Dreaming Murakami / Śniąc o Murakamim

Jest to wspaniały dokument o czymś, co wydawałoby się, że zupełnie się nie nadaje do przeniesienia na ekran, czyli o pracy literackiego tłumacza. Bohaterką tego obrazu jest pani Mette Holm, która od dwudziestu lat zajmuje się przekładaniem dzieł Harukiego Murakamiego na język duński, głowiąc się nad frazami krótkimi acz tajemniczymi, a nawet zagadkowymi, z których słynie japoński pisarz, a które nie są łatwe w odbiorze nawet dla samych Japończyków. Jestem pewna, że każdy, kto kocha tę prozę, doceni film, gdyż jest on przesiąknięty tą niezwykłą aurą, która emanuje z naszych ulubionych powieści i opowiadań. Sam Murakami się w dokumencie nie pojawia, a jednak jego obecność ciąży nad absolutnie każdym kadrem.

Pan Żaba śledzi tłumaczkę

Dla podkreślenia niesamowitości prozy, którą z wielkim oddaniem zajmuje się pani Mette Holm, w dokumencie pojawia się jeden element fantastyczny, którego widz nie może zignorować. Oto za tłumaczką, w pewnej odległości, chodzi dwumetrowy zielony płaz, mówiący o tym, że trzeba ratować świat przed wielką Dżdżownicą, czającą się gdzieś w podziemiach, która lada moment się obudzi i, napędzana nienawiścią, będzie siać zniszczenie. To oczywiście dobrze nam znana żaba z opowiadania Pan Żaba ratuje Tokio (z tomu Wszystkie boże dzieci tańczą). Ale spokojnie, ten sympatyczny zwierzak nie zaburza struktury dokumentu, który jest oprócz tego bardzo czytelny i zrozumiały (ale fani docenią zapewne obecność Pana Żaby, podobnie jak dwóch księżyców :).

Akcja dokumentu toczy się w czasie, gdy tłumaczka kończy pracę nad debiutancką powieścią japońskiego pisarza pt. Słuchaj pieśni wiatru. Obserwujemy ją przy pracy nad tekstem, ale także podczas podróży do Japonii, spotkaniach dotyczących wyboru okładki, czy podczas rozmów z innymi europejskimi tłumaczami dzieł Murakamiego, w tym również z panią Anną Zielińską-Elliott, przekładającą prozę japońskiego pisarza na język polski. W międzyczasie Mette Holm opowiada o swoim życiu, o tym jakie konkretne cechy charakteru i jakie wydarzenia spowodowały, że wybrała dla siebie taki, a nie inny zawód.

Tłumacz jako współautor

Zastanawiając się nad sensem fragmentu „Nie ma idealnego tekstu. Tak samo jak nie ma idealnej rozpaczy” oraz nad tym, jak najlepiej przetłumaczyć go na duński, Mette Holm i jej rozmówcy snują rozważania nad tym, co to w ogóle znaczy być tłumaczem Murakamiego. Nie chodzi bynajmniej o pracę tłumacza jako takiego, ale właśnie o kogoś, kto spędza lata drobiazgowo przekładając tajemniczą, hipnotyczną, czasem zagmatwaną prozę, w której światy się rozszczepiają, czas spowalnia lub przyspiesza, a bohaterowie są nawiedzani przez wielkie żaby ratujące miasto. Tak jak czytelnicy, obcujący z prozą japońskiego pisarza, od pierwszych słów czują, że nie jest to taka zwykła literacka przygoda, a raczej doświadczenie zmieniające życia, tak samo tłumacze rozumieją, że te teksty ich zmieniają, skłaniają do zupełnie innego spojrzenia na świat. No i pojawia się też pytanie o to, jakich ludzi na tłumaczy sobie wybierają takie powieści jak Kronika ptaka nakręcacza czy Kafka nad morzem. No a Koniec świata i hard-boiled wonderland! Dla mnie samo to, że ktoś potrafi taką powieść przeczytać po japońsku już świadczy o jego supermocach, a co dopiero trzeba mieć w głowie by jeszcze umieć przetłumaczy taką rzecz na dowolny europejski język? Ja nadal jestem na etapie rozmyślań o czym to właściwie było, bo tyle tu znaczeń.

Jeden z rozmówców bohaterki filmu mówi o tym, że trzeba być trochę samotnikiem, by zrozumieć się z tego rodzaju tekstem i tłumaczka przyznaje mu rację. Nie chodzi tylko o to, że przekładanie tych obszernych dzieł wymaga ogromnego czasu spędzonego w samotności nad słowną dłubaniną, ale też o to, że te powieści i opowiadania mówią o samotności i wyobcowaniu w sposób, który niektórzy zwyczajnie odbierają jako swój własny.

O tym, że tłumacz jest także współautorem tekstu, który otrzymujemy w postaci gotowej przełożonej powieści, nie trzeba nikogo chyba przekonywać. To, co czytamy to interpretacja, wyobrażenie tego, co ktoś myśli, że autor miła na myśli, a w przypadku Murakamiego bardziej w jakim nastroju, jakiej barwy czy jakimi dźwiękami chciałby by coś było oddane. Dzięki takim filmom jak ten, pokazującym jak wiele pracy wymaga przekład, jesteśmy w stanie w pełni docenić niezwykły efekt końcowy wieloletnich starań. Przy okazji dowiadujemy się też czegoś nie tylko o samej pani Mette Holm, ale i o Murakamim, którego pisarstwo tak silnie wpływa na odbiorców. To już nie jest grupa wiernych czytelników, a prawdziwy kult, o czym najlepiej świadczy atmosfera przed spotkaniem z pisarzem.

Film Dreaming Murakami można oglądać podczas trwającego jeszcze Festiwalu Filmowego Millenium Docs Agains Gravity. Jeśli możecie, wybierzcie się koniecznie na seans, szczególnie jeśli jesteście fanami Murakamiego i tak jak ja nie możecie się doczekać kolejnej powieści. Ten dokument jest niemal jak czytanie jego prozy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *