Ali Wong: Hard Knock Wife

W USA świętowano w ten weekend Dzień Matki, ale my mamy to święto jeszcze przed sobą. Jeśli chcecie obejrzeć w ten wyjątkowy dzień coś razem z własną mamą, polecam oczywiście wzruszającą komedię Tully. No a jeśli łączy was z rodzicielką mroczne i rubaszne poczucie humoru, koniecznie obejrzyjcie także nowy stand-up Ali Wong, który pojawił się niedawno (zapewne nie przypadkowo w tym okresie) na platformie Netflix. Podobnie jak jej poprzedni występ (Baby Cobra) ten także poświęcony jest macierzyństwu. Ostatnio nasza artystka komiediowa była w ciąży z pierwszą córką i opowiadała o urokach bycia w tym niezwykłym stanie, o fantastycznym życiu kury domowej i o swym bujnym pożyciu seksualnym. Tym razem, znów spodziewając się dziecka, dodała do tego opowieści z porodówki i szczegółowe opisy anatomiczne tego, co się zmienia po wydaniu na świat upragnionego maleństwa. Jeśli ktoś lubi naprawdę pikantny humor, uśmieje się do łez.

Bez owijania w bawełnę

Na scenę wychodzi drobna Azjatka w sukience w panterkę i błyszczących złotych bucikach. Uwagę zwraca jej wydatny brzuch, sugerujący, że do rozwiązania ciąży jest już bliżej niż dalej. Jednak o tym konkretnym zaokrągleniu niczego nie usłyszymy (bo o ciąży już było w Baby Cobra) za to dużo się dowiemy o poprzednim, czyli o córce numer jeden. Ali Wong wali prosto z mostu i lepiej przygotujcie się na prawdziwy szok. Jeśli same nie urodziłyście dziecka, możecie po obejrzeniu tego stand-upu już nigdy tego nie zrobić. Urocza Ali o posturze dziewięciolatki od pierwszych minut nie oszczędza swej publiczności, ciskając w nią coraz bardziej realistyczne opisy przebiegu porodu, cesarskiego cięcia, dochodzenia do siebie w domu i karmienia piersią. Płyny fizjologiczne leją się z każdej strony, a matczyne ciepełko zamienia się w zgorzknienie i frustrację z powodu uwięzienia w domu i stania się chodzącą jadłodajnią dla małego roszczeniowego człowieczka. I byłoby to smutne, gdyby Ali nie opowiadała tego z takim rozbrajającym humorem, a jednocześnie szczerze.

Cały występ opiera się na oburzeniu, że przecież nie tak miało być. Wiecie jak jest? Inne matki, weteranki, które już to przeszły, nie będą przecież dziewczynom, które są pierwszy raz w ciąży, opowiadać o tym, jak naprawdę wygląda poród i to, co po nim. Po co straszyć je na zapas, a zresztą ich też nikt nie ostrzegł :) Nagle okazuje się, że nie tylko dziecko, ale i mama muszą nosić pieluchę, że karmienie piersią to bardziej wyższa matematyka niż naturalny proces i że mimo ogromnej miłości do niemowlaka, rodzicielka myśli bardzo często o porzuceniu go na śmietniku. No samo życie. Osobiście jestem wdzięczna Ali Wong za te opowieści, bo od starszych i bardziej doświadczonych kobiet z rodziny mogę się na ten temat dowiedzieć co najwyżej tego, że „jest ciężko, ale o wszystkim się z czasem zapomina”. No bardzo to pomocne, mamo.

Oczywiście nie o samym macierzyństwie jest ten stand-up, bo przecież nie da się oddzielić malucha od męża i całej rodziny. Ali Wong chętnie dzieli się z widzami swoim doświadczeniem małżeńskim, na przykład tym, co jej mąż myśli o tym, że teraz to ona lepiej zarabia, albo na czym polega to, że są najlepszymi przyjaciółmi (tego się nie spodziewałam; byłoby obrzydliwe gdyby nie aż tak śmieszne). Dużo jest tu także odniesień do stereotypów na temat wychowania i podziału obowiązków w azjatyckich rodzinach. Co ciekawe, nasza artystka niemal wszystkie je potwierdza, śmiejąc się ze swojej matki, męża, siostry, a przede wszystkim z samej siebie.

Gest sceniczny

Z powodu zaawansowanej ciąży i tego, co mimo niej Ali Wong prezentuje na scenie, jej wystąpienie można uznać za dość kontrowersyjne. Wiele będzie na pewno mam i babć, które uważają ten stan za błogosławiony, a samo macierzyństwo za spacer po tęczowym moście przy akompaniamencie śpiewu słowików. Tym paniom opowieści o porozciąganych narządach płciowych, wąchaniu pieluch i krwawiących sutkach nie przypadną do gustu, ale to w sferze niewerbalnej szerzy się największe zgorszenie. Nawet we mnie przez chwilę coś zawrzało (a nie jestem szczególnie macierzyńsko pruderyjna), gdy Ali zaprezentowała bielizną podwijając swoją mini. Za to gdy pokazywała taktykę obchodzenia się z cewnikiem po cesarce, używając do tego kabla od mikrofonu, popłakałam się ze śmiechu. Do tego wszystkiego dochodzi specyficzna mimika naszej artystki, jej cały wygląd przywodzący na myśl bardzo wkurzoną mrówkę (zwłaszcza gdy wciela się w swoją matkę) no i mamy najweselej spędzoną godzinę za jaką kiedykolwiek zapłaciliśmy Netfliksowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *