Koniec świata i hard-boiled Wonderland Harukiego Murakamiego

Ta książka jest absolutnie wyjątkowa i niepodobna do niczego co czytałam wcześniej. Jest w niej takie bogactwo wątków, tyle tajemnic i materiału do przemyśleń, że gdybym jechała na bezludną wyspę, bez wahania zabrałabym ją ze sobą jako jedyny bagaż. Zacznę może od tego, że powieść Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland jest napisana tak plastycznie i z taką dbałością o szczegóły, że wciąż mi się wydaje, że to film, a nie powieść. Przyłapuję się na myśli, że byłam na tym w kinie, chociaż jednocześnie wiem, że wcale nie. Jest tu taki rodzaj akcji, napięcia i postaci, który czyni z tej książki wprost idealną lekturę przed snem, o ile oczywiście zależy nam na bardzo wyrazistych wizjach sennych przypominających film gangsterski lub piękną baśń.

Trudno by mi było jednoznacznie określić (może dlatego, że nie znam się na tym za dobrze) do jakiego gatunku Koniec Świata właściwie przynależy. Jest to bardzo osobliwe połączenie realizmu magicznego, science-fiction, powieści psychologicznej i kryminału szpiegowskiego.

Powieść Murakamiego opisuje dwa, a właściwie trzy lub cztery światy, a każdy z nich jest idealnie spójny, pełny i kompletny i wystarczyłby na osobną opowieść. Zwykle to oznacza, ze razem historie są słabsze niż osobno, ale nie w tym przypadku. Tutaj proporcje są doskonale wyważone a wątki w ciekawy, lecz nie oczywisty sposób się zazębiają tworząc imponującą całość.

Pierwszy z opisanych światów to świat głównego bohatera, który różni się znacznie od znanej nam rzeczywistości. Pełno w nim tajemniczych stworów, niesamowitych wynalazków i oczywiście ściśle tajnych informacji. To informacje są najcenniejszą rzeczą i wszystko dookoła skupia się albo na ich zabezpieczeni, albo na ich zdobywaniu. Poznany w pierwszych scenach młody mężczyzna jest ważnym pionkiem w grze prowadzonej przez potężnych ludzi, których wpływy tylko przeczuwa. Bohater posiada bowiem niezwykłe umiejętności w zapamiętywaniu i kodowaniu ogromnych ilości danych i to tak, że sam nie wie co przed chwilą zapamiętał i przetworzył. Niestety jego dar nie jest czymś naturalnym, lecz powstał w wyniku niebezpiecznego eksperymentu naukowego pewnego zbzikowanego, ale genialnego staruszka, ukrywającego się w kanałach pod Tokio przed Czarnomrokami. Niestety wkrótce okazuje się, że nasz bohater musi dokonać niezwykłych czynów by ocalić siebie, a co za tym idzie, cały istniejący dla niego świat.

Drugi, równoległy do tej historii plan to rzeczywistość baśniowego miasta, w którym żyją piękne Zwierza, do złudzenia przypominające długowłose jednorożce. Po tym miejscu oprowadza nas niepewny absolutnie niczego, mężczyzna pozbawiony cienia, serca i pamięci. Świat na pozór nie związany z opowieścią o szyfrantach, kanałach i Czarnomrokach, okazuje się jednak wewnętrzną opowieścią młodego kryptografa, dziejącą się w jego podświadomości.

Mnie osobiście najbardziej interesuje jednak ten trzeci plan, czyli rzeczywistość do złudzenia przypominająca naszą. Nie w kanałach, nie w podświadomości, ale na terenie wielkiego miasta, dzieją się tu najciekawsze dla mnie rzeczy. Tu jest świat nudy i normalności, za które tak kochamy genialnego japońskiego pisarza. Koniec świata oprócz wartkiej akcji daje czytelnikowi przede wszystkim wielką przyjemność z czytania o takich prozaicznych sprawach jak przyrządzanie posiłków (genialny fragment o grubasce i kanapkach), robienie zakupów czy słuchanie muzyki. Można się w tej rzeczywistości spokojnie rozgościć i poczuć jak u siebie. Podobnie jest zresztą nawet w tajnej podziemnej pracowni czy w mieście Zwierzy. Murakami nie szczędzi wysiłków i czasu byśmy zrozumieli mechanizmy rządzące każdym z tych miejsc. Po pewnym czasie już wiemy doskonale jak klaustrofobiczne jest w kanałach i co profesor ma na półkach. Czujemy także wyraźnie chłód nadchodzącej zimy w podświadomym mieście otoczonym murem. Najwspanialsze jest jednak to, że się w tym nie gubimy. Nadmiar szczegółów nie przytłacza a prozaiczność nie nudzi. Za to Japończykowi należy się Nobel.

Cała opowieść zawarta w Końcu świata jest alegorycznym sposobem opisania natury czasu, złożoności ludzkiej psychiki oraz radzenia sobie ze świadomością odchodzenia. Ta powieść to prawdziwa gratka zarówno dla wielbicieli Prousta jak i Freuda, a także dla czytelników lubiących historie o tym jak świadomość rychłej śmierci odkształca nasze postrzeganie rzeczywistości. No i oczywiście najbardziej zadowoleni będą smakosze i wielbiciele literackich opisów jedzenia. Koniec świata to ,,najsmaczniejszy” utwór Murakamiego. Oprócz licznych opisów przyrządzania posiłków mamy także dwie niezwykłe kobiece postaci zdominowane swoim metabolizmem, czyli apetyczną grubaskę i chudą piękność z rozciągniętym żołądkiem, który zmieści każdą ilość pożywienia. Wraz z ekscentrycznym profesorem, te dwie ślicznotki są wspaniałym dopełnieniem postaci głównego bohatera, który (jak to zwykle u Murakamiego) jest samotnikiem, rozwodnikiem, a przede wszystkim spokojnym i pasywnym obserwatorem szaleństw jakie się odbywają w jego do niedawna idealnie poukładanym świecie, który kończy się właśnie na jego oczach.

One thought on “Koniec świata i hard-boiled Wonderland Harukiego Murakamiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *