Miso Hungry (The Effortless Japanese Diet The Effortless Japanese Diet)

Ten dokument zwrócił moją uwagę ponieważ opowiada o dwóch rzeczach zajmujących mnie najbardziej na świecie, czyli o Japonii i zdrowej diecie. Na oba tematy powiedziano już wiele, ale uważam, że w czasach gdy dorośli i dzieci tyją na potęgę i mają coraz więcej powiązanych z otyłością chorób cywilizacyjnych, nigdy dość filmów i książek mówiących o tym, jak dużym zagrożeniem dla zdrowia jest każdy dodatkowy kilogram i jak w prosty sposób można wrócić do formy. Polecam Miso Hungry do obejrzenia każdemu, kto bezskutecznie boryka się z otyłością, nie wie jak zacząć zdrowiej jeść lub myśli, że kochanego ciałka nigdy za wiele, ewentualnie, że tłuszcz to tylko defekt estetyczny, a nie tykająca bomba zegarowa.

Dwanaście japońskich tygodni

Craig Anderson, twórca i główny bohater tego dokumentu, jest znanym australijskim komikiem, aktorem i wszechstronnym producentem filmowym, dla którego praca jest też życiową pasją. Niestety nie ma on za wiele czasu na inne sprawy, a już kwestie żywieniowe pozostawia w całości w rękach McDonalda, okolicznych pizzerii i producentów gotowych mrożonych dań. Jego bogata w nasycone tłuszcze, mięsiwa i proste cukry dieta, w połączeniu z brakiem ruchu, doprowadziła go do stanu, od którego zaczyna się ta filmowa przygoda. Craig waży 138 kilogramów (a jest niziutki), poziom tłuszczu w jego ciele trzykrotnie przekracza normę, jego wątroba ledwo zipie, grozi mu mnóstwo chorób, a badania wykazały, że wiek biologiczny tego trzydziestoośmiolatka to sześćdziesiąt cztery lata. Dla niego ten projekt to dosłownie ostatnia deska ratunku, choć sam podchodzi do swej wybujałej fizyczności z humorem i dystansem. Gdy kolega podrzuca mu pomysł by przez dwa tygodnie pomieszkał w Japonii i żywił się tak jak Japończycy, a przez kolejne dziesięć tygodni w Australii podtrzymywał nowe nawyki żywieniowe, nasz bohater nie waha się nawet przez chwilę. Po gruntownych badaniach, pokazujących jak źle jest w punkcie wyjścia, Craig rusza do Kraju Kwitnącej Wiśni, nie bardzo wiedząc, czego się spodziewać.

Choć efekty przejścia z diety fastfoodowej do tradycyjnej diety japońskiej, opartej głównie na roślinnych składnikach i malutkich porcjach ryb, były do przewidzenia, i tak ogląda się ten proces z wielkimi emocjami, kibicując mężczyźnie z nadwagą walczącemu o lepsze i dłuższe życie. Craig nie tylko stosuje się do ogólnych wytycznych, na przykład rezygnując ze słodkich napojów na rzecz zielonej herbaty, jedząc porcje wielkości swoich pięści i próbując lokalnych przysmaków takich jak zupa miso, wodorosty czy fermentowane ziarna nato, ale też zgłębia tajniki całego stylu życia Japończyków, kompleksowo sprzyjającego szczupłości. By pokazać, że cała kultura jest tu prozdrowotna, Craig odwiedza różnych ludzi, reprezentujących to, co najbardziej typowe i najbardziej kojarzące się z Japonią, przynajmniej komuś spoza Azji. Spędzamy dzień z tokijskim biznesmanem (bardzo dużo chodzenia i szybkie, choć względnie zdrowe jedzenie), odwiedzamy mistrza ceremonii herbacianej (zielony antyoksydacyjny eliksir odchudzający) oraz odwiedzamy dwa domostwa, w których jedna pani domu przyrządza typową rodzinną kolację (dużo małych dań, składających się z gotowanych, surowych i fermentowanych warzyw), a druga pokazuje nam i Craigowi jak poradzić sobie poza domem, szykując pudełko bento (drugie śniadanie, śliczne i zdrowe). Mnie osobiście najbardziej podobała się wizyta w buddyjskim klasztorze i gotowanie z mistrzem zen, a także wizyta w przybytku specjalizującym się w daniach z tofu (nie wiem czemu, ale ta skórka z tofu, wyglądająca jak ścierka, wywołała u mnie przypływ apetytu; tofu jest najlepsze!).

Niby banalne, ale…

Filmów typu Supersize Me powstaje wiele, ale ten wydał mi się wyjątkowy. Po pierwsze, bardzo wczułam się w sytuację jego bohatera, którego było mi zwyczajnie żal. Widok tego tłustego biegnącego ciała może wzbudzać chęć do okrutnych żartów, ale gdy ten sam Craig nie może się wcisnąć do typowej japońskiej łazienki, gdy ledwo mieści się w kuchni lub gdy próbuje się wykąpać w ciepłym źródełku i się przewraca z nadwagowej niezdarności, wcale już nie jest nam do śmiechu. W tym wszystkim, obnażając swoje największe słabości, a często też pośladki, nasz bohater potrafi zachować dystans i żartuje sam z siebie, co odejmuje grozy i dramatyzmu całemu przedsięwzięciu. Nikt tu nie chce nikogo straszyć, choć otyłość to sprawa życia i śmierci. Gdy sposób na schudniecie jest podany przy akompaniamencie zaraźliwego śmiechu Craiga Andersona, łatwiej go przyjąć do wiadomości.

Po drugie, bardzo podobało mi się to, że pokazano jak osiągnąć efekty takie jak Craig, który bardzo szybko schudł na japońskiej diecie i poprawił swoje wyniki badań lekarskich, ale w łatwy i przystępny sposób. Nawet osoba bardzo zapracowana czy niepotrafiąca gotować, może wiele skorzystać na podanych w tym dokumencie wskazówkach. W końcu chodzi o takie podstawy jak jedzenie głównie roślin, rezygnację z hektolitrów coli i bycie w ruchu przynajmniej przez pół godziny dziennie codziennie. To żadna filozofia!

Jedynym, co budzi moje zastrzeżenia w Miso Hungry jest to, że sugeruje się w tym dokumencie, że tylko dieta japońska ma potężne lecznicze właściwości (w sumie jest w tym sporo racji, bo Japończycy są najzdrowsi na świecie, ale…). Sam Anderson podkreśla, że australijska dieta jest bardzo niezdrowa i dlatego musi polecieć do Japonii by nauczyć się lepiej jeść. Oczywiście to, że nasza lokalna dieta nie sprzyja zdrowiu, jest łatwą wymówką by w ogóle o siebie nie dbać. Każdy Amerykanin czy nawet Polak (Polak w szczególności :) mógłby powiedzieć to samo. Moim zdaniem jednak prawda jest taka, że wcale nie trzeba jechać na koniec świata, ani nawet nie musimy szukać japońskich specjałów w delikatesach, by schudnąć czy poczuć się zdrowiej. Jeśli zrozumiemy, że chodzi bardziej o rezygnację z mięcha, tłuszczu, żółtego sera i słodkich napojów, to nagle okaże się, że nawet polska tradycyjna dieta jest zdrowa. W końcu nasze ziemniaczane, kluskowe, kapustowe specjały, zupy, sałatki, kasze i owoce to też kopalnia witamin i cennych substancji odżywczych. Pamiętajmy, że tłuszcz i mięso zawsze były drogie, a naszą kuchnię tworzyły zwyczaje ludzi biednych pochodzących ze wsi, którzy mieli do dyspozycji głównie to, co sami wyhodowali w ogródku. Uważam, że w tym filmie powinno się więcej mówić o tym, że każdy może na diecie roślinnej schudnąć, zwłaszcza jeśli zrezygnuje też z roślinnych junk foodów.

A tak w ogóle to najlepiej by było, gdyby Craig Anderson zrobił kolejny film o chudnięciu i zdrowiu, tym razem we współpracy ze swoją krajanką Freelee, prekursorką weganizmu i najbardziej znaną pożeraczką bananów na świecie. Nim na jej kanale zrobiło się naprawdę dziwnie, przez lata pokazywała, że można mieć wspaniałe rezultaty jedząc to, co dostępne lokalnie. W ciepłym klimacie Australii rośnie wiele fantastycznych warzyw i owoców, przynajmniej tak samo dobrych jak japońskie smakowitości.

2 thoughts on “Miso Hungry (The Effortless Japanese Diet The Effortless Japanese Diet)

  • Listopad 23, 2017 at 1:12 am
    Permalink

    Super wpis. Ja za ze swojej strony moge polecic film dokumentlany „Obieżyświat – Japonia” Fajnie zebrane wszystkie informacje.

    Reply
  • Listopad 23, 2017 at 7:31 pm
    Permalink

    Dzięki za polecenie. Na pewno sprawdzę.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *