyczny, wcale nie wydał mi się bezsensowny. Jestem przekonana, że liczna armia posiadaczy psów i kotów byłaby gotowa zainwestować spore fundusze w pracę kogoś takiego jak mistrz Chang. Książka jego autorstwa, którą czytał Dolph jest teraz na szczycie mojej listy bestsellerów i zupełnie nie interesuje mnie, że nie istnieje. A gdyby już ktoś opracował metodę telepatycznej łączności z czworonogiem i potrzebował ochotników do badań, ja z moim psem Krakersem będziemy czekać pierwsi w kolejce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *